Żele energetyczne TORQ (cz. III)

Po poprzednich częściach opisujących kompletne systemy TORQ wreszcie przyszedł czas na test (frapujacych smakowo) żeli. Produktu niezmiernie ważnego w tym momencie sezonu, bo przecież użytecznego w trakcie naszych walk o życiówki. W tym przypadku może uda mi się zmieścić na jednej stronie (ostatnio testowe rozprawki piszę...) – w końcu żele to suplement znacznie prostszy w obsłudze. Mimo wszystko trzeba zaznaczyć, że jest on częścią składową „systemu energii” TORQ i zdecydowanie owy tekst proponuję poszerzyć o przeczytanie cz. I (link na samym dole). Pozwoli to lepiej wykorzystać potencjał produktu.



Żele energetyczne TORQ występują w ośmiu opcjach smakowych: banan z toffi, owoce leśne, szarlotka, malina, pomarańczowo – bananowy, rabarbar, jogurtowo – truskawkowy i jogurtowo – wiśniowy. Dwa pierwsze smaki połączone są z ostatnio popularