Polar RC3 GPS HR

Nigdy w najskrytszych planach nie przypuszczałem, że ja biegacz – amator i fitnessowiec będę korzystał z pulsometru marki Polar. Przeszkodą były moje spore uprzedzenia do fińskiej marki (sam nie wiem skąd się wzięły). Po nawiązaniu współpracy z dystrybutorem tychże komputerów treningowych postanowiłem przełamać niewiadome stereotypy i wziąć model RC3 GPS na swój warsztat. Opłaciło się. Poniżej krótka analiza tego co zauważyłem.


Przyzwyczajony do wcześniej używanego Garmina Forerunner 410 HR, gdy po otwarciu zgrabnego opakowania (zdj. obok) zobaczyłem sprzęt - uśmiechnąłem się zagadkowo. Znacznie mniejsza gabarytowo koperta, kwadratowy wyświetlacz z przyciskami wokół i mniej masywniejszy pasek – to już był nieznaczny plus (lżejszy i bardziej zaawansowany) albo minus (mniej możliwości). Wybrałem czerwoną wersję kolorystyczną, znacznie bardziej oryginalniejszą niż stonowana czerń a wyróżniającą się na tle klasycznego wzornictwa (istnieje jeszcze znacznie ciekawsza limitowana opcja Tour de France – czerń z żółcią). Wbrew wcześniejszym obawom nie odstraszała jaskrawością. Szybkie ustawienia danych użytkownika przy
Prawda, że ładne opakowanie...
pierwszym włączeniu i już można było poszperać wewnątrz. Tu od razu zaskoczyła mnie prostota obsługi. Intuicyjne bez obaw poruszałem się w menu i po 5 minutach praktycznie przejrzałem każde „podmenu”. Model RC3 GPS wydał mi się wręcz zwyczajnie banalny i pozbawiony wielu możliwości wcześniejszego „garminka”. Ten był znacznie trudniejszy z ogromną ilością opcji do wyboru , rozbudowanym trybem treningu i innymi bajerami. (Fakt faktem korzystałem tylko z podstawowych trybów podpartych kilkoma szczególnymi opcjami.) Doświadczony tego typu okolicznościami czekałem na testy praktyczne, które wskażą prawdziwsze relacje między dwoma modelami. W końcu prostota obsługi to raczej zaleta, a wszelkie bajery technologiczne mogą nam się często odbić czkawką. Czas miał to pokazać...

W międzyczasie przeglądając instrukcje wpadły mi w oko niesamowite parametry techniczne Polara. Tylko 58 gram wagi i do 12 godzin ciągłej pracy przy włączonym GPSie (najdłuższa praca spośród znanych mi komputerów treningowych). Do tego opis producenta mówił, że przy codziennym godzinnym treningu bez GPSa akumulator rozładowałby się nam dopiero po 120 dniach. Nie mogłem w to uwierzyć. Jednak w sumie pisząc tę recenzję zdałem sobie sprawę o póki co jedynym ładowaniu (od poziomu ok. 20%) używając go przez dobry miesiąc przez ponad 24 godziny pracy treningowej (z dwoma GPSowymi). Jest to istotne z punktu widzenia zużywalności akumulatora, którego „wydajność spadnie po ponad 300 ładowaniach i rozładowaniach” (z instrukcji). Pod tym względem do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem funkcjonalności wykonania.

W związku, że byłem w okresie roztrenowania pierwsze użycie pulsometru miało miejsce podczas zajęć Spinning. Sygnał z nadajnika złapany po kilku sekundach (z wcześniejszym namoczeniem powierzchni skóry czy bez – nie wychwyciłem większej różnicy później) i niedopasowane widoki treningowe to tyle co pamiętam. Wtedy miotając się pomiędzy czterema widokami czułem tęsknotę za w pełni modyfikowanymi
Podświetlenie w totalnej ciemności.
dwoma widokami „garminka” (plus dwoma dodatkowymi niezmienialnymi), gdzie mogłem wrzucić praktycznie wszystko. Na dłuższą metę dziś po wielu godzinach zajęć nauczyłem się posługiwać tym co mam i w sumie, rzeczywiście, stałe widoki to żaden minus (może malutki ;-). Oczywiście tu trzeba dodać, że opcji podglądu po włączeniu GPS jest więcej (chyba osiem?) i dosyć mądrze są one dobrane (od standardowego tętna, tempa i dystansu po tempo, dystans i czas trwania treningu czy graficzny wskaźnik strefy wraz z czasem w niej spędzonym przy ogólnym czasie treningu oraz bardziej szczegółowy widok dystansu i czasu okrążenia). Choć należy przyznać, że osobny widok czasu spędzonego w każdej ze stref producent mógł sobie darować (po co komu takie informacje podczas treningu). Fajna opcją jest natomiast większa czcionka pierwszego rzędu parametrów, co znacznie ułatwia odczyt danych (patrz tętno, tempo czy czas okrążenia w poszczególnych widokach) podczas szybkiego rzutu okiem w trakcie treningu biegowego. Ekran informacyjny „autolapu” również w dobrze dobranym dwuczęściowym widoku wskazywał podstawowe dane okrążenia (numer okrążenia jak i czas, śr. tętno czy śr. prędkość/tempo okrążenia, jego dystans). Podnosiło to komfort użytkowania. Bardzo dobrze podczas treningu reagowały przyciski. Oprócz ich logicznego umieszczenia, co zdecydowanie utrudnia zastopowanie czasu zamiast np. rozpoczęcia kolejnego okrążenia, dostęp do „szybkiego menu” czy pozostałe skróty (np. przytrzymanie przycisku START by zablokować daną strefę) znacznie ułatwiają pracę treningową. Na tym przykładzie widać większą praktyczność pulsometru Polara na tle Garmina (ten blokowanie strefy posiadał w opcji wyboru jednego z treningów), gdzie blokadę strefy możemy modyfikować co jakiś czas trenując np. bieg z narastającą intensywnością tętna/prędkością. Stosowana w opisywanym modelu technologia SirfStarIV (nowoczesne oprogramowanie GPSowe; „garminek” używał poprzedniej wersji) zdecydowanie szybciej ładowała GPSa a pulsometr praktycznie płynnie wskazywał tempo biegu w gęstym lesie (rzadko tracił rachubę w problemowych miejscach by 5 sekund później wrócić do normy; choć tu prawie niezauważalna różnica). Moją uwagę przykuł także ciekawie skonstruowany nadajnik tętna H3 z odpinaną od paska częścią nadawczą (wg producenta pozwala to m. in. skuteczniej oszczędzać baterię czy dbać o czystość sprzętu bez ryzyka uszkodzenia). W dalszym opisie pomijam możliwość wyboru kilku dostosowanych specyficznymi ustawieniami (typu głośność dźwięku czy używanie GPSa) dyscyplin, doboru odpowiednich parametrów „autolapu” czy wielu innych standardów dostępnych w tej klasie komputerów treningowych. Pomijam też niesamowity (i chyba lepiej skonstruowany od garminowskiego Connect - chyba, bo za mało czasu tam spędziłem) serwis polarpersonaltrainer.com, gdzie przesyłając dane treningowe (w przypadku RC3 przez kabel USB a przy okazji ładujemy) możemy je przeanalizować na spokojnie pod wieloma innymi aspektami na dużym ekranie czy podzielić się w serwisach społecznościowych.

