Kontratakuje itbs i pttd cz. I

Po szybkim płaczu nad rozlanym mlekiem (patrz błąd treningowy w poprzednim tygodniu), przeanalizowaniu sytuacji strat i zysków postanowiłem skontrować moje słabe "skontuzjowane" nogi. Biorąc pod uwagę, że trenując dalej na 1/15 gwizdka przez najbliższy tydzień i tak raczej nie dam rady wrócić do sytuacji, gdzie nogi jakoś już szły, a potem dalej zwiększyć intensywność treningu na jakiś fajny wynik na Dychę Wazówny -  zdecydowałem się zaskoczyć kontuzję. Mam nadzieję, że ta zdziwiona moim super frontalnym kontratakiem zmuszona będzie odpuścić i pozostawi mnie we względnym spokoju :-)


Sensu pobiegiwania po malutku po moim ostatnim odkryciu na platformie balansowej nie widziałem żadnego. Tak czy siak wróciłbym do podobnej sytuacji przemęczenia prawego pasma i lewej łydki prędzej czy później. Moja lewa stopa fajnie już pracująca w płaszczyźnie czołowej (lewo-prawo) w trakcie ćwiczeń na platformie balansowej 2D (pochylającej się w jednym kierunku) zupełnie nie radziła sobie w płaszczyźnie strzałkowej (przód-tył). Stąd po tym co zobaczyłem w poniedziałek w klubie Seven po swoich zajęciach Spinningu  (tak to ja tam świruję na tej desce na półrurce) dało mi do myślenia i postanowiłem...

No, właśnie z ciężkim sercem postanowiłem po raz kolejny odpuścić parę dni treningu biegowego a o wiele mocniej wziąć się za podćwiczenie prawidłowych nawyków moich słabych niedających rady nóżek i powrócić w chwale próbując coś sensownego na tej Dyszce Wazówny pobiec a potem jeszcze rąbnąć maraton w Poznaniu poniżej 3h :-) Co prawda trochę popłynąłem na końcu poprzedniego zdania, ale mniej więcej coś w tym stylu chciałbym jeszcze w tym roku zrobić. Jeżeli nie...ehh...

Na czym ten mój kontratak polega? Właściwie na przeskoczeniu paru etapów i zintensyfikowaniu tego co od jakiegoś czasu robię lecząc moje urazy. Konkretnie mówiąc przez parę dni będę ćwiczył, ćwiczył i ćwiczył w domu kontynuując dotychczasową pracę na platformie w klubie. Akurat mam teraz parę dni wolnego od spinningu co tym pełniej pozwoli mi skupić się na pracy stabilizacyjnej i wzmacniającej.

Plan jest prosty. Trzy razy dziennie będę delikatnie rozciągał pasmo biodrowo-piszczelowe prawej nogi i łydkę oraz stopę (wraz z palcami, bo mam problem z palcami młoteczkowatymi!!!) lewą, po czym stosował dwa ćwiczonka stabilizacyjno-wzmacniające i ponownie już mocniej rozciągał. Dodatkowo chłodzenie cold-packiem i pozytywne myślenie. Bo jak teraz sie nie uda to...ehhh...

Ćwiczenia jakie będę stosował na wzmocnienie, głównie pasma b-p, starają się maksymalnie imitować krok biegowy. Są to dosyć często spotykane w internecie ćwiczenia, których jak to zwykle bywa nie mogę w tej chwili znaleźć i dać linków. Mogę natomiast je opisać w kolejnym poście i postaram się to zrobić. Bądź co bądź po dzisiejszym pierwszym dniu walki już czuję je w nogach. Zgodnie z teorią męki stosowania ćwiczeń z komponentą siłową ich pierwsze zastosowanie skutkuje spadkiem siły na jakieś 24-48 godzin. Zobaczymy jutro. W końcu kiedyś musi się udać. Nie chcę biec drugi raz pod rząd na zawodach 10km dłużej niż 40 minut. O nie...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.