Test produktów TORQ - cz. II system Recovery


Im dłużej „siedzę” w sporcie tym mocniej powtarzam, że najważniejszym elementem treningu jest regeneracja. Jeśli więcej trenujesz na relatywnie większych obrotach więcej czasu musisz poświęcić na odpoczynek. O tyle to trudne, że przecież w pewnym momencie nawet regeneracja aktywna już nie pozwoli szybko wrócić do żywych i podbijać „dołek” superkompensacji Wielu producentów próbuje temu zaradzić. W kolejnej części testu suplementów TORQ, dotyczących właśnie „systemu regeneracji”, postaram się zaprezentować i sprawdzić podejście brytyjskiej marki.


„System regeneracji” TORQ składa się z trzech napojów o różnym uzupełniającym się składzie biochemicznym. TORQ Recovery, Recovery Plus+ i Energy Natural Organic to cały segment suplementów regeneracyjnych, które razem z wcześniej opisywanym „systemem energii” tworzą kompletny system odżywiania TORQ. Te trzy napoje, dwa węglowodanowo – białkowe i jeden węglowodanowy, mają w sposób zupełnie odmienny, postawić Nas na nogi szybciej. Ja w swoim
prywatnym teście miałem szansę skorzystać z pomocy TORQ Recovery – napoju opartego na wysoko przyswajalnych węglowodanach, izolacie białka serwatkowego oraz glutaminie, rybozie, witaminie i minerałach. Specjalne składniki, wyselekcjonowane w toku badań i testów, każą producentowi sądzić, że aktualnie nie ma na rynku tak dokładnego i skutecznego preparatu tego typu na rynku. O „oklepanych” już proporcjach węglowodanów do białek przyspieszających regenerację słyszymy często. Tu w Recovery mamy 3:1 z czego pierwsza pula to maltodekstryna z fruktozą (25 i 23 % składu, omawiane w I cz. dwie formy, które nie konkurują o wchłanianie w jelitach a dodatkowo dwukrotnie zwiększają szybkość resyntezy w wątrobie) a druga – białko serwatkowe (4% izolatu plus inne kombinacje białka, szybciej wchłanialne od normalnej postaci a także podwyższające stężenie insuliny we krwi). Kolejna procentowo występująca w składzie L- Glutamina (6%) - aminokwas o niejednoznacznej badawczej prasie uważany za paliwo dla systemu odpornościowego, a także mózgu, jelit, nerek i płuc. Ostatni „superspecjalistyczny” składnik TORQ Recovery to D-ryboza występujący w 3% ilości całego składu. To właśnie on mocno podbija cenę całego produktu brytyjskiej marki (wraz z glutaminą zwiększają koszty o 50%!). Badania wykazały, że jej przyjmowanie w ilości 3-5 g dziennie przywróci poziom ATP (adenozynotrójfosforan dający bezpośrednią energię) w komórkach w przeciągu 6-22 godzin zamiast „niesuplementowanych” 26-93 godzin (daje to 340 – 430% przyspieszenia regeneracji). Dalej mamy pakiet 11 witamin i 4 głównych minerałów (wapń, sód, żelazo, cynk). To wszystko wzbogacone tylko o zagęszczacz, tutaj guma tara, i naturalne aromaty (1% składu) powinno być wypijane w ciągu 15 minut od zakończenia dłuższych lub krótkich, intensywnych i wykańczających Nas jednostek treningowych. A propos testowanego produktu trzeba także wspomnieć o unikalnym podejściu jeśli chodzi o dawkowanie. TORQ ponownie podchodzi bardzo przekonująco do tematu i mądrze odrabia lekcję – optymalne porcje oparte są o wagę.

Uzupełniające całą teorię „system regeneracji” lekko zahaczmy także o Recovery Plus+ czy Energy Natural Organic. Oba służą jako komplementarne napoje działające w zupełnie inny sposób (czysta teoria, bo nie testowałem!). Oba polecane są na jeszcze intensywniejszy czas „okołoobozowy” czy między licznymi i częstymi startami. ENO to zwykła, bezsmakowa maltodekstryna, czyli polimer glukozy, który z łatwością może być dodany do kubka zupy stanowiąc ekwiwalent miski makaronu. Oczywiście argumentem takiego działania jest przyspieszenie regeneracji poprzez utrzymanie w diecie 1-1,2 g węglowodanów/kg masy na godzinę w ciągu kilkugodzinnego czasu po ostrym treningu czy starcie. Wolne uzupełnianie ENO z żołądka ma w tym pomóc. TORQ Recovery Plus+ to już z kolei optymalna moc kakao (silny antyoksydant, zawiera wapń, miedź, magnez, fosfor, potas, sód i cynk), HMB (zatrzymywanie azotu w organizmie), beta-alaniny (buforowanie kwasu mlekowego) i fosforanu sodu (zwiększenie transportu tlenu przez czerwone krwinki). Ten suplement, wg producenta, ma wspomóc zarówno regenerację tlenową i beztlenową, a jego efekty są najbardziej widoczne podczas częśtego treningu o wysokiej intensywności czy zawodów. Te dodatkowe napoje, szczególnie Recovery Plus+, stosowane są maksymalnie dwa razu dziennie i co najważniejsze sugerowana jest 4-tygodniowa kumulacja (dopiero wtedy badania wykazywały pozytywne działanie beta-alaniny). Pozwolicie, że dokładniejszy opis „systemu regeneracji” sobie odpuszczę a po szczegółowe informacje odeślę do konkretniejszej strony producenta (zobaczycie, że ja to mooooocno skróciłem ;-)


