Biegaj zimą, ciesz się wiosną...


Niedługo nadejdzie zapowiadany pierwszy śnieg. Grudzień, w którym już poczuliśmy mroźną aurę, zaserwuje nam jeszcze biały puch. Do tego dalsze skracanie się dnia, choć jeszcze tylko przez miesiąc, obniży nam motywację i morale treningowe. Z tej sytuacji jest tylko kilka wyjść: przestać biegać, schować się z treningiem do hali albo stawić zimie czoło.



Wszyscy trenerzy z pewnością są zgodni, że tylko bieganie poprawi bieganie. Stąd jako biegowi maniacy z ohydą odrzucamy pierwszy wariant i wybieramy dalszy trening specjalistyczny. Trening specjalistyczny skierowany na to, żeby troszkę odpocząć, za dużo nie stracić ze swojej formy, a przy okazji poprawić sprawność, technikę i biomechanikę biegu. Warto też zwrócić uwagę, że jeszcze niektórzy z Nas mają gdzieniegdzie ostatnie starty w sezonie (patrz Półmaraton Św. Mikołajów) i pewnie zgodnie z teorią treningu sportowego czeka ich okres roztrenowania. Jednak „roztrenowacze” uważajcie, bo już 7-dniowy okres bezruchu powoduje spadek objętości krwi, a to już ma spory wpływ na formę. Stąd odpoczywaj z głową, a w międzyczasie już myśl o okresie przygotowawczym i celach przyszłego sezonu. Trenerzy wspominają nawet o umieszczeniu dat pierwszych startów na wiosnę w kalendarzyku ściennym. Niuanse a motywacja wzrasta.


Wybór miejsca spędzania zimowego czasu treningowego jest ważny. Bardzo ważne, a nawet ważniejsze, jest rozpoznanie swoich pięt achillesowych i ich wyeliminowanie, a często o tym się zapomina nabijając „zimowe”kilometry albo ćwicząc brzuszki bez opamiętania. Nie dajmy się zwariować wszelkim doskonałym planom dopasowanym do rzeszy biegaczy z całej Polski. „Chcesz biegać wiosną „połówkę” w 1h 30min zrób tak a tak” - odrzuć takie myślenie. Każdy jest inny i mimo że błędy wydaja się takie same często takie sama rozwiązania prowadzą do innych rezultatów. Stąd czerpmy pomysły od najlepszych, szukajmy w planach treningowych zasad, ale nie kopiujmy ich, a wybór głównego miejsca treningowego niech będzie zindywidualizowany i dopasowany do własnych celów na okres przygotowawczy i startowy.

Pamiętajmy, że hala często pozwala w komfortowych okolicznościach potrenować technikę, sprawność ogólną (mam na myśli siłę, koordynację, gibkość, balans mięśniowy) a wszystko to w tych samych warunkach, czyli ciepło, sucho, bezwietrznie, przy małej cyrkulacji powietrza. Często to nie jest atutem, bo jak wiadomo, na zawodach nie panuje 20 st. C i nie liczy się zdolność pracy w niedotlenieniu i niezmiennych warunkach. Co często w rzadszych wyjściach na „prawdziwe” powietrze może kończyć się przeziębieniem, tym bardziej, że pracujemy niespecyficznie w trakcie treningu czy innej aktywności fizycznej. Na hali można pokusić się o bieganie, ale 200 kółek wokół boiska nie jest marzeniem prawdziwego maniaka, a bieganie po bieżniach mechanicznych jest nudne, żmudne i raczej kształtujące technikę niż cechy motoryczne. No chyba, że nie przeszkadza Ci tłum gapiów patrzących jak klapiesz stopami o gumowe amortyzatory starając się trzymać tempo interwału. Bezsens i zabijanie intymności biegania.

Dość powszechne „zimowe” klepanie kilometrów jest bardzo miłe. Stąd, oprócz robienia fajnej bazy tlenowej, może wynika jego powszechność. Jednak czy okres przygotowawczy nie powinien być czymś więcej? Skoro warunki pozwalają na coś więcej może warto by było raz czy dwa razy na tydzień zgodnie z teorią treningu instynktownego pościgać się z tempem czy prędkością. Prawdziwą naturę należy doceniać, ale i na nią uważać. Wraz ze spadkiem temperatury powietrza wzrasta krzywa wysycenia hemoglobiny i krew ulega łatwiejszemu „natlenowaniu”. Jednak też wraz ze spadkiem temperatury panuje ochłodzenie powietrza, mróz oraz pada śnieg i wtedy nie trudno o upadki, skręcenia, przeciążenia, odbicia. Nie trudno również się przeziębić. Często w momentach odpuszczania obciążeń treningowych mój organizm wykorzystywał moment na rekonwalescencję i czułem jakby nagłe paradoksalne zmęczenie, jakby cały wysiłek dopiero teraz wychodził na zewnątrz. Takie osłabienie sprzyja chorobom, tym bardziej jeżeli ubiór treningowy jest słabo dopasowany. Ty sam znasz siebie najlepiej...

Fachowcy mimo wszystko przede wszystkim polecają trening zimowy biegowy jako specyficzne narzędzie do poprawy aktywności fizycznej jaką jest bieganie. Prawda, że mądre...Przed tym nie da się uciec, a z pewnością przebiegana zima da o tyle fajniejsze efekty o ile więcej pracy się wykonało. Dla dokładności mówię mówię tu o pracy kompleksowej, holistycznej i całościowej, czyli zmiksowanie normalnego biegania na powietrzu z pracą w domu, na hali czy siłowni. I nie ma tu wymówek w stylu braku dostępu do sprzętu – raczej kontuzjowany mięsień czy staw w trakcie okresu startowego nie przyjmie tego do wiadomości. Właściwie hale i siłownie można mieć w domu i problem logistyki odpada, a sprzętem mogą być próg drzwi balkonowych, guma do ćwiczeń (np. theraband itp.), krzesło – nie ma tu ograniczeń oprócz zdrowego rozsądku i docinek żony. Jedynym problemem jest własna motywacja, no i czasem brak wiedzy i obiektywnego spojrzenia na swój organizm. Można to obejść posilając się stronami o bieganiu, których teraz pełno, i licznymi poradami innych doświadczonych biegaczy, których tez pełno. Tu oczywiście trzeba mieć więcej rozsądku, ale pokonując pierwsza falę lenistwa i sprawdzeniu danego tematu konkretniej w internecie z grubsza można rozpoznać prawdziwsze prawdy.

Zdecydowanie w trakcie okresu przygotowawczego trzeba się skupić na wyeliminowaniu błędów, poprawie techniki i utrzymaniu cech motorycznych na podobnym albo wyższym poziomie jak na końcu okresu startowego poprzedniego sezonu. Ja z własnego dosyć kontuzjogennego doświadczenia, polecałbym zwrócić uwagę na biomechanikę i gibkość, często pomijane wśród amatorów. To dzięki nim często Ci, którzy byli długo z tyłu, po jakimś czasie mają lepsze rekordy życiowe i uśmiech na twarzy zamiast grymasu bólu. Stąd następnym razem gdy w trakcie biegu zakuje cię w łydce lub w udzie pomyśl, gdzie w momencie zimowego treningu zrobiłeś błąd. I nie powielaj go.

Po prostu biegaj zima a ciesz się wiosną...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.