Bluza Mizuno Breath Thermo Windtop

Pamiętam, jak dziś kiedy parę lat temu „mignęła” mi w użyciu bluza techniczna Nike. Po pierwszym założeniu „opchnąłem” komuś. Długi rękaw w takiej odmianie nie za bardzo przypadł mi do gustu. Kiedy niedawno pojawiła się szansa kolejnej próby, tym razem jako bardziej doświadczony biegacz, postanowiłem skorzystać. Mizuno wcześniej mnie nie zawiodło, więc taka okazja znalezienia dziury w całym, tym bardziej w tak trudnej materii, musiała być wykorzystana. Efekty poniżej...


Mizuno Breath Thermo Windtop – estetycznie - okazał się być całkiem ładnie skrojonym ciuchem. Żółto – czarna bluza, zbudowana jakby z trzech paneli, prezentowała się bardzo nowocześnie. Boki ciała, połowa pleców wraz z wewnętrzną częścią rękawów uszyte były z żółtej bawełnopodobnej tkaniny (choć bawełny tutaj w składzie brak). Cały środkowy przód plus plecy do połowy oraz górna część rękawów to już trójwymiarowa śliska tkanina. Jej przebieg łamie tylko cienki, z pewnością mocno oddychający, odcinek z odblaskowym logotypem lecącego ptaka biegnący przez środek pleców. Podobnym bardzo miękkim materiałem wyszyty jest także wewnętrzny kołnierz. Wnętrze bluzy to w zależności od lokalizacji (ale tylko „za” czarnym materiałem) albo popielata przyjemna w dotyku podszewka (cały przód i tył) albo czarna materiałowa wstawka (rękawy). Obie skrojone tak, by stanowić kolejną warstwę termalną pozwalającą „zamknąć” ciepłe powietrze wewnątrz. Podając Wam składowe procenty każdej części producent ujmuje je jako pięć różnych stref. Uogólniając główny materiał, także zewnętrzny (tu 100%), to poliester. Dopełniają go poliuretan (w 8% tworzy oddychający panel) i poliakryl (w 13% uzupełnia podszewkę). Cała te specjalistyczna budowa ma tworzyć ciepłą bluzę biegową. Dla mnie, negatora tego typu sprzętu, na pewno było to nie do uwierzenia. Jak tak cienka struktura ma zagwarantować komfort podczas zimowych warunków? Konieczne były przekonywujące testy terenowe.

Ciasnota bluzy była jednak przesadzona.
Najpierw założyłem Mizuno Breath Thermo Windtop na siebie. Efekt zupełnie odmienny niż przy noszeniu kurtki. Opięty krój, choć dający dużą swobodę na naprzemienną pracę ramion. Mimo wszystko założenie na nieprzyzwyczajone (wtedy jeszcze) ciało sprawiało wrażenie trudnego. „Jak pod to ubiorę bieliznę?” - pomyślałem. (Tu koniecznie trzeba też dodać moją charakterystykę biegacza atletycznego.) Dalej dosyć niski kołnierzyk, z tyłu zakrywający cały kark, ale z przodu sięgający tylko do poziomu krtani. Wąskie rękawy, przez które trudno było wyjąć nadgarstek z pulsometrem. Bluza sprawiała wrażenie opinającej ciało. Zdecydowanie jednak czułem się w niej bardzo pewnie. Dziwne uczucie. W końcu sporo było pytań bez odpowiedzi.

Pierwszy półgodzinny bieg przypadł na 5-stopniowy słoneczny i bezwietrzny dzień. O komfort w takich warunkach łatwo. Tak też było. Pewność podążyła za mną także na ten trening, mimo tylko koszulki technicznej pod spodem. Wcześniejsze obserwacje powoli zaczynały odchodzić w cień. Opięcia w trakcie treningu nie wyczuwałem. Kolejna próba należała już do ostrzejszych. Po 2-godzinnym spinningu bluza nałożona na przemoczoną potem koszulkę pozwoliła 15 minutowy dobieg do domu w wieczorową porą (podobna temperatura co wcześniej, choć więcej wiało) zaliczyć do przyjemnych. Nawet ten krótki z przodu kołnierzyk nie dał się negatywnie odczuć. Gdy przyszły minusowe (ok. -4), zimowe wieczory w takich samych okolicznościach, jednak już z założoną bielizna termiczną, komfort jak i pewność siebie były czas obecne. Bielizna, wyższa w kołnierzu, dopełniła warstwę u góry (i wadliwy kołnierz stał się nawet zaletą – gdy za ciepło rozpinam do bielizny i wiatr ochładza ciało). Gruba bielizna też jakoś nie ograniczyła miejsca pod spodem, jak i nie zwiększyła uczucia opięcia. Dociekając nawet więcej, przy temperaturach „małego minusa” 15 minutowy dobieg do pracy w pełnym rynsztunku (czapka, rękawiczki, koszulka, bielizna i bluza) najzwyczajniej mnie pocił. Do tej pory nie rozumiem jak taka cienka struktura może dawać tyle ciepła...Przed wiatrem zdecydowanie chroni.

Struktura materiału.
Dodatkowo warto napisać o kieszeni znajdującej się z tyłu. Pojemna na większy smartfon, zapinana na zamek (otwierany w lewo, więc idealnie nadający się dla praworęcznych). Warto także wspomnieć o plastikowym poręcznym wykończeniu zamka przy kołnierzu. Chwycony jednorącz pozwala z łatwością otworzyć się w trakcie biegu. Oddychalność materiału również w najwyższym standardzie. Ponad 80-minutowy bieg przy piątce Celcjusza i samej koszulce pod spodem z gołą głową niesamowicie komfortowy. Skraplania potu na zewnątrz nie zauważyłem. Niestety nie biegałem w warunkach deszczowych. Na szybko wymyślony test chusteczki pokazał jednak fajne właściwości bluzy i tutaj. Chusteczka włożona pod wiatrochronny materiał na rękawie skraplana wodą w ogóle nie zawilgociła się. Dopiero ponowne skroplenie i mocne potarcie pozwoliło tego dokonać (bez przerwania delikatnej struktury chusteczki). Włożenie na 3 s. pod mocny strumień wody zmoczyło naszego testera wilgoci już bardziej. Jednak wiadrami na nas lać nie będą, a odparowywanie potu także zrobi swoje.


Suma summarum Mizuno Breath Thermo Windtop okazał się być zaklinaczem mojego wstrętu do bluz biegowych. Bluza bardzo fajnie sprawuje się podczas aktualnych treningów, a co paradoksalne, wcześniejsza wada – ta opiętość – w tym momencie stanowi dla mnie jej atut. Podejrzewam, że nie tak szybko wrócę do kurtki zimą. (Tylko pytanie czy wszystkie bluzy biegowe są takie same?)  


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.