Skarpety Mizuno Training Low

Produkty Mizuno znane są mi od jakiegoś czasu. W każdym przypadku miałem do czynienia z najwyższą jakością wykończenia czy funkcjonalności treningowej. Tym ciekawszy byłem testu skarpet biegowych Training Low, w których przecież marka Mizuno raczej nie jest liderem. Pytanie czy aż tak mocno odstaje od przodujących Falke czy X-socks czy między nimi nie ma różnicy?


Pierwszy wygląd śnieżnobiałych skarpet sportowych wskazywał na negację wyżej postawionego pytania. Mimo białego desenia nie poprzecinanego żadnymi ustrukturyzowanymi włóknami dodatkowymi czy warstwami specjalnej warstwy tłumiącej produkt wydawał się jednakowy jakościowo. Jednak na początku każdy nierozpakowany przedmiot wydaje się bez wad. Standardem także jest, że „poważni” producenci pakują skarpety mówiąc najzwyczajniej – ładnie. „Mizunki” umieszczone były w czarnym papierowym opakowaniu z granatowym paskiem, u podstawy którego ukazywał się logotyp marki. Oczywiście zawieszka też musiała być. Bądź co bądź produkt wyglądał bardzo przyzwoicie w tej kompozycji kolorystycznej, więc wreszcie designerów Mizuno mogę pochwalić ;-)

Pierwsze ubranie na stopy bardzo komfortowe – tkanina bardzo delikatna, niedrażniąca i bezszwowa. Według specyfikacji jej 97% stanowi poliester, a pozostałe 3% poliuretan. Kolejne użytkowania, już podczas treningów, nie zmieniły wrażenia wcale. Jedyny minus to biała barwa – bardzo łatwa w zabrudzeniu i w zależności od jego zaawansowania – trudna w upraniu. Tu tradycyjnie posłużyłem się nimi dosyć długo sprawdzając możliwość neutralizacji brudu z ich powierzchni po tygodniu czasu. Po sporym zabrudzeniu (bieganie po szutrowej bieżni) spieralność była lepsza niż „niesportowych” produktach, aczkolwiek z pewnością nie marzmy o śnieżnobiałym wyglądzie jak z reklam proszków do prania.

Zdecydowaną zaletą skarpet była ich funkcjonalność. Najpierw sprawdzone na bieżni mechanicznej, potem na krótszych treningach terenowych i wreszcie długich wybieganiach nie podrażniały moich stóp jak to w przypadku zwykłych nie dedykowanych biegowych skarpet. Tu zawsze pojawiał się jakiś pęcherz, zaczerwienie, co w okolicznościach założenia Mizuno nie miało takiego miejsca. Fakt faktem złe założenie skarpet (czynione naprędce przed treningiem) poczyniało jakieś szkody, ale tym tylko liderzy dawali radę (w moim przypadku Falke sprawdzałem, choć o x-socksach też krążą takie opinie). Co do testów „utrzymywania w nieczystości” poświęcone tydzień treningów o dziwo nie dawało o wiele lepszych rezultatów, jak to w przypadku skarpet z jonami srebra. Powiedziałbym, że przepłacana cena nie jest warta efektów. Skarpety nie ześlizgiwały się podczas treningów a ich trwałość w narażonych na wcześniejsze zniszczenie miejscach , była bardzo zadowalająca. (Miałem przyjemność porównać do „niebiegówek” Fila, które od razu po 2-3 treningach rozerwały się na paluchu)

Próbując sprawdzić je w najtrudniejszych warunkach – podczas moich zajęć spinning – tylko ugruntowałem pozytywną opinię. W okolicznościach strug potu i ogromnej wilgotności na sali Mizuno Training Low zachowywały się więcej niż przeciętnie (tu ponownie porównanie do sportowych niemarkowych i niededykowanych). Z całą pewnością mogę powiedzieć, że wilgoć się ich nie trzyma.


Skarpety biegowe Mizuno Training Low - mimo, że zapewne posądzicie mnie o reklamę (przecież Mizuno wspiera moją stronę) – polecam mocno. Jest to kolejny produkt Mizuno pokazujący fachowe podejście w „tworzeniu biegania”. Oczywiście poziomem wykonania nie dorównują dwóm znanym mi „potentatom” na rynku, ale przy o wiele mniejszej cenie stanowią doskonałe wyjście dla chcących znaleźć zaawansowany sprzęt przy o wiele niższej cenie.

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.