Wyrzeczenia - przyjaciel prawdziwego sportowca

Sport to wiele wyrzeczeń i nie dziwi się ten kto kocha biegać i zawsze je zimną kolację. Co w tym zaskakującego?! Przecież żona, mama, córka poczeka a trening ważniejszy jest. Oczywiście. Z Naszego punktu widzenia zdecydowanie. Ich... niekoniecznie. Sprawy się jeszcze bardziej komplikują, gdy czasowo wchodzimy na poziom większej ilości treningu, pracy zawodowej i zmniejszającego się już czasu dla rodziny. Jego nie rozciągniemy, ba nie jest on nawet z gumy. Kilkuletnia córka nie zawsze poczeka na przeczytanie bajki. Ehhh...wyrzeczenia i mistrzostwo organizacji. A w tle i tak czeka niezadowolenie(a czasem już frustracja)...czy to Nasze czy Naszej Rodziny.

W sumie zaczęło się bardzo pesymistycznie. W końcu jak można pisać o sporcie negatywnie?! Ano można z punktu widzenia Naszych żon, matek, dzieci. Niby jako trenujący nie siedzimy pod przysłowiowymi budkami z piwem. Co więcej pijemy tyle tego trunku co statystyczny Polak, a nawet często mniej (te normy ciężko utrzymać). Cały czas staramy się pogodzić ambicje własne i Naszych "połówek" (i mówię tu o Naszych partnerkach). Lepiej przebiec maraton w 3h30 czy ogarnąć ogrodzenie wokół domu? Jedno i drugie wymaga sił witalnych godnych niejednego Kowalskiego, Trenujący z ambicjami z reguły wybierają to pierwsze. Bardziej pragmatyczni i mniej "podjarani" bieganiem to drugie. Poprawnego wyboru nie ma. Nie można zjeść ciastka i je mieć. W życiu nie ma prawd jasnych i jednoznacznych. Tym bardziej na wyższym poziomie amatorskiego trenowania. Jeśli chcesz mieć osiągi biegowe musisz poświęcać czas na wysiłek fizyczny. Jeśli chcesz mieć "zdrową" rodzinę musisz z nią przebywać. Im dalej chcesz zajść tym lepsza musi być Twoja organizacja. Teoretycznie wszyscy to wiedzą...tylko pytanie dlaczego aż tylu staje zawsze za pacemakerem na początku maratonu...a im bliżej mety pozostają tylko nieliczni.

Rodzina i bieganie. Obowiązki a trening? Często wydaje mi się, że osiągam ten optymalny poziom. W moim przypadku dzieję się tak ze względu na moja dogodną pracę. W końcu czasem muszę poćwiczyć 2-3 godziny zawodowo, a jako instruktor (dobierający sam intensywności zajęć) to mogę zaliczyć to jako 1h30 treningu własnego. Jak Wy to robicie jako amatorzy (i co zawsze podkreślam na swoich zajęciach - prawdziwi bohaterzy)? Jak można ogarnąć 8 h pracy i późniejszy trening?! Na pewno można, bo jakoś w tych okolicznościach funkcjonujecie. Dobrą organizacją i wyrozumiałą rodziną. Mimo wszystko każdej "okazji" nie odpuścisz a jako normalny człowiek chcesz czasem żyć jak przeciętniak. Pytanie czy My nie za często wymagamy od siebie za dużo czy może zbyt często tym okazjom odmawiamy. Nie bardzo jestem mistrzem w takich dysputach. Wiem jedno najwięcej efektów to najwięcej wyrzeczeń.

Jeśli trening przychodzi Ci łatwo i co więcej niekoniecznie czujesz, żebyś musiał z czegoś rezygnować to albo jesteś na początku biegowego treningu albo najzwyczajniej w świecie nie potrzebujesz tej "adrenaliny własnych rekordów". W doskonalącym treningu nie może być zbyt łatwo. Nie może też obyć się bez sprzeczek z żoną (a to sukienka córki zbyt różowa, a to śniadanie słabe), obrażeń dziecka ("a miałeś to zrobić, tato") i zapominalstwa. Pewnych progów nie można osiągnąć bez wspólnych kompromisów. Moja żona od samego początku zna moje cele. Co więcej od samego początku wie  ile wyrzeczeń to będzie kosztowało. Podtrzymanie mojego samopoczucia wiąże się z realizacją planu (ale egoistycznie zabrzmiało?!). Podtrzymanie radości rodziny wiąże się na ostatnich włoskach Naszej (mojej?) organizacji.

I niech mi nie mówi ktokolwiek,  że wszystko zależy od Nas. Wszystko zależy od Naszych rodzin i ich poziomu empatii. Potem dopiero od Nas. Jeśli chcesz być perfekcyjny i wiesz jak to zrobić to zdradź mi ten sekret. Będę pierwszym, który chcę tego posłuchać. Sam dziś spóźniony przez własne "widzimisię" chciałbym czerpać od tego mędrca. Bo gdzie tu między treningami, obowiązkami rodzinnymi, datami świąt włożyć lekkie odprężające impresje alkoholowe czy nocne rozmowy do świtu? No gdzie? Wyrzeczenia!!! No pewnie...stałe, częste, odwieczne. ;-D Tylko jakby tu zrobić by nie cierpiały osoby obok a wyniki "rosły"...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.