Jak zacząć biegać - początek cz. III

runwaterloo.com
Ostatnie dwie części poradnika dla początkujących można podsumować dwoma słowami: trucht i częstotliwość. Wolne, spokojne bieganie - ono powinno być naszym celem. Jednak bez powtórzenia w co najmniej dwóch - trzech 30-minutowych treningach tygodniowo o szybkiej zwyżce formy nie ma co mówić. Kolejnym często poruszanym wątkiem jest osprzętowienie biegacza. Dziś sporo o tym...choć pewnie paru dygresji nie uniknę.

Kiedyś strasznie irytował mnie fakt, że niedoświadczony biegacz obkupował się sprzętem czołowych biegowych marek przypominając kanarka wypuszczonego z klatki. Teraz patrząc na wiele podobnych trendów w każdej branży, a co więcej działania marketingowe przeróżnych runningowych producentów, widzę to jeszcze częściej od długiego czasu temu nie ulegając. (tak dla siebie to napisałem w ramach poczucia winy i samoleczenia się jednocześnie ;-) Czy rzeczywiście początkujący biegacz musi ulegać tej codziennej presji dogadzania sobie gadżetami i pomagania w każdy możliwy sposób? Czy możliwe jest bieganie bez GPSa tak sam jako zrzucanie wagi bez użycia "supersuplementów"? Czy koniecznym "wpisowym" do uczestniczenia w tym niesamowitym zjawisku socjologicznym (oczywiście mówię o skromnym bieganiu) jest wydanie paru set złotych na sprzęt? Między innymi na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym krótkim poście.

Sam, sentymentalnie, zaczynałem od markowych Sprandi. But całkiem nieźle wykończony i wygodny. Choć do biegania maratonów był za twardy (wtedy tego nie czułem). Do dziś pamiętam jak ujrzałem pierwsze wymarzone asicsy 1120. Bardzo fajny sztandarowy model Asicsa. Uwierzcie, że to uczucie do mojej głowy wraca przy każdym otwieranym pudle z testowanymi butami czy kupionym innym osprzęcie. Wspomnienie bezcenne. Wtedy za nie musiałem zapłacić coś ok 100-130 zł (tradycyjnie i nie ostatni raz kupione używki z Allegro). Czy ten zakup uważam za konieczny dla początkującego biegacza? Pytanie trudne, ale ważne. W tamtych okolicznościach kiedy biegałem już do 40 km/tydz była to konieczność. Kilkanaście miesięcy musiało potrwać zanim wyszedłem z tych stóp z odciskami i dziwnymi nawykami (patrz np. palce młoteczkowate). 

Dziś taki zakup polecałbym biegaczom zaliczającym powyżej 15 km na tydzień. Jest to coś ok. 1,5 godziny przebywania na trasie w tygodniu (coś koło polecanych trzech wyjść po 30 minut). Bezwzględnie sugeruję zaopatrzyć się w biegówy jeśli już wchodzisz w bieganie powyżej 2 godzin. Oczywiście mówię tu o bezustannym truchcie, a nie marszobiegu. Choć o oczywiście jest to mocno zależne indywidualnie. Bo jeśli nasza nadwaga sięga granic otyłości to właściwie szkoda ryzykować nawet lekki trucht dłużej niż minutę (tym bardziej w nieamortyzowanym obuwiu). Natomiast jeśli biomechanika (patrz krzywy kręgosłup, różnica długości kończyn, dys- lub hiperlordoza, płaskostopia czy stopy wydrążone itd) jest całkiem w porządku a siła mięśni ponadprzeciętna to kilometraż do 50 km może nie zrobić nam krzywdy. Pytanie tylko po której stronie barykady jesteśmy? Rzadko kiedy odpowiedź jest jednoznaczna. Z drugiej strony kupno butów po kilkutygodniowym okresie wprowadzania do biegania i naszych 3x30 truchtu powinno stanowić fajną nagrodę za cały trud.

