Po 7.PP i wracamy do codzienności...

zdj. maratonypolskie.pl
Od pierwszego startu w sezonie minął tydzień a ja jeszcze żadnej relacji z niego nie dałem. Nie mówiąc już o systematycznym streszczaniu moich przyszłych planów treningowych (dla tych moich tysięcy wielbicieli ;-) Wszystko przez ten uciekający czas i "BiegRzymkę" do Watykanu. Miesiąc krótszy a robotę swoją trzeba zrobić, więc gonię, gonię i dogonić jej nie mogę. Choć już do tego coraz bliżej... Uzupełniam braki.


Na sam start do Poznania jechałem ze średnimi myślami. Organizm wydający się zmęczony bardziej niż zawsze (doszło sporo godzin spinningu w poprzedzających tygodniach), tydzień cały nie biegałem (nie było czasu bo codziennie spinning a kiedyś regenerować się trzeba) - jakoś to słabo wyglądało. Plan minimum nawet zszedł do 1h25, co jednak po rozpatrzeniu koniecznych międzyczasów postanowiłem lekko zmodyfikować. Trening mówił mi, że tempo 4:03/km na 10 km powinienem spokojnie w miarę wytrzymać . Plan zakładał zrobienie tego a potem walkę o całą resztę dystansu i urwanie tylu ile się da. Pokusiłem się nawet by założyć nadajnik mierzący tętno i zbadać sobie puls maksymalny (co ciekawe raczej się nie udało).


Start, jak zwykle z lekką nerwówką (dzięki Janek jeszcze raz za "bagażownię"), choć przy nowym pomysle organizatorów (strefy startowe) dosyć płynny. Od razu wystrzeliłem czego nigdy nie robię i jakoś pierwszy km wpadł po 3:44. Kolejne "kmy" (4:06, 4:01, 4:04 i 4:02 co dawało 19:57 na 5km) to już drobna korekta i trzymanie się sporej grupki biegaczy, z których moim sprytnym okiem wyszukałem jednego biegnącego na 1h25. Cały czas biegłem z nim a mój organizm notując kolejne 3:57 i czterokrotne 4:03 o dziwo trzymał zakresy 160-163 ud/min. Kolejna "piątka" pokonana w 20:10, co dawało "dyszkę" w 40:07. Całkiem fajnie zaczęło to wyglądać a co najważniejsze mój organizm nie czuł zmęczenia. Pamiętając o ostatnich problemach z lewym obszernym przyśrodkowym postanowiłem mimo to trzymać względnie zamierzone tempo a ruszyć bliżej 15tki. Kolejne kilometry zrobione ze znajomym z poprzedniego październikowego maratonu to 4:04, 3:58, 3:54, 4:03 i prowadząc go gdy ten osłabł 4:15, co w analizie 5 km sumowało się na 20:13. Tętno cały czas na zakresie 165 ud/min. Wstyd było tak biec i musiałem wreszcie powoli wprowadzać mój plan szukania HRmaxa. Zacząłem przyspieszać a moje tętno razem ze mną (171ud/min i próg anaerobowy na 17 kmie). Patrząc na czasy kolejnych "kmów" nie mogłem uwierzyć własnym oczom - 3:52, 3:54, 3:50, 3:49 i 3:52 a tętno maksymalnie doszło do 176 ud/min. Kolejne 5km w 19:18 ! Niesamowite, bo przecież organizm wydawał się zajechany. Finalny kilometr z lekkim hakiem kończyłem w 3:50 (czyli można powiedzieć, że tempo na kilometr wyniosło 3:30!). Niedowierzanie. No i całkiem spokojnie i kontrolowane (aż za bardzo nawet) 1h23:35. Człowiek starzeje a życiową formę osiąga...o co tu biega ;-)

Podsumowując - po raz kolejny okazało się, że dobra baza tlenowa i wykonana zimowa robota przynosi efekty mimo odczuwanego zmęczenia. Odkąd pracuje bardziej nad parametrami tlenowymi zachowanie organizmu podczas startów wyraźnie się zmieniło. Lekka "doszlifka" biegami na progu wystarczy by mieć z czego pobiec nawet 1h23 (przy lepszym rozkładzie sił pewnie by tak było). O dziwo nie czułem żadnego braku szybkości jak to bywało wcześniej. Zupełnie tego nie rozumiem...szczerze mówiąc.

Mimo wszystko najbliższe tygodnie postaram się te niby posiadaną szybkość jeszcze jakoś bujnąć dalej. Troszkę na przeszkodzie może stanąć mi BiegRzymka do Watykanu (12 godzin jazdy samochodem i 2-4 wyjścia na 5kilometrowe biegi), dlatego nawet nie silę na rozpiskę planu w tabeli. Po prostu postaram się dołożyć ze 2 jednostki na tydzień jakiegoś akcentu. Jednym z nich będzie tradycyjny bieg na LT. Ze 30-40 minut. Drugim wytrzymałość tempowa w wariancie 1-2km z 2-3 minutową przerwą. Zobaczymy ile z tego pójdę na Run Toruń. Po tym starcie chyba trzeba będzie zrobić lekką tygodniową przerwę i powoli zaczynać przygotowania do drugiej części sezonu i 2:49 w październiku ;-)



Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.