Biegający pasjonaci - Adam Kostański

Mała pasja, często staje się początkiem drogi do spełnienia marzeń. (zdj.wrolimamy.pl)

To może w tym miejscu napisze coś o sobie, napiszę taką małą spowiedź biegacza za którego już się uważam:)

Otóż siedem miesięcy temu "wstałem z fotela" (oznacza to że siedem miesięcy temu nie bylem w stanie przebiec JEDNEGO kilometra bez zatrzymania) i postanowiłem że zacznę biegać:) Wtedy nie byłem sobie w stanie wyobrazić że można przebiec 10 km ciągiem, ale już wtedy wiedziałem że jedną z rzeczy które muszę zrobić przed śmiercią jest... ukończyć MARATON:) 

Jedną ze złotych myśli które gdzieś w mojej głowie się utrwaliły jest: "jak kochać to księżniczkę jak kraść to miliony" i tak jakoś poszło. Przez pierwszy tydzień stałem się biegaczem/teoretykiem, po 2 miesiącach ukończyłem pierwsza dychę (Bieg Kujawiaka we Włocławku) co prawda bez dwóch krótkich marszy się nie obyło, ale jak się później okazało była to moja dotychczas najtrudniejsza trasa (ot taki debiut:) Po kolejnych dwóch miesiącach zadebiutowałem na dystansie półmaratonu (I Półmaraton Rypiński). Już przed startem wiedziałem że to trochę za szybko, dodatkowo muszę przyznać że przed tym biegiem zaliczyłem jedynie 4 biegi na dystansie 10 km, ani razu nie przebiegłem więcej i to odbiło mi się w Rypinie:( do 15 km super, tempo na bardzo spokojne złamanie 2 h, co uważałem za szczyt marzeń uwzględniając to że 4 miesiące wcześniej nie przebiegłbym 1 km, ale ... na 17 kilometrze myślałem że umieram i trwało to przez jakiś 3 kilometrowy marszobieg:( ostatnie dwa kilometry jakoś udało mi się jednak przebiec (wolnym tempem) ale na mecie byłem wyczerpany i to była moja największa biegowa lekcja. Krótko po dobiegnięciu pojawiła się myśl, że do Maratonu jeszcze baaardzo długa droga, że z półmaratonami również dam sobie na jakiś czas spokój i pobiegam sobie spokojnie dyszki:) Jednak to nie okazało się w moim stylu i gdy doszedłem do siebie, rozpocząłem nowe plany, a te znowu wyprzedzały rozsądek. Tak sobie przeglądałem kalendarze biegowe i rzucił mi się w oczy ładny jubileusz... 35. Maraton Warszawski:) Cały czas do siebie mówiłem "ale Ty jesteś głupiii... pamiętaj o Rypinie!!!" i po niecałym tygodniu po katordze u naszych południowych sąsiadów... zapisałem się na listę startową (co prawda jeszcze bez opłacania startowego, na co dałem sobie czas do końca sierpnia-najniższa opłata wpisowa). Mocno przepracowane wakacje, nie tylko biegowo, były i Tatry i trochę siłowni, pod koniec sierpnia zapał do startu nie minął, na tyle że opłatę uiściłem no i nie było już odwrotu:) We wrześniu najpierw trudny weekend startowy ( sobota 10 km Rypiński Bieg po Zdrowie oraz mój drugi oficjalny półmaraton, dzień później Półmaraton Iławski). Kolejny tydzień treningów zwieńczony bardzo ciekawym najdłuższym moim wybieganiem (33 km trasa BRODNICA-Gorczeniczka-Łapinóż-Radziki Duże-Półwiesk Mały-Płonne-Szafarnia-GOLUB-DOBRZYŃ). Przedostatni tydzień przed MW jakieś interwały, biegi w tempie (czy jakoś tak) i ostatni już dość luźny. Czułem, że jestem dużo lepiej przygotowany do Maratonu po siedmiu miesiącach od wspomnianego "wstania z fotela" niż do półmaratonu po czterech i tak zapewne rzeczywiście było. Jednakże żaden kalkulator biegowy nie pozwalał mi nawet marzyć na realizacje mojego najbardziej ambitnego planu (na każdy bieg ustalam sobie 3,4 cele, gdzie na każdym dystansie najbardziej ambitny, ustawiony za pierwszym razem udawało mi się zrealizować za drugim podejściem) Otóż najbardziej ambitnym celem było złamanie magicznej granicy 4 godzin netto w debiucie (przy rekordzie w półmaratonie 1:57:34) Przy takim rekordzie półmaratońskim wg kalkulatora maratońskiego Marco mogłem liczyć na czas 4:08:20 dlatego też liczyłem że drugi co do najbardziej ambitnych planów 4:10 uda mi się zrealizować:) Zdecydowałem się na bieg Negative Split w pobliżu pacemakera portalu bieganie.pl który przeprowadzał w trakcie Maratonu Warszawskiego test tej strategii. Myślę, że w dużej mierze właśnie dzięki temu udało mi się po raz pierwszy zrealizować swój najbardziej ambitny plan na debiut w danym dystansie już za pierwszym podejściem:) 

Mój czas netto 35. PZU Maratonu Warszawskiego to 3:58: 53 i tak do końca nie mam pojęcia jak mi się to udało zważając na wszystkie problemy które miałem po drodze (zaczęło się już w piątek, gdy po odebraniu pakietu startowego, spadłem ze schodów Stadionu Narodowego). Jakieś dobre anioły jednak nade mną czuwały i wszystko się pięknie poukładało. Zarówno koszulka techniczna która była w pakiecie (jeśli jej nie widzieliście to polecam zerknąć, wg mnie świetny bodziec motywacyjny) jak i planowane wypuszczenie Leksykonu Polskich Maratończyków z czasami aktualnymi na 20. X. jeszcze dodatkowo mnie zmotywował żeby nie odpuszczać walki o "trojkę z przodu" :)

Jeszcze jedna ciekawostka... zabrakło mi 6 sekund by poprawić swój rekord życiowy w ... półmaratonie:( miałbym personal best w półmaratonie ustanowiony na drugiej połówce Maratonu Warszawskiego... gdybym to tylko wiedział na 500 metrów przed metą ;)

Przepraszam, że aż tak się rozpisałem, sporadycznie mi się to zdarza i pewnie niektórzy z Was szybciej by przebiegli Maraton niż to przeczytali do końca, jeśli jednak jest ktoś kto doczytał to ... podziwiam:)

Pozdrawiam
Adam Kostański

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.