Mizuno Wave Musha 5

Mizuno Wave Musha 5
Długo oczekiwane Mizuno Wave Musha 5 dostały się w moje ręce z końcem sierpnia. Spóźnione. To krótkie przesunięcie terminu już wystarczyło bym w międzyczasie przejrzał sporo materiałów dotyczących przesyłanych „startówek”. Z reguły same pozytywne recenzje. „Niemożliwe!?” mówiłem sobie w duchu. Oczekiwania rosły z każdym dniem, aż wreszcie upragnione Mizuno mogłem przetestować osobiście. No i zacząłem...


Najpierw obejrzałem but z każdej strony. Design bardzo odważny. Model, który otrzymałem zaprojektowany był w tonacji zielono-żółto-czarnej. Pozostały dostępny to już opcja niebiesko – pomarańczowa. Na pierwszy rzut oka but prezentował jako bardziej neutralny. Takiej charakterystyki nadawał mu zarys podeszwy i szewków łączących ją z cholewką wewnątrz buta. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się widać było przeciwpronacyjne elementy – pochylenie na zewnątrz piętki i do środka przodostopia buta. Ciekawym elementem designowym, i zdecydowanie funkcjonalnym, była wtopiona na całej szerokości podeszwy od pięty do końca śródstopia, charakterystyczna dla marki Mizuno fala. Nadawała ona ciekawej estetyki temu modelowi. W końcu po wizualnych analizach założyłem but na stopy i co wiadome, lecz nie zaskakujące, wyczuć można było od razu ich lekkość. Znajdowana w materiałach waga oscylowała w granicach 210 g, więc chodzenie w czymś tak lekkim musiało być przyjemne. Amortyzację wyczuwałem tylko przy chodzeniu bardziej z pięty. Oczywiście w tego typu butach wrażenia chodzenia na poduszkach nie będzie, bo to przecież nie o to w nich chodzi. Tu w cenie jest lekkość, minimalna amortyzacja i stabilność w trakcie pokonywania dystansu startowego. I o tym właśnie chciałem się przekonać w praktyce...

Jeszcze nieużywane.
Z obowiązku recenzenta przejrzałem też opis marketingowy producenta. Ten podawał, że Mizuno Wave Musha 5 to lekki but startowy oparty na konstrukcji Wave. Mówił o DryLite odprowadzającym wilgoć i tworzącym suchy mikroklimat stopy czy o podeszwie dwukierunkowej poprawiającej przyczepność w każdych warunkach. Było też o wspieraniu stopy bez nadmiernej korekty jej ułożenia. Dotarłem też do porównania poprzedniej „czwórki” z tegorocznym modelem, które wspominało o zmniejszeniu wagi poprzez zastosowanie innych materiałów w cholewce czy zastosowaniu tej samej konstrukcji podeszwy (połączenia pianki AP+ z systemem amortyzacyjnym płytki Wave). Dlatego też zadowoleni z wcześniejszej edycji Mizuno Musha nie powinni czuć się zawiedzeni. Lekki lifting modelu wydawał się udany. Ja nie miałem porównania, więc koniecznie chciałem się przekonać w praktyce...

Podeszwa po 60 km.
Testy zamierzałem wykonać na różnych możliwych powierzchniach startowych. Dlatego też biegałem po chodniku czy bieżni mechanicznej podczas treningów tempowych oraz asfalcie i kostce brukowej podczas XXXVI Biegu Lechitów. Ogólnie zebrało się ok. 60 kilometrów w warunkach względnie dobrych, choć w Gnieźnie na początku pojawiły się kałuże i niestabilne podłoże. Pierwszy trening na bieżni mechanicznej nie dawał racji pozytywnym recenzjom. But wydawał się bardzo twardy. Jednak musiałem przyznać, że wcześniejsza obawa o brak stabilności rozwiała się już po pierwszych krokach, a niesamowita lekkość robiła różnicę. Kolejny, podobny trening przebiegający po chodniku jednak paradoksalnie oddalił pierwsze wrażenia o twardości Musha 5. Dodatkowo w końcu mogłem poczuć ten kompromis pomiędzy stabilnością, amortyzacją i wagą oraz wspomaganiem kroku biegowego. Jako biegacz ważący ok. 84 kg i próbujący ostatnio biegać z przodostopia wyczuwałem minimalną pracę odbijającą podeszwy. Start, więc zapowiadał się obiecująco. I rzeczywiście tak było. But zachowywał się stabilnie, co podkreślam po raz wtóry, mimo pokonywania kolejnych kilometrów na sporym przecież już zmęczeniu. Bieg w Gnieźnie pokazał też kolejną jego zaletę – niesamowitą przyczepność.
Minimalnie zdarta podeszwa (prawy  róg)
W pewnych trudnych momentach zawodów, np. nawrót na początku czy finisz pod górę po kostce brukowej, nie wyczułem żadnego ślizgu czy utraty kontroli nad tempem. Z pewnością odpowiedzialna za to jest budowa podeszwy zewnętrznej – płaska, mocno przylegająca do podłoża z minimalną ilością perforacji, a dodatkowo w strategicznych miejscach wzmocniona gumą węglową X10. Bardzo przyzwoicie zachowała się także cholewka buta. Rzeczywiście muszę przyznać, że mimo przypadkowych oblań wodą czy kontaktów z mokrą trawą czy kałużami na mecie po niebezpiecznej wilgotności (patrz odciski i pęcherze) nie było śladu.


Mizuno Wave Musha 5 okazał się być butem pozbawionym wad. Dla sporo ważącego biegacza jest wyborem znakomitym, choć z pewnością ten nie będzie w stanie (tak jak lżejszy zawodnik) całkowicie wykorzystać potencjału buta podczas fazy odbicia. W zamian dostanie, równie ważną jeśli nie ważniejszą w jego przypadku, stabilność połączoną z typową lekkością „startówki” i niesamowitą przyczepnością do podłoża.  

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.