Polar od dawien dawna swoją różnorodność na rynku komputerów treningowych uwidaczniał poprzez stosowanie własnych testów o nazwach OwnIndex, OwnZone, ZoneOptimizer czy RunningIndex. Model RC3 GPS posiadał wszystkie wymienione. Nie sprawdzałem ich, gdyż ciężko w ogóle określić trafność niektórych w oparciu o współczesną, często wykluczającą się, wiedzę (patrz np. OwnZone, gdzie z automatycznym określaniem aktualnych stref podczas treningu ciężko konkurować przez argument, że większość świata treningowego poszła w zupełnie inne wartości stałych stref treningowych – a dlaczego akurat te wartości są lepsze?!) . Te które wynikały z praktyki np. OwnIndex, który w moich przypadku wyniósł 66 mieścił się idealnie w wartościach czasowych (z instrukcji producenta) niedawno pokonanego maratonu. (RunningIndexu nie oceniam z powodu zbyt krótkiego okresu stosowania). Mimo wszystko archaiczny sposób określania wartości stref początkowych co 10% począwszy od 50 jest mocno niepraktyczny porównując do własnych standardów treningowych, choć pomocny dla początkujących adeptów sportów wytrzymałościowych.

Doszukując się minusów Polar RC3 GPS przede wszystkim do głowy przychodzi mi brak możliwości ustawień wartości parametrów tętna z wykorzystaniem rezerwy tętna. Możliwe do wskazywania wartości procentowe wyliczane są z procentów tętna maksymalnego i niemożliwa jest zmiana tej procedury. W momencie stosowania wyliczeń z rezerwy wartości procentowe są bezużyteczne. Z drugiej strony ktoś posługujący się dokładniejszymi wyliczeniami płynącymi z testów czy własnych bogatych doświadczeń treningowych posłuży się wartościami bezpośrednimi progu tlenowego czy beztlenowego a nie sugerowanymi procentami. Oprócz tych mankamentów przyjemnie również by było gdyby model posiadał modyfikowalny dobór parametrów wykorzystywanych w poglądzie treningowym. Stosowanie przycisków „góra” i „dół” by pozmieniać wszystkie osiem podglądów zawierających różne ciekawe informacje jest lekko irytujące. (Tu znowu w kontrargumencie można stwierdzić, że te najważniejsze mieszczą się w początkowych wyborach.) Być może taka opcja wymagała by zastosowania bardziej zaawansowanych technologii i zdecydowanie podniosło by to cenę (pewnie wyższe modele posiadają takie możliwości). Razi tez zastosowanie standardu IPX7 przy wodoszczelności (do 30 min zanurzenia w wodzie na głębokość 1m). Minimalnie dołożenie starań ze strony producenta pozwoliłoby bez obaw zanurzać RC3w wodzie czy pływać latem (czego Ci odradzają; tu pewnie znowu zarezerwowane dla modeli triathlonowych).


Podsumowując Polar RC3 GPS HR wbrew pozorom okazał się doskonałym partnerem treningowym. Po krótkim dostosowaniu się do jego inteligentnych standardów użytkowania już po paru dniach stał się niezawodnym pulsometrem, który z pewnością przekonuje mnie bardziej niż przekombinowany wcześniejszy Garmin (podobna klasa cenowa). Prostota rozwiązań, niezawodność użytkowania, wystarczająca na moim poziomie funkcjonalność i niesamowita żywotność akumulatora zdecydowanie mnie do niego przekonały.

Dalsze zdjęcia wkrótce...  

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.