I Cross Mikołajkowy - gdybym nie był to ...

Ostatni bieg lokalny tego sezonu stał się historią. Historią uszytą pozytywnymi nićmi mimo sporego organizacyjnego zgrzytu (patrz zbytniego zaufania do ludzi...). Była fajna rodzinna atmosfera, piękna trasa, dobra pogoda i niesamowity posiłek pobiegowy. Niestety odwrócona przez kogoś strzałka kierunkowa na trasie wypaczyła ostatni najważniejszy czynnik - możliwość sprawdzenia swoich sił na trasie przełajowej nie pozbawionej błota, kałuż, grząskiego terenu i lekkich podbiegów (jak i  złośliwości ludzkiej). Dzięki uprzejmości organizatora uczestniczyłem w biegu praktycznie od środka i widziałem znacznie więcej niz tylko jego "błędy". To co zobaczyłem po biegu (poniżej więcej) w skrócie można opisać słowami "Gdybym tam nie był to bym nie uwierzył".



Ciężko cały post nazwać relacją z zawodów. W gruncie rzeczy udało się tylko wychwycić rzetelne wyniki Nordic Walkingu. Biegacze zmyleni przez odwróconą przez złośliwca (choć jak później się okazało może nieprzypadkowego) strzałkę w okolicach 3 km pobiegli w złym kierunku nadrabiając około 2- 4 km (zależnie od tempa i grupy w której biegli). Mierzenie takiego biegu nie miało sensu, więc nagrody dobrane drogą losowania ucieszyły tym razem szczęśliwych uczestników a nie jak to zwykle bywa zwycięzców. Bądź co bądź zgrzyt pozostał i gdybym nie zobaczył tego co widziałem, winę zdecydowanie "zwaliłbym" na organizatora. 2 godziny przed biegiem wcześniej, znakując z nim trasę biegu (gdzie praktycznie zużyliśmy 300 m taśmy i ponad 10 tabliczek kierunkowych) żartowaliśmy na temat złośliwych osobników robiących wyżej opisane "figle". Niestety żarty stały się faktem i to nie był ich koniec. Później po zawodach sprzątając całą trasę dotarliśmy do przestawionej strzałki i okazało się, że na dalszym odcinku kilometra w samym lesie pozrywane zostały także boczne taśmy zamykające boczne drogi (około 5 odcinków i ze 30 m taśmy). Nawet ślad po nich nie został (poza paroma kilkucentymetrowymi skrawkami). Gdybym tego nie widział na własne oczy to bym nie uwierzył. Błąd po stronie organizatora spory, bo mógł obstawić trasę, jednak kto mógł przypuszczać, że w lesie gdzie zazwyczaj mało kogo można spotkać znajdzie się tak mocno zmotywowany "ktoś" sabotujący 1/5 trasy. Organizator spory widocznie za mocno zaufał życzliwości ludzkiej. 

Na całe szczęście cała reszta imprezy zgrała się z niesamowicie pozytywnym miejscem - Jez. Sopień i bazą zawodów - Agroturystyką SOPIEŃ Państwa Koreckich (podkreślam jeszcze raz - z mocno chwaloną grochówką z wkładką). Ponad 40 uczestników mogło spotkać się i pobiegać/pochodzić w przyjaznych warunkach pogodowych przy fajnej atmosferze startowej.

Mimo negatywnego pojedyńczego elementu I Crossu Mikołajkowego wypowiedzi uczestników chwaliły organizację i ducha zawodów. Miejsce pokazało swój potencjał i z pewnością podczas kolejnej edycji przy lepiej zabezpieczonej trasie (choć czy na wandali jest sposób???) następne biegi mogą dostarczyć dalszej dozy niezapomnianych wrażeń.

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.