Październik dał się we znaki

Układając plan własnego treningu na październik (dla przypomnienia tutaj) miałem świadomość, że zmęczenie w pewnym momencie będzie musiało narosnąć. Nie spodziewałem się jego tak rychłego nadejścia. Wystarczyło dwukrotne podkręcenie tempa na zajęciach Spinning i już poczułem znużenie, brak świeżości i uciekającą motywację do ćwiczeń. Z pewnością też podmęczyła mnie ta kolejna siłownia w tygodniu i delikatne wydłużenie czasu biegania. W końcu od dłuższego czasu około 1 godziny biegu  nie spędzałem na trasie. Tutaj wreszcie znowu się udało i to w miarę z dobrym skutkiem. Po prostu ciężki miesiąc ten październik, a kolejne pewnie będą jeszcze gorsze...ahh ten sport.


Zgodnie z wytycznymi planu miałem realizować trzy razy w tygodniu siłownię. Były to po trzy szybkie serie po 15-20 powtórzeń na obciążeniu 60-65% MVC na trzech maszynach (hamstringi, przywodziciele, suwnica skośna). Szybkie serie, bo mniej więcej cały trening zawierał się w 25 minutach z delikatną rozgrzewą rozciągającą moje problemowe mięśnie. Po dołożeniu kolejnego trzeciego dnia już pierwszy tydzień poczułem różnicę w obciążeniach i zmęczeniu mięśni. Mimo wszystko łącząc wzmacnianie z wieczornymi ćwiczeniami stabilizacji, które początkowo były co 2 dzień a im bliżej końca miesiąca co 3, robi to wszystko ogromna różnicę. Dlatego mimo nakładającego się zmęczenia zdecydowanie warto.

Swoje do zniżki formy dołożyło bieganie o te kilkanaście minut dłużej łącznie w tygodniu. Niby to tylko 25, a teraz 45 minut więcej, ale dla moich "krzywych" nóg sporo :-) Cokolwiek by nie mówić naprawdę po wcześniej opisywanych ćwiczeniach czuję dużą różnicę. Oczywiście nagle nie fruwam, bo nogi czasem zakują w starych kontuzyjnych miejscach i cały czas wyczuwam tam zmęczone tkanki i dyskomfort. Jednak powiedźcie komuś z chroniczną 3-letnią kontuzją, że będzie w stanie biegać przez godzinę po lesie to zrozumiecie. A przypominam, że biegam ostatnio dłużej przy spokojnych 140 ud/min i spokojnie daje radę. Dużo jeszcze do zrobienia, ale jest lepiej.

Podkręcenie intensywności jazd na zajęciach Spinning położyło mnie zupełnie. Ostatnio mocno zakończona ponad dwugodzinna jazda czwartkowa (poniżej link do wykresu tętna) i kolejna spokojniejsza już (ale też wymagająca) piątkowa były zupełnie dobijające. Praktycznie pół piątku dochodziłem do siebie. Kolejne obciążenia w planie trzymają mnie lekko w tym zmęczeniu aż do teraz. Dziś znowu Strength o 18.30 i wyciszająca dla mnie Endurance po niej, która mam nadzieję chociaż pozwoli wrócić do stanu wyjściowego przed tymi jazdami. W czwartek kolejna mocniejsza jazda interwałowa, a w weekend szkolenie Spinning(r) advanced w Poznaniu, gdzie znowu parę godzin jazd się trafi. I weź tu człowieku bądź dobrze wytrenowanym biegaczem :-) skoro więcej pedałujesz niż odbijasz się od podłoża.


Kolejny miesiąc będzie trzeba uspokoić obciążenia, w którejś ze sfer treningu.

1 komentarz:

  1. Chociaż pochwalcie mnie, że się staram :-) A do fajnego treningu na zajęciach Spinning zachęcam brodniczaków...

    OdpowiedzUsuń

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.