Impertynenckie permanencje celu ;-)

Zawsze śmiałem się, i śmieję nadal, z częstych w Naszych dzikich czasach sloganów "płaski brzuch w 8 tygodni". Ostatnio jednak wokół tych "podśmiechujek" wpadła mi do głowy jedna myśl. Na Wasze nieszczęście wiążąca się ze sporą dygresją. Teoretycznie, fizycznie nie da rady zmienić każdy brzuch w ciągu tak krótkiego czasu w ten wymarzony płaski (cokolwiek to znaczy) jednak zauważcie co takie slogany robią z życiem zwyczajnych zjadaczy chleba. Na te kilka tygodni wierząc pięknym ideałom wchodzą w skórę prawie, że mitycznych herosów (patrząc z punktu widzenia ich wcześniejszego schematu codzienności) i realizują napisane przez innych ćwiczenia. W tym wypadku jednak nie chciałem pisać o niepowodzeniu...

To co nie udaję się wielu instruktorom fitness czy teoretycznie skuteczniejszym trenerom personalnym, wielokrotnie z łatwością wychodzi redaktorom popularnych gazet. Ci proponują Kowalskim pewną opcję, dosyć mocno upiększoną często także poprzez "wymarzone ja" tychże Kowalskich. Mimo wszystko działającą na głowę tak bardzo, że zmęczeni wcześniej codziennością pragnący "płaskiego brzucha" (w domyśle wstaw co chcesz) dokładają te parę serii ćwiczeń więcej (albo w ogóle) by urzeczywistnić marzenie. Czyli teoretycznie można...jak się chce.

Te "chciejstwo" Kowalskich zmienia bardzo dużo. Mający rodziny, wnerwiający się na korki, utyskujący na wypłaty dla szefów związków zawodowych, zdeprymowani swoim brakiem czasu i wiedzą ile jego muszą poświęcić na utratę wad -  robią coś czego nikt by się nie spodziewał - ćwiczą skuteczniej. Przynajmniej tak im się wydaje. I właśnie o tej impertynenckiej permanencji celu chciałem dziś coś skrobnąć. W końcu jak to się dzieje, że nawet na zwykłych Kowalskich czasem zadziała. (Na mnie, i pewnie wielu podchodzących do sportu w ten sposób, działa cały czas)

Ta permanencja pozwala w ciągu zaledwie kilku chwil ze zwykłego człowieka stać idealnym sportowcem - amatorem. Silna pokusa "płaskiego brzucha" tak mocno wgryza się w plan działania Kowalskiego, że nawet poświęci on parę chwil by być bliżej jej spełnienia. Cóż co tu ukrywać - chyba tylko taka różnica dzieli "lepszego" sportowca amatora od przeciętnego kanapowca. Tylko i aż taka. Permanencja celu robi wielką różnicę.

Zastanawiając się nad tym wszystkim codziennie rano wstaję z łóżka i mam jeden cel - ten tegoroczny "start A". No i w głowie dzisiejszy trening lub ewentualnie maksymalny odpoczynek przed kolejnym mikrocyklem treningowym. Wszystko to postawione obok rodzinnych obowiązków nagiętych i zaplanowanych tak by ten trening zrealizować. Czy warto? Ja zawsze odpowiem tak, żona niekoniecznie. Mimo wszystko wbudowana impertynencka permanencja celu pcha to wszystko dalej. Na całe szczęście jeszcze kontrolowanie i zdrowo ;-) (w moim przypadku ze sporym powiązaniem zawodowym).

Stąd czy wierzę w "płaski brzuch w 8 tygodni"? Powiem, że tak. Wierzę nawet w ten w minutę. W ciągu tego czasu jesteś w stanie tak permanentnie ustalić cel, że z każdym mrugnięciem powieki będzie on się samoczynnie spełniał. Dla mnie właśnie to jest ta kwintesencja sportu. Bo jeśli masz tę permanencję to "płaski brzuch" zrealizuje się prędzej czy później. Taka jest różnica między zwykłym Kowalskim, który tylko marzy i porywa się na chwilę a sportowcem (- amatorem), który krok po kroku wypełnia założenia. Doświadczenie i wiedza nabyte po drodze to już inna sprawa.

Oczywiście musi to być zdrowe w tym sensie, że ma swoje granice i nie jest kosztem rodziny (nie mówimy o zawodowstwie). Potrzeba i chleba i Igrzysk. Żona pomarudzi, ale potem popłacze razem z Tobą podczas mijania linii mety. Tym bardziej jak miniesz ją z córką na ramieniu. Ja ostatnio kiedy zamknę oczy to właśnie widzę...i podobnych autorskich projekcji i Tobie życzę....

Czy sądzisz, że realizacja Twojego celu jest w minutę niemożliwa??? Poszukaj tej impertynenckiej permanencji celu i uwierz ;-)

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.