Plan do Dębna 2015

redbubble.com
Dziwny ten czas kiedy wcześniej stosując rozpisany plan,  teraz poprzez dyskomfort kontuzyjny nie da rady tego zrobić. Człowiek mentalnie chce a fizycznie nie może. Paradoksalnie z drugiej strony w życiu nie robiłem takiej dobrej pracy treningowej. Wreszcie zrealizowałem swoje marzenie - systematycznej realizacji dwóch treningów dziennie. Niby mnie boli, niby nie trenuję na 100% a robię naprawdę kawał dobrej roboty. I weź tu wszystko zrozum...

Niby z kolanem lepiej, bo mimo bólu jestem w stanie dobiegać co najmniej 1 godzinę biegu na powietrzu. Co ciekawe o wiele łatwiej wydłużyć dystans o kolejne 30 minut na bieżni, co też parę razy już wykonałem. Biegowo więc nie jestem już tak mocno w tyle. Powiem nawet, że wymuszony krótki BNP (20 min 11-12km/h, 4min 13km/h, 4 min 14,5km/h i 2 min 15km/h) zrealizowałem z ogromną, jak na pierwszą próbę, łatwością.  Niestety cały czas dłuższy trening to walka, a wszelkie próby zrobienia dłuższego i szybszego ciągłego wydają się niemożliwe. Szkoda, bo wydaje się, że te dobre 6 tygodni wystarczyłoby na złamanie 3h w Dębnie. A tak "turystycznie...na statek". Szkoda, ale triathlon w czerwcu ważniejszy.

Pierwsze dwa baseny zaliczone, a że nie było tak źle po tych 3 latach "bezrybia" to postanowiłem pozostać przy tej jednej jednostce pływackiej. Te 1,5 km, w co prawda drewnianym stylu, w 31 minut nie jest złym wynikiem. W cieplejszych, wiosennych warunkach łatwiej będzie podwoić (i przy okazji podszlifować) to na basenie. Teraz latając tu i tam za klientami, robiąc pozostałe treningi, spełniając pozostałe rodzinne obowiązki bym się za mocno zagonił. A szkoda ryzykować dalsze pogorszenie problemów z kolanem. Wykorzystuje tę końcówkę zimy na doszlifowanie roweru na spinningu. Co jak wcześniej pisałem (tutaj), niestety wiąże się z utrzymaniem dysbalansu na lewym kolanie. Mimo wszystko liczę na cud (patrz ogarnięcie błędu technicznego, złego nawyku itd, podczas jazdy) i adaptację ciała do ponoszonych obciążeń. Najgorsze jest to, że bliżej startu w Dębnie musiałem odpuścić siłownię i nie wiem czy na dobre wyjdzie to apropos dowalenia obciążeń na rowerze. Czas pokaże...

W tym rowerowym aspekcie to powoli przechodzę samego siebie. Ostatnie tygodnie to co najmniej pięć 45 minutowych (czasem dłużej) jednostek rowerowych na tydzień. Zaczyna to działać bo na spinningu mimo sporej jazdy (juz dawno nie jechałem czystego recovery tylko praktycznie same podjazdowe 80% czy interwały 80-85%) czuję się jak nigdy przedtem. Ułożenie ciała, praca nóg jest jakaś zupełnie inna. Chyba stałem się lekko bardziej kolarzem niż biegaczem ;-/

Martwi mnie jednak ten mój plan "nieplan". Nic w sumie wielkiego z nim nie zrobię. Mimo odpadnięcia siłowni (były w poniedziałek i piątek) zastąpienie ich jednostkami biegowymi może być trudne. Ostatnie  okoliczności podsunęły mi pomysł włączania już treningów łączonych. Na przykład ostatni poniedziałek pierwszy raz zrobiłem 1h40 roweru i 1h biegu. Flow niesamowity - zresztą kto śledzi FB ten przeczytał mój wpis. Jest to jakiś  pomysł. Biegowo pierwsza część sezonu wydaje się stracona (oby nie druga?!), więc może warto inwestować w kombinację. Debiut w połówce na pewno na tym skorzysta. Pytanie tylko jak długo dam rade funkcjonować na tym poziomie zaawansowania treningu przy swoich obowiązkach (codziennie z 6-8 km chodzenia, wstawanie o 7 a trening często do 22 a czasem następnego dnia o 9, ze dwa dni treningowe podwójne, brak czasu na normalne jedzenie). Na całe szczęście testy sprzętowe tak się zbiegły, że suplementacja izotonikami i carbo oraz lepsze żarcie (ostatnio wsuwam więcej czekolad, żurawiny) pozwala mi się utrzymać jako tako na powierzchni.


Podsumowując plan na najbliższy czas wygląda tak:
pon
wtśrczwpt. sobndz
W/1hspinning+1h bieg

bieg 15' przed i po, 2x45'
spinning
rano:60-90' bieg
wieczór:indoor 45'
bieg 15' przed i po,
2x45'
spinning
 1-2
x45'spinning
45' basen

bieg 60-90'

Póki co nic więcej nie uda mi się wykrzesać. I tak już powoli czuję się jakbym trenował na poziomie olimpijskim ;-D Stąd ten poniedziałek albo wolny albo treningowy. Zobaczymy jak organizm sprosta obciążeniom. Dzień wolniejszy to basen, który o dziwo mimo gdzieś jako tako zmęczenia w trakcie (choć pływam spokojnie) pozwala mi się luzować. Gdybym do tych jednostek (z treningowym poniedziałkiem) dołożył basen, np we wtorek, byłbym spełnionym treningowo triatlonistą. A tak zawsze to słabe bieganie gryzie moje sumienie...


Wsparcie treningowe:



 

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.