Mizuno Wave Inspire 9

Z marką Mizuno w segmencie butów biegowych miałem do czynienia trzykrotnie. Pierwszy raz z Wave Nirvana 4, później z Wave Inspire 7, by ostatnio potestować Wave Musha 5. Po każdych perypetiach z tym firmowym obuwiem nabierałem szacunku do marki, tym bardziej że praktycznie każdy model był innego typu. Ciężko uwierzyć bym trafiał tylko na produkty „dopieszczone”. Stąd z wielką ciekawością testowałem nowe Wave Inspire 9. Efekt poniżej...

Na samym początku po otwarciu kartonu byłem lekko zawiedziony. Biało – zielony (plus antracyt wg opisu) kolor buta nie trafiał w moje gusta. Do tego nie pasujące do całości lekko błyszczące elementy cholewki. Kolor i dodatki na całe szczęście nie biegają, a gusta – wiadomo – rzecz względna. Kolejne spostrzeżenie, dotyczące nachyleń podeszwy od razu umieszczało Mizuno Wave Inspire 9 w klasie nadpronatorów. Z drugiej strony kształt podeszwy zewnętrznej czy szwów pod wkładką tego tak jednoznacznie nie potwierdzał. Z pewnością w oczy rzucał się również mocno rozbudowany system amortyzacji Wave czy dodatkowa pianka o tajemniczej nazwie SR touch w tyle podeszwy wewnętrznej buta. Do tego gdzieniegdzie wypisane nazwy sporej liczby systemów wspierających pracę obuwia – wyglądało na to, że mam do czynienia z wyższym modelem marki Mizuno. W końcu po zaspokojeniu obserwatorskiej potrzeby mogłem przejść do praktyki. Testy wyginania na wszystkie strony but przeszedł płynnie. Po założeniu wydawał się znowu tym z lekko twardawych, choć trzeba przyznać fajnie pracującym ze stopą. Dalsze testy zapowiadały się więc interesująco...
Podeszwa zewnętrzna.

Opis producenta oprócz podkreślania posiadania płytki Wave, systemu tłumiącego drgania SR Touch i stabilizacyjnej klasy buta wskazywał na ciekawe aspekty modelu. Otóż stworzono go dla zaawansowanych lżejszych biegaczy utrzymujących wysokie tempo i potrzebujących umiarkowanego wsparcia. Poza tym miał być butem amortyzującym i wspierającym umiarkowaną pronację, a przy tym dającym lekkie i dynamiczne czucie zbliżone do obuwia z serii naturalnej przy wysokim komforcie podczas biegu. Lekki to ja na pewno nie jestem (84 kg), więc ciekawość jak model zachowa się na moich stopach rosła.

Plany testowania zakładały wykorzystanie wszelkich okoliczności sprzyjających i niesprzyjających bieganiu. Z reguły kończyło się na tym, że z tych niesprzyjających – deszczowych – pozostawały odegnane chmury i sporo wilgoci w powietrzu i na trawie, ale nie pod nogami.
Buty po 100 km.
Zważywszy, że testowe treningi to głównie długie wybiegania (2h15-2h30) musicie przyznać mi sporo szczęścia, ja natomiast żałuję braku takich okoliczności. Jednak suma summarum biegałem po różnych nawierzchniach, tj. polnych drogach, trawie czy asfalcie w wariantach, do których tej klasy but powinien być przygotowywany. Na pierwszy ogień, jak to u zawodowego fitnessowca, wzięta została bieżnia mechaniczna i lekki trening. Być może był to pierwszy kontakt buta ze stopą i „układanie się” do niej, jednak tu biegło się strasznie twardo, wręcz trudno. Od razu chciałoby się powtórzyć wyżej cytowany opis odnośnie czucia zbliżonego do serii naturalnej czy lżejszej grupy docelowej (przed testami nie czytam opisów, więc tego nie wiedziałem). Z niepewnością oczekiwałem dłuższego wybiegania. Już na jego początkowych metrach mocno irytował mnie twardy zapiętek, ale po kilkunastu metrach, o dziwo, złe demony zniknęły. Co ciekawe większej twardości buta nie wyczuwałem i płynnie pokonałem kolejne wolniejsze kilometry by w końcówce jeszcze przyśpieszyć przy podobnym komforcie biegu. Podobnie zresztą wyglądały kolejne moje kilometry w Mizuno Wave Inspire 9. Rozpoczynały się irytującym zapiętkiem (być może problemem był kształt anatomiczny pięty), by po komfortowym, planowym i w pełni stabilnym biegu (co podkreślam mimo częstych nierówności, piasków czy kamieni) nie odczuwać żadnych przykrości ze strony obuwia. Kończąc testy trzecim wybieganiem z narastającą prędkością od 5min/km do nawet 3:50min/km, gdzie dobiłem w sumie do przebiegniętych 100 km w tej parze, potwierdziłem poprzednie obserwacje. Płynność buta w większych prędkościach, mimo nadania mu przez mnie łatki „człapacza” (patrz w mojej terminologii buta do wolniejszych wybiegań), była bez zarzutu. Nie odczuwałem żadnego dyskomfortu czy przeszkadzania w biegu. Z reguły w wyższych klasach obuwia odczuwa się też skrajną miękkość czy twardość amortyzacji. Tu to uczucie było całkowicie wyśrodkowane, co moim zdaniem jest trudne do osiągnięcia dla dzisiejszych producentów. Do tego rzeczywiście but okazał się być mocno przewiewnym. Wstawki meshowe buta na całej długości cholewki środkowej i przedniej z dodatkowym elementem w części przyśrodkowej (system Intercool) wystarczyły by po blisko 9 godzinach użytkowania but nie stracił zapachu nowości. Zresztą, co widać na załączonych obok zdjęciach, większych śladów zużycia podeszwy czy cholewki również brak.
Tylna część po testach.


Do ideału w trudnym segmencie butów amortyzująco – wspierających (choć dla mnie bliżej mu do tego drugiego) Mizuno Wave Inspire 9 brakuje niewiele. Po lepszym dopracowaniu wnętrza zapiętka, np. zastosowaniu miękkiej plastycznej wyściółki, a przy utrzymaniu niskiej wagi 295 g z pewnością byłby na samym topie. Mimo wszystko jest to produkt wysokiej próby i cały czas godny rekomendacji dla lżejszych biegaczy, którzy z pewnością wykorzystają jego potencjał w pełni. Choć jak pokazuje przykład autora, biegacz cięższy, nawet ten zaawansowany, również powinien być zdecydowanie zadowolony z nowych Inspire 9. (I tylko cały czas dumam o czym myślał designer projektując estetykę buta...)

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.