Jak zacząć biegać - początek cz. I

Na wielu stronach i blogach biegowych wątek rozpoczynania przygody z bieganiem często jest wałkowany. Wiedząc o tym fakcie nigdy nie zamierzałem uruchamiać takiego tematu na stronce biegającego brodniczanina. Ostatnia ankieta okoliczności te zmieniła. Postaram się w kilku odsłonach opisać "jak zacząć biegać" z mojego punktu widzenia. Punktu widzenia, który raczej świata nie zmieni, ale pewnie niektórym zwróci uwagę na kilka niuansów. Niestety, uprzedzam, temat jest mocno rozwlekły, a punktów wtajemniczenia wiele. Opracowanie go zajmie ładne kilka odcinków (od biegania zupełnie początkującego do tego zupełnie szybszego), więc zacznijmy już teraz od samego początku.
Gdybym spotkał Jana Kowalskiego (albo Janinę Kowalską), dopiero rozpoczynającego przygodę z wysiłkiem w ogóle, powiedział bym jedno - początki nie są przyjemne. Każdy uprawiający już od pewnego czasu jakiś sport wytrzymałościowy mówi o fajnych uczuciach mu towarzyszących. O tym pozytywnym zmęczeniu, o endorfinach pulsujących po ciele, o przyjemnym uczuciu spełnienia i zrealizowania, chudszej talii i mniejszej liczbie kilogramów a nawet jeśli zwraca uwagę na niekomfortowe treningi czy czasem pojawiające się "zakwasy" to i tak potem doda wątek o euforii postartowej i zrealizowanych życiówkach. Z pewnością to prawda. Bieganie (patrz zawsze: każdy inny wysiłek fizyczny) jest niesamowite. Mimo wszystko na początku rzadko kiedy przyjemne...

Winy za ten stan na pewno nie upatrywałbym w samym bieganiu. Przyczyną jesteśmy...My sami. Początkujący zawsze chcą rozpocząć pierwsze kroki biegowe tak, jakby nigdy nie przestali pokonywać tych szkolnych"dwóch kółek wokół boiska". Niestety lat i kilogramów przybyło, zmartwień i codziennych obowiązków również. Jeśli spojrzymy na swoje ciało pod tym kątem to utrzymanie poprzednich osiągów z lat szkolnych wyda Nam się co najmniej absurdalne. I to jest dobry punkt wyjścia. Nie wiemy na czym stoimy więc po co ustalać sobie jakieś tempo czy czas pierwszego treningu!?. Nie sugerujmy się znajomym, który bez większego zmęczenia przebiega już 4 kilometry lub potrafi trenować przez 45 minut. Nie sugerujmy się przypadkową biegowa sylwetką, która coraz częściej na ulicach miast mija Nas, bijących się z myślami o rozpoczęciu swojej kariery treningowej. Zresztą pewnie ta sylwetka i tak biegnie za szybko...

Tempo rozpoczętego biegu u początkujących jest zawsze za szybkie. Święta i stara jak świat prawda biegowa. Zawsze się sprawdza. Organizm w ogóle nie nauczony wysiłku od razu skacze w puls galopujący niczym stado koni. Fizjologia wysiłku jest nie do przeskoczenia. Tak jest zaprogramowana przez układ nerwowy, który na początku zawsze musi tętno lekko podbić, a że serce adepta nie za bardzo wytrenowane to od razu na wyświetlaczu pojawia się 140-160 ud/min z oddechem nie pozwalającym przełykać śliny. Obejście tego stanu jest bardzo proste i sprowadzające efekty uboczne (patrz wycieńczenie organizmu, płacz i zgrzytanie zębów) do minimum. Na początek postaraj się biec jak najwolniej przez tyle czasu ile komfortowo możesz znieść. Co to znaczy komfortowo? To już pytanie subiektywne. Sam znasz swój poziom komfortu. Dla jednych to nie kontrolowany oddech, a dla innych ból w łydce. Z pewnością na pewno nie mówimy o widzeniu tunelowym i niemożliwości zaczerpnięcia oddechu.

Kolejnym krokiem jest przerwanie truchtu i przejście w marsz. Czy koniecznie szybki, jak napisano we wielu poradnikach? Niekoniecznie. Marsz pozwalający Ci jak najszybciej powrócić do względnego spoczynku. I tu znowu zależne jest to od interpretacji i doświadczenia wysiłkowego. Pewne jest, że z biegiem czasu będzie on zdecydowanie szybszy, natomiast na początku może to być zwyczajne szuranie nogami. Nawet trwające w przebiegu tego 20 minutowego treningu 3/4 czasu. (Jak mówiłem limity nie są dla Nas. Po to uprawiamy sport by je pozostawiać w tyle ;-)

Pamiętajmy o jednym - w trakcie tych przerw "międzybiegowych" nie stawajmy w miejscu. Już powoli przyzwyczajajmy organizm, że na treningu cały czas coś się dzieje. Wskażmy naszemu układowi krwionośnemu nowy styl życia - aktywny odpoczynek. I dozujmy tej spokojnej aktywności tyle ile w sam raz potrzebuje. Oczywiście istnieje sporo planów treningowych według tej popularnej metody Galloway'a . "Z marszobiegu do biegania w 10 tygodni" itp - znajdziemy tego bez liku. Jednak pamiętajmy, że te wcale nie są indywidualnie dobrane a przecież każdy z Nas jest inny. Każdy ma swój rytm. Choć jeśli potrzebujesz jakichś ram czasowych to możesz delikatnie się nimi posiłkować uwzględniając swoje postępy. Po co początek przygody z bieganiem robić nieprzyjemnym...

Niech to będzie przygoda z pozytywną puentą. Bez zbędnego zwracania uwagi na buty biegowe, super strój sportowy czy świetny pulsometr. Na początku o tyle ma to mniejsze znaczenie im nie masz większych problemów z nadwagą, bólami pleców czy innymi problemami. W takim wypadku warto byłoby zadbać o inne szczegóły...    C. D. N.

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.