"Książka kucharska dla aktywnych. Waga startowa" M. Fitzgerald, G. Fear

zdj. innespacery.pl
Propozycja wydawnictwa „Inne spacery” na recenzję kolejnej części „Wagi startowej” M. Fitzgeralda - „Książki kucharskiej dla aktywnych”, nie mogła zostać przeze mnie niezauważona. W końcu takie pozycje napisane przez byłych triathlonistów (dodatkowo byłej biegaczki ultra) aktualnie pracujących jako dietetycy teoretycznie musi znaleźć się w biblioteczce sportowca wytrzymałościowego. Pod tym kątem chciałem sprawdzić jej przydatność.


Książka dotarła do mnie w postaci egzemplarza sygnalnego, a więc w przedsprzedażowej wersji czarno – białej. Jedyna kolorowa część - okładka - wpasowywała się w szatę graficzną poprzedniej „Wagi startowej”. Jednak fotografie przyrządzonych potraw, nawet w wersji bez kolorów, powodowały cieknięcie ślinki. Rzecz wcześniej u mnie niespotykana i do tej pory niepojęta - uśmiechać się na widok czarno – białych pomidorów z makaronem czy sałatki z malinami. Autorowi zdjęć (Peter Bagi – przyp. aut.) należą się pochwały. (sprawdzałem później wiele innych jego zdjęć – znakomite).

Wracając do treści samej książki ta podzielona jest zasadniczo na dwie części: przypomnienia zasad z „Wagi startowej” i ogólnych porad oraz samych przepisów. Te pierwsze zawierają najważniejsze zagadnienia, które autor przekazywał w swoim planie 5 kroków, jak i ogólne zasady przechowywania żywności, w tym parę trików ułatwiających organizowanie sobie posiłków. Dokładne sposoby gotowania przeróżnych kasz, ile dni można przetrzymywać mrożoną żywność, jak zminimalizować czas przygotowania posiłku i wiele innych zagadnień, wbrew pozorom niełatwych, znalazło tutaj wytłumaczenie. Zresztą pomocne porady przedzielają także przepisy w części kolejnej, gdzie np. „Ryż brązowy na 4 sposoby” wspomaga naszą twórczość jako baza kilku dań. Dania te natomiast podzielone według klucza doświadczenia kulinarnego i rodzaju posiłku mogą w spisie treści zostać łatwo znalezione.

Podział na obiadokolację i śniadanie oraz na sportowców „początkujących w kuchni”, „z pewnym doświadczeniem w kuchni” jak i „którzy uwielbiają gotować” jest bardzo wyrazisty. W książce nie do końca ma aż taki wydźwięk. Główny priorytet Fitzgeralda podczas pisania był taki, by nadawała się ona dla tych, którzy wolą zmywać po obiedzie, niż go gotować. Tak też autor stopniuje trudność przepisów w trzech rozdziałach wyżej wymienionych. Przepisy swoją łatwością w rozdziale dla początkujących zdecydowanie zachęcają (plus te smakowite zdjęcia) do rozpoczęcia przygody z gotowaniem. Z kolei te drugie i trzecie niekoniecznie odbiegają poziomem trudności od poprzednich. Różni je natomiast poświęcony na nie czas. Sam, nie będąc mistrzem kuchni, zaczynając praktyczne „testowanie” książki rozpocząłem od „Sportowca z pewnym doświadczeniem...” i „Sałatki z malinami, serem fetą i pęczakiem pszennym”. Powoli budząc w sobie ducha kucharza (aż mnie samego to zaskoczyło) wkroczyłem wkrótce na obszar pierwszych wypieków i „Muffinek jabłkowo – otrębowych”. Z reguły posiłkując się przepisami miałem odwieczny problem, delikatnie mówiąc, nie stosowania ustalonych proporcji czy sugerowanych składników. Przepis przerobiony na placki czy „batoniki”, zresztą po jednej z rad w książce, zmaterializował się w przepyszny deser po obiedzie. Nie wiem czy to magia książki czy może jakaś tam rodząca się dojrzałość pichcenia, jednak próbki wypieku (tego i kolejnych) rozdane i sprawdzone na sporej próbie badanych wypadły nadspodziewanie dobrze.

Ważniejszą informacją dla posiadaczy wcześniejszej części jest przystosowanie każdego przepisu pod system WJD Fitzgeralda. Pod opisem składników i prostego sposobu przyrządzenia znajdują się dane o punktacji za porcję, jak i ilości makroskładników żywieniowych. Dane bardzo ważne jeśli walczysz o lepsze proporcje wagowe i osiągi sportowe. Co ciekawe, wbrew powszechnej opinii, ta książka kucharska nie zawiera tylko składników trudno dostępnych. Oczywiście mamy tu do czynienia z melasą, masłem migdałowym, olejem kokosowym czy świeżymi liśćmi rozmarynu. Jednak te produkty, niekiedy za poradą autora, dają z reguły się zamienić. Z kolei mnie jako osobie od jakiegoś czasu szukającej zdrowej żywności ciecierzyca, komosa ryżowa i czerwona soczewica nie straszne. Zresztą składniki te łatwo odnajdziemy na sklepowych półkach.


W ciągu poprzednich trzech tygodni z kucharza początkującego, któremu nie chciało się gotować stałem się kucharzem amatorem z rozbudzoną przyjemnością pichcenia. Żona cały czas smakując co rusz nowe potrawy powtarzała, że gdyby nie ta książka to pewnie by ich nie było. Wcześniej serwując tylko pizzę z piekarnika tym razem ze względną łatwością sięgałem po różne sałatki, kasze z dodatkami a przede wszystkim wypieki. Co najważniejsze wszystko zdrowe i w odpowiednich proporcjach żywieniowych. Dzięki Matt i Georgie. Wiem, że do Waszych przepisów wrócę nie raz...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.