Po tych dwóch akapitach wykładania niełatwej suplementacyjnej wiedzy wreszcie mogę skupić się na tym najważniejszym, czyli działaniu w praktyce. Jak pisałem wcześniej, w trakcie testu miałem do dyspozycji smak „Truskawkowy krem” w opcji 1,5 kg. (Oprócz tego wariantu możliwe są jeszcze Banan i mango, Czekoladowo-miętowy a w opcji 0,5 kg Banan i mango, podobno od maja saszetki 75g). Testy rozpoczęte właściwie od początku roku (patrz cz. I) pozwoliły mi obok testowanego „systemu energii” i w końcach stycznia - „OSHEE For Runner's” włączyć TORQ Recovery aż do praktycznie tego momentu (zawsze zostawiam odrobinę produktu do chwili pisania tekstu). Co warto podkreślić o wiele częściej suplementowałem ten napój regeneracyjny właśnie w trakcie pracy nad TORQ Energy. Oczywiście miało to na celu sprawdzenie spójności całego „systemu odżywiania”.

Nie będę powielał zarysu treningu z pierwszej części tekstu (proszę spojrzeć do cz. I), jedynie dodam, że wykonywane jednostki spinningowe oscylowały od 75% HR max w górę, a w ostatnich dwóch tygodniach nawet często wędrowały na poziom 90% HR max. Co więcej w lutym dołożyłem już triatlonowe treningi łączone (od 1h40 do 2h40 – 60% roweru i 40% biegu co najmniej raz na tydzień), co w pewnym tygodniu nawet dało mi „czyste” 8h na rowerze w ciągu 5 dni. Bieganie pozostawało cały czas na poziomie dwóch większych jednostek (60-90 minut) z czterokrotnymi15 minutowymi dobiegami do pracy przed spinningami. W lutym odrzuciłem siłownię ale za to dołożyłem 45 minutowy basen. Summa summarum objętość mojego tygodniowego treningu dochodziła nawet do blisko 14 godzin pracy wytrzymałościowej. W tym drugim okresie suplementowałem TORQ Recovery w granicach 2 razy na tydzień (szczególnie po wtorku wieczór 2h spinningu kiedy następnego dnia rano trenowałem bieg). Wcześniej podczas okresu budowania siły zdarzało się to nawet trzykrotnie. (pamiętajmy, że obok pojawiał się testowany OSHEE czy TORQ Energy!). Zaczynając od smaku tego truskawkowego kremu powiem, że nawet w końcach trudnych treningów łapałem się na myśleniu o fajnym „truskawkowo – budyniowym zakończeniu treningu”. Tak ten smak mi się kojarzył. Rzeczywiście, jak dodaje producent, był on jedwabiście gładki (fajne określenie swoją drogą). Problem miałem z wymieszaniem suplementu do końca, ale... moje mieszanie odbywało się w bidonie nie shakerze i raczej to była ostatnia rzecz jaka wtedy mogła mi przeszkadzać. Z moją dawką ok. 600ml i pięcioma pełnymi łyżkami (w środku opakowania) produktu radziłem sobie z zadziwiającą łatwością. To przyjemne wypełnienie pustego, potreningowego żołądka. Mniam...


Cała 1,5kg paka TORQ Recovery wystarczyła mi na dosyć długie wykorzystanie. Ten drogi specyfik (za pakę 198 zł jedynie u dystrybutora) bardzo szanowałem i suplementowałem wtedy kiedy musiałem. Mimo wszystko było warto. Poziom regeneracji, szczególnie z wtorku na środę czy pod koniec tygodnia (cz i piątek wieczór po 2h spinningu a sobota rano dłuższe bieganie), był całkiem wystarczający by zrealizować dane treningi z optymalnym komfortem mimo czasem sporego przeciążenia na początku. Realizacja szczególnie bardziej dynamicznych jednostek jazdy na rowerze o dziwo przebiegała bardzo pomyślnie. W sumie cały ten etap treningu, poprzedzony wcześniejszą totalną klapą biegową (kontuzja kolana) i późnym rozpoczęciem sezonu, zrealizowany został całkiem mocno. Pierwsze włączenie dwóch treningów dziennie (zdarzało się to raz, dwa razy na tygodniowy mikrocykl) odbyło się bez większych perturbacji, mimo rehabilitacji wspomnianego kolana. Tu warto zauważyć przecież efekt kumulacji obciążeń, ciągle rosnących objętościowo, a przy okazji w tle współistniejącej kumulacji suplementu. W ostatnim czasie miałem całkiem namacalny dowód działania TORQ Recovery. Po odstawieniu przez tydzień i kontynuacji już (drugiego) 13-dniowego mikrocyklu ostatnia niedziela nie obyła się bez godzinnej drzemki w dzień i 10 godzinnego snu w nocy (a dołożyłem tylko pierwsze 30kmowe wybieganie). Wcześniej nie zdarzało mi się to wcale (średnio 7 godzin snu względnie wystarczyło plus jakieś bardzo rzadkie 15-minutówki raz na dwa tygodnie). Zresztą w takim momencie treningu (i takiej dawce snu) nie zdarzało mi się także nie chorować na przeziębienie czy „jelitówkę” (jeden drobny epizod z I.cz, ale oby tylko tak to się kończyło zawsze...).


Druga część tekstu miała być krótsza od pierwszej, ale sami widzicie, że nie dało się ominąć tak wielu istotnych informacji odnośnie TORQ Recovery. Mimo sporej ceny produktu jest on naprawdę niesamowity w swoim działaniu. Boję się myśleć, jak działa cały „system regeneracji”. Nigdy nie wyobrażałem sobie (nawet w trakcie wcześniejszych suplementacji BCAA), że w moim przypadku trenowanie dwa razy dziennie i podbicie wysiłku do 2 godzin dziennie jest tak realne i bezbolesne

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.