Plan jest prawie realizowany

zdj. thedailygreen.com
Pamiętacie mój plan na wrzesień??? (Jeżeli nie zapraszam do przejrzenia tutaj.) Jak zwykle w przypadku planu - realizacja w 100% praktycznie jest niemożliwa. Tym razem akurat problemem jest wyjeżdżenie dwóch godzin zajęć na rowerkach, bo ludzie są tylko na te pierwsze. O dziwo więc tym razem realizacja planu delikatnie nieudana i tylko wyłącznie z przyczyn poza mną. Co w moim przypadku jest wielkim sukcesem. Wcześniejsze programy powrotu do biegania musiałem wyrzucić do kosza, bo ja stanowiłem problem. Tutaj wręcz odwrotnie. Ten wrześniowy jest głównie ustawiony pod ustabilizowanie i wzmocnienie aparatu ruchu, jak i delikatne rozruszanie. Powiem, że nawet zaczyna to działać :-)

Najciekawszy jest fakt wykonywania codziennie wieczorkiem ćwiczeń stabilizacji. Na początku myślałem, że po początkowej fali motywacji, przyjdzie okres słabszy i zdarzy się parę dni bez "wieczornej gimnastyki". Oczywiście należę do osób dosyć upartych i w realizację wieczornej stabilizacji na 80-85 % wierzyłem (opuszczenie 4-6 wieczorków). Tu do tej pory ćwiczę codziennie. Widać mój organizm też to zauważył i powoli mnie nagradza. Jest lepiej...

Tych opuszczonych przez klientów drugich godzin zajęć Spinning trochę szkoda. Dobrze by było te parę godzin dojeździć i bardziej tę bazę tlenową podbudować. Często staram się przyjść troszkę wcześniej i dłużej pojeździć. W takim wypadkach to tylko kwadrans więcej, ale i aż kwadrans. Przecież cała rzecz treningowa dzieje się tez w głowie. Jeżeli sam wiesz, że nie odpuszczasz, a nawet starasz się dołożyć coś co normalnie nie idzie - musi to skutkować motywacją do dalszej pracy.

W bieganiu też w porównaniu do poprzednich "powrotów" zrobiłem spore postępy. Wygląda na to, że zlokalizowałem problem "mojego kulawego biegania". Teraz zostało trochę pracy nad utrwaleniem nowej techniki i biomechaniki ruchu. Jest to kolejna trudna rzecz do zrobienia, jednak jeśli już wiadomo co i jak to już jest z górki. Zaczynam powoli i trochę jeszcze to rozkręcanie potrwa (pewnie całą zimę), ale jak już pójdzie to po takiej przerwie myślę, że będą szybkie efekty. Zaczyna wyglądać to całkiem dobrze.

Co ciekawe skupiłem się tez nad tym co chciałem zrobić już od dawien dawna - zrzucaniem wagi. Te moje 84 jest dość sporym balastem dla biegowego organizmu. Zrzucenie tych 4 kilogramów na początek powinno także dać niesamowitego kopa biegowego. Oczywiście żadnych drakońskich diet, bo w takowe nie wierzę. Solidne podejście do tematu, czyli powrót do systematycznego wysiłku, sensowniejsze żarcie, odrzucenie sporej dawki kalorii z dojadania słodyczy (moja największa wina) i krążenie wokół bilansu 2,5 tys. kkal/dobę. Efekty mojej pracy przedstawię w kolejnych wpisach na początek października. Jak zwykle wszystko rozpisane liczbowo i statystycznie czarno na białym, abyście mogli poobserwować. Sam jestem ciekaw wyniku eksperymentu.

Ogólnie, jak widać po wydźwięku mojego wpisu, wszystko zaczyna się układać tak jak powinno. Teraz tylko pozwolić układowi ruchu dostosować się do nowych wzorców ruchowych, utrwalić je lub udoskonalić i podnosić poprzeczkę treningową. Oby tylko dobrze przepracować zimę, a reszta sama juz pójdzie. Spokojna praca popłaca :-p

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.