Kontuzja - rzecz nabyta

jamesgrigg.co.uk
Zawsze powtarzam (zresztą znane prawidło), że biegacz dzieli się na tego co przed i po kontuzji. Święta prawda. Niewielu jest takich co są w tej pierwszej grupie. Wielu za to dzieli los powszechny. Przeglądając kontuzjogenność sportów bieganie nie należy do tych sportów bezpiecznych. Mimo wszystko bezwględnie ostatnio najpopularniejszych. Przez to prawidło częściej się potwierdza.

Sam teraz jestem w okresie trwogi kontuzyjnej. Biegasz, a właściwie próbujesz biegać, i co rusz czujesz tę niemoc. Normalka. Ból pojawia się mimo, że próbujesz go uniknąć. Stawiasz krok biegowy i boisz się tego "kujnięcia" (wstaw co uważasz za bardziej indywidualne). Często słyszę te słowa od moich klientów i zdecydowanie je rozumiem. Tę niepewność i żal. Ba nawet i depresję. Dl a niektórych bieganie jest wszystkim (ważnym) i bez niego ciężko. Nie o tym jednak chciałem napomknąć...

Nasze ciało jest tworem dynamicznym. Ciągle zmienia się co każdy krok na treningu. w pracy czy w łazience. Nawet wciśnięcie pedału gazu powoduje zmiany adaptacyjne. Teoretycznie poprawiające naszą ergonomię ruchu. Potem przecież lepiej (według statystyk) ten pedał gazu się wciska...
choć może być gorzej w bieganiu.

Jak mówiłem wcześniej, sam walczę ostatnio z troczkami stawu kolanowego (niby jestem blisko ogarnięcia, ale ciągle coś nie tak). Powoli przechodzę te standardowe etapy kontuzji. Zdziwienie, niepokój, zaciekawienie, niedowierzanie, walka, depresja i porzucenie. Wiem, bo sam powtarzałem to nie raz. W tym momencie, doświadczony, przetoczyłem koło drugi raz wobec tej samej kontuzji. Biegowe życie jest mocno abstrakcyjne.

Po co pisze majaczenia kontuzjowanego? Otóż powód jest banalny. Chcę Wam koniecznie pokazać pewien "mały" niuans - kontuzja z czegoś wynika. Zawsze jest jakiś powód. Nadmierne bieganie z palców (popularnie zwanych, chodzi mi o śródstopie), słaby brzuchaty łydki, nierozciągnięte pasmo, przodopochylenie miednicy czy protrakcja głowy - wymyślać można sporo. Nie ma żadnej złej mocy, która Wam przeszkadza biegać (w depresji nawet takie złe myśli przychodzą do głowy). Kluczem jest odpoczynek od złej "energii" i ogarnięcie powodów. To nie jest nigdy przypadek, że akurat Ciebie boli to, a kolega narzeka na co innego. Buty butami, ale najpierw należy zajrzeć w siebie - jakby to powiedział mistrz shaolin

Nie chcę sam wrzucać potrzeby pójścia do jakiegoś doświadczonego masażysty, terapeuty, osteopaty. Mimo wszystko za te "parę" złotych (zależnych od domowego budżetu) zyskujesz pewność albo eliminujesz problemy. Rzecz niesamowita w dobie zjazdu emocjonalnego. Mniejsza z tym. Zauważcie jak często, mimo licznych podpowiedzi z sieci ulegacie podobnym niedyspozycjom. Problem zawsze jest do ogarnięcia, tylko czas startu za blisko...

W tym momencie szukam problemu od 2-3 miesięcy. Teoretycznie moja wina. Gdybym już dawno przestał wierzyć w samodiagnozę byłbym pewnie daleko z przodu. Tak dryfuję cały czas w trakcie sezonu przygotowawczego. Jednak bezwstydnie mogę powiedzieć, że walczę i kombinuję. Dla tych złośliwych, wytykających wielu publikacji kontuzyjnych na maratonachpolskich.pl, potwierdzam, że kontuzje wcześniejsze a te kolejne w toku zaawansownaej pracy różnią się zupełnie. Ogarnięte wcześniej problemy już nie wracają bezpośrednio. Wracają pośrednio. Wszystko idzie po łańcuchu biokinematycznym.

Zatem, błagam Was, nie zabiegajcie jakichkolwiek kontuzji. Spróbujcie je zrozumieć. Każda taka praca myślowa winszuje innym podejściem do biegania. Ciągłej nauki bycia dynamicznym mimo wielu przeciwskazań.W końcu jaki jest sens szukania zwary ze swoim organizmem. Pogódź się...i zmień jego właściwosći.


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.