Znowu musiałem odpuścić...

Fajnie znowu było zwiększyć intensywność treningu na początku poprzedniego tygodnia. I o dziwo wyglądało na to, że w końcu się uda uciec kontuzji. Niestety znowu poczułem dyskomfort w prawym kolanie i lewej łydce informujący mnie, iż kolejne parę treningów intensywniejszych i ból powróci. (Zabieganie tych kontuzji tylko pogarsza sprawę - sprawdzałem wcześniej) Po dosyć intensywnym początku (ostry spinnng w pn i wt) i dołożeniu treningu z 1,5km BC2 na końcu tygodnia znowu to samo. Ehhh...a było tak blisko. Nici z realizacji planu czerwcowego. Nie ma co marudzić tylko przeanalizować sytuację i walczyć dalej.




Intensywniejszy początek doprowadził mnie do sporego DOMSa ("zakwasów"), które próbowałem rozbiegać w środę luźnym pięciokilometrowym niskim tętnem. Wieczorem pojawił się znowu Spinning, ale endurance na biegowym BC1. Człowiek myślał, że już wszystko ok i zdecydował się włączyć II zakres treningu. Fajny trening 8km BC1+1,5km BC2 tylko dołożył oliwy do ognia i nawet piątkowy Spinning recovery (zupełna regeneracja na 65%) nie pomógł. Już w sobotę robiąc 10km BC1 czułem, że coś jest nie tak. Niestety od niedzieli znowu denerwujące mrowienie i tkliwość (ciężko to uczucie nazwać) w newralgicznych miejscach powróciło. Znowu popełniłem błędy. Chciałem za szybko. A już coś się działo w organizmie. Fajnie było znowu szybciej biegać.

Teraz znowu musiałem odpuścić bieganie i od soboty dopiero jutro coś potruchtam.

Plan trzeba troszkę odłożyć i poświęcić więcej czasu na podstawę wzmacnianie i stabilizację przy bieganiu na BC1 oraz ostrzejszym Spinningu pojawiającym się rzadziej (tylko pon). Do zrealizowania.

A miało być tak pięknie...

P. S, Będzie trzeba odpuścić Dychę Wazówny i znowu pobiec treningowo na 40 i parę minut...ehhh...tylko

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.