Warto rozsądnie trenować...

zdj. wordonfire.org
Swego czasu na AWFie uczono mnie ogromnej liczby rzeczy, począwszy od "fikołków" skończywszy na ekologii i ochronie środowiska. Pewna wiedza i umiejętności przydatne bardziej, drugie mniej, a trzecie często po prostu spełniające wymogi MENu. Na całe szczęście wśród wielu różności przewinęła się gdzieś tam teoria sportu, a tam sporo niuansów dotyczących treningu sportowego. W połączeniu z fizjologią wysiłku sportowego dawało to całkiem fajny zasób wiadomości. Zasób niewykorzystany, a ostatnio po części odkopany w związku z październikowym szkoleniem Spinning(r) dotyczącym periodyzacji. Na całe szczęście...
Często wiadomości z zakresu treningu sportowego podawane są w formie suchych faktów, wypełnionych liczbami tabelek czy struktur i analiz danego okresu czasu. My obserwujemy je bacznie, często nawet dokładnie studiując i analizując. Oczywiście staramy się wyciągnąć jakiekolwiek wnioski na przyszłość i czegoś się nauczyć. Studiując na AWF robiłem dokładnie tak samo. Obserwowałem, próbowałem zrozumieć, wręcz musiałem się nauczyć pewnych sformułowań. Z różnym skutkiem jak widać...

Zrozumienie treningu, działania tak szerokiego i rozwlekłego, bez podstawowej wiedzy o fizjologii wysiłku, anatomii ciała ludzkiego, ogólnych prawidłach i zasadach jego działania, jest bardzo trudne. Jeśli do tego brakuje własnych doświadczeń treningowych jest to praktycznie niemożliwe. Nic dziwnego, że mądrzy profesorowie, doświadczeni w realizacji planów treningowych in vivo, nie potrafili mi - szarakowi - wytłumaczyć dlaczego pewne środki treningowe stosuje się teraz a inne później. Właściwie z tego co pamiętam to tłumaczyli, a człowiek przytakiwał, zdawał i robił swoje...

Minęło parę lat, parę doświadczeń, parę kontuzji i sporo godzin wysiłku treningowego, a człowiek dopiero uświadomił sobie pewne prawdy. Treningu, jako takiego, nie da się wytłumaczyć. On się wymyka wszelkim regułkom, tabelkom i analizom. Mądrzy profesorowie nie popełnili błędów. Studenci nie byli otumanieni wczorajszą imprezą. Tego po prostu nie da się wytłumaczyć. Choć jedni upraszczają, że to tylko wystarczy kilka razy machnąć w prawo, o tyle mniej w lewo, przyspieszyć o trzy sekundy na każdym kółku i już to jest trening. Czyżby...

Trening to świadomy proces budowania z puzzli obciążeń obrazu tak ostrego i gładkiego, że aż nierealnego. Rzadko kiedy uda się zrealizować dany plan na maksa, a trudno też o pewny efekt. To wszystko jest o tyle skomplikowane im więcej środków treningowych wpleciemy. Tych jest ogromne mnóstwo. Mówiąc z perspektywy zwykłego amatora biegania, który nie przechodził etapów treningu wszechstronnego, ukierunkowanego i specjalistycznego - niemożliwe do zrealizowania w ciągu dwóch czy trzech sezonów. A często tak właśnie to wygląda...

Pokażcie mi biegacza - amatora, który wyraźnie dzieli okresy treningu na budowanie bazy tlenowej, siły bazowej czy choćby szczytu formy. Większość poprzestaje na zwykłym systematycznym bieganiu z włączaniem i powtarzaniem pewnych środków i "internetowym" BPSie. Oczywiście w planie widnieje pewna zmienność co do okresu treningowego. Jednak jest to zmienność podyktowana zazwyczaj myśleniem krótkofalowym - "do przyszłego ważnego startu". W internecie za to pełno zachęcających i "doskonałych" planów "dyszki poniżej 40 minut w 8 tygodni". W takim tle ta krótkofalowa systematyczność i tak jest cnotą. Jednak czy nie można rozsądniej...

Z pewnością można. Spokojniejszymi, krótszymi, ale jednak pewniejszymi krokami. Krokami sensownej długofalowej periodyzacji. Rozplanowanie celów długofalowych na przestrzeni dwóch albo nawet czterech lat nie jest tak fascynujące jak "połówka poniżej 1h45min w 12 tygodni". Połączenie tych poprzednich z celami krótkofalowymi już zaczyna być bardziej interesujące, jednak często niełatwe. Do tego dołożenie świadomych i optymalnych okresów kształtowania danych cech motorycznych czy umiejętności może powodować ból głowy z powodu natłoku myśli kiedy, co i jak. Tu dopiero wkraczamy w trening. Trening zaczerpnięty od najlepszych, bo sportem zarabiających na chleb, a więc starających się w dzisiejszym świecie najbardziej (niestety). A czy warto...

Planując ostatni sezon miałem nadzieję, że w danym momencie przerobię więcej środków treningowych i będę o te trzy długości z przodu. Niestety, jak zwykle plan niemożliwy do zrealizowania z powodu przeciętnego i najczęściej występującego - za mało pracy włożonej we wcześniejszych latach w podstawy. Tu mam na myśli technikę, siłę mięśniową, biomechanikę ruchu czy zwyczajne wybieganie kilometrów w małych zakresach. Powoli zaczynam nadrabiać te stracone godziny widząc, że pracy treningowej jest jeszcze na kilkanaście miesięcy spokojnie. Oczywiście wcześniej martwiło mnie to zupełnie, bo cele w tym sezonie były postawione dosyć wysoko. Do czasu. Po ostatnich obserwacjach treningowych w tym momencie trenując delikatną periodyzacją jestem chyba w życiowej formie. Delikatna periodyzacją, bo włączyłem może ze 30 % środków treningowych biegowych, 60 % rowerowych. Swój trening (link do aktualnych planów tutaj) z racji ciągłego walczenia ze starymi urazami (patrz złą biomechaniką i nawykami, nad którymi cały czas pracuję) określam na 50 % możliwych obciążeń. Omijając liczby i podsumowując - jestem w daleko z tyłu jeśli chodzi o środki treningowe i intensywności wykorzystywane przez sporą większość z Was. Efekty natomiast są zdumiewające...

Stąd z czystą radością uczącego się treningu zachęcam Was do pozostawienia suchych faktów w tle, a zajęcia się praktyką na co dzień w trakcie pokonywania kolejnych świadomie zaplanowanych obciążeń. Obciążeń dobranych kompleksowo, długofalowo i indywidualnie. Małe kroki systematycznie prowadzą do wielkich efektów...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.