42.Dębno i walczymy dalej...

No i cóż...Dębno, Dębno i po Dębnie. Fajnie było. Troszkę się pomęczyło i trzeba jechać z treningiem dalej. Czyli po fajnym i znanym czas na nieznane - debiut triatlonowy. Boję się strasznie, choć tak samo u mnie z ciekawością. Zatem zapowiadają się intrygujące dwa miesiące (jeśli żona mnie z domu nie wygoni...). Zanim ten chaos wypowiedzi ubiorę w słowa palmę pierszeństwa trzeba oddać króciutkiej relacji z Dębna.

Wyjazd do Dębna z Brodnicy zapowiadał się jak wyprawa. Tak też było. 380 kmów jazdy (po drodze podwózka znajomego do Poznania na "połówkę") nie minęło szybko. To też zdziwił mnie taki niesamowity wynik przygotowywanego przeze mnie Jacka. Planowane 3h25 zamieniło się w 3h14:14. Brawo...choć paradoksalnie wszystko wydarzyło się po małym przypadku, bo niby miałem go prowadzić, ale ten zaczął szybciej i znaleziony dopiero przed połówką dystansu "musiał" sam wypić nawarzone przez siebie piwo. Wypił je, jak widać ze smakiem, choć muszę przyznać, że gdy go mijałem (tempo na 3h12) nie wierzyłem w pozytywne zakończenie. Gdybym pacemakerował...na pewno nie nabiegałby tego co nabiegał. Ehhh...to bieganie. 


Przypadek ten pozwolił mi także sprawdzić swoje możliwości. Znudzony szukaniem kolegi przez 6 pierwszych kilometrów trasy (w okolicach tempa na 3h20-3h32) postanowiłęm lekko się zmęczyć. Po co jechać kilka godzin by pobiec taki nudny bieg? Ciekawy byłem czy nadrobię stracony czas i na ile zbliżę się do 3h. Z tempa 4:40-5/km na początku zszedłem do 4:30, by po kilku kilometrach jeszcze przyspieszyć powielając wielokrotnie 4:10. Po pierwszej dyszce miałem straty 5,5 minuty do tempa na 3h. Dogonienie wydawało się niemożliwe. Na połówce było to samo (wg oficjalnych wyników), choć cały czas szarpałem 4:10-4:15/km . Niestety od 27km moje nogi zaczęły męczyć się tym 4:10 i skurczowe kulszowo - goleniowe zmusiły mnie do odpuszczenia gonitwy. Oczywiście wykorzystując dobrze wybieganą bazę i doświadczenie próbowałem wrócić do gry. Jednak mięśnie nie dawały za wygraną. Bieg po 4;20-4:30 praktycznie bez jakiegoś przyspieszonego oddechu nie pozwalał się im zregenerować. W ten sposób dobiegłem do 38ki i dopiero bardziej przyspieszyłem na 4:10. Ukończone 3h08 zważywszy na okoliczności (sporo chaosu tempowego do 6 km, brak przygotowania mentalnego, bieg w wymęczonych i ciężkich butach startowo - trenngowych, tydzień codziennych treningów z mocnym 2hspinningowym czwartkiem, przybranie 3kg) można uznać za sukces. Mimo wszystko był to względnie spokojny bieg. Praktycznie wydolnościowo w ogóle się nie zmęczyłem. Widoczny za to był brak treningów tempowych - nogi nie dały rady utrzymać wysokiego tempa (odpadły mięśnie które zajeżdżam na spinningu...ten czwartek). Gdyby pewnie lepiej ułożyć głowę i cały poprzedni tydzień, zabrać startówki oraz równiej rozpocząć bieg te 3h05 spokojnie było w zasięgu. Tak jest spokojne 3h08. Całkiem nieźle, jak na ten etap treningu. Niestety skończonego, bo Volvo Triathlon Brodnica coraz bliżej.

I tu treningowo cudów nie zrobię. Muszę mocno zastanowić się nad treningiem i czego mi konkretnie trzeba by te 5h złamać. Na całe szczęście szybkie bieganie niekoniecznie może być potrzebne (pół maratonu kolano dawało o sobie znać). Teoretycznie trzeba dorobić pływanie i rower na zewnątrz. Pobawić się w treningi łączone. Póki co najpierw wypoczynek, a jego plan będzie wyglądał tak:

pon
wtśrczwpt. sobndz
15'biegu+30 min spinning luz
bieg 15' przed i po, 2x45'
spinning
rano:80' bieg
wieczór:indoor 45'
bieg 15' przed i po,
45'
spinning
 2
x45'spinning
bieg 120'

45' basen

Oczywiście spinningi nie wyżej niż 80%, bieganie niżej 150ud./min. Fajnie byłoby dołożyć drugi basen (może w czwartek rano) i jakąś spokojną łączoną jazdę w sobotę, ale to jeszcze się zobaczy. Skoro jeszcze o tej porze nie śpię to znaczy, że regeneracja organizmu mimo maratonu przebiega względnie sprawnie ;-)

Wsparcie treningowe:



 

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.