Zastanawiać się nie ma po co. Niestety z reguły mało kto jest w tej drugiej zdrowszej grupie. Mówię to z perspektywy własnych klinicznych doświadczeń. Nie ma też co wchodzić w trend popularnych ostatnio butów minimalistycznych. Nasz aparat ruchu przy tej nikłej amortyzacji i słabej biomechanice z pewnością będzie cierpiał. (Oczywiście fajnie by było co jakiś czas trening w takich butach zrobić, ale to w swoim czasie w przyszłości). Popularne w ostatnim sezonie były także buty maksymalistyczne (podobno to był ich sezon ;-). Ta droga jest dobrą tylko dla tych ważących ponad 100 kg (ewentualnie czas okołokontuzyjny i włączanie dłuższych wybiegań). Dla wszystkich pozostałych polecam "normalne" buty bez specjalnych etykiet mini, maxi czy cokolwiek innego. Jedyną moją uwagą jest by szukać na początek - ten pierwszy poważny okres wprowadzania w dłuższe bieganie i jego naukę - butów kosztujących w pierwszej cenie co najmniej 300 zł. Często taką dobrą parę wyrwiemy za 200zł. Promocje w sieciach sklepów sportowych, w internecie, na allegro z łatwością pozwolą zaoszczędzić te 100 zł. Oczywiście w zakupie zdalnym warto najpierw dobrze zmierzyć długość wkładki i nią sugerować się w wyborze rozmiaru albo po prostu sprawdzić gdzieś na żywo.

Dlaczego warto wydać te 100 zł więcej (za tanie markowe buty zapłacimy 150-199 zł)? Otóż dostajemy dobry średniej klasy produkt na fajnej już amortyzacji. Często na lżejszej już piance czy z dodanym jakimś bajerem amortyzacyjnym. Buty te mimo wszystko są lepiej wykończone niż te półkę niżej. Z pełną odpowiedzialnością powiem, że marka buta nie ma znaczenia. U każdego biegowego producenta dostaniecie za tę kasę podobne jakościowo produkty. Czy będzie to Nike, Adidas, Brooks czy Mizuno najważniejszą kwestią jest odpowiednie dopasowanie obuwia. Mówię tu oczywiście o typie biomechaniki stopy (nadmierna pronacja, neutralny czy supinacja - za długi temat bu to tu omwaiać). Potem już tylko kwestia dobrania modelu i można ich  truchtać. Niestety choćbym tu pisał różne cuda i tak nie jestem w stanie doradzić dokładnego wyboru. Ten obroni się dopiero po 2-3 treningach. Często też dopiero po "zabieganych" 2-3 parach wiemy jeszcze więcej czego mamy szukać w obuwiu. (potem naprawdę każdy detal buta ma ogromne znaczenie, czy wybierzemy go na dłuższy trening czy dynamiczny akcent).

Co tu jeszcze pisać o sprzęcie? W sumie najważniejszy punkt to buty. Bez całej reszty spokojnie możemy się obyć. Wystarczy dres, jakaś wiatrochronna kurtka i tylko biegać. Choć tu ponownie jeśli mamy wolną gotówkę warto przeznaczyć ją na dobrą kurtkę typowo biegową, a jeśli chcemy biegać zimą - bieliznę termiczną. Kurtka posiadająca płaskie szwy, fajną oddychalność, a przede wszystkim krój nieograniczający ruchu jest na wagę złota. Oczywiście dobrze byłoby też by posiadała ona jakieś panele zwiększające oddychalność, była lekka i miała ze dwie kieszenie plus parę odblasków. Tylko wtedy wchodzimy z poziomu 100 - 150 zł na 200-300 zł. Czy te pieniądze warte są wydania? Kupiona kurtka to co najmniej 2-3 lata jej użwyania. Jeśli dasz te parę złotych więcej materiał będzie miał fajne właściwości całosezonowe. W tańszych produktach z pewnością może być z tym problem. Przy dodatkowym zakupie bielizny termicznej (80 - 150 zł) mamy full wypas na każdą pogodę jeśli chodzi o początki biegania. Bielizna plus dobra kurtka mi osobiście wystarcza do biegania do -10 stopni. Z kolei z drugiej strony stosuję kurtkę do tej około 15-tki na plusie. Zmienia się tylko jej podkład. Oczywiście w cieplejsze warunki fajnie ubierać pod spód jakąś techniczną koszulkę (spokojnie często dają na zawodach biegowych w pakiecie, więc idealnie zgra się to z możliwym debiutem ;-). Bielizna utrudni wykorzystanie potencjału kurtki.

Podsumowując na pierwsze tygodnie, by być w pełni przygotowanym na każde warunki, systematycznego już truchtania potrzebujesz kurtkę, bieliznę termiczną i buty biegowe. Całość to wydatek rzędu ok. 500 zł. Jeśli takiej sumy nie wysupłasz warto wydać te 250 zł na buty biegowe. Cała reszta z pewnością gdzieś tam drzemie w środku domowej szafy. Tylko ubierać się i biegać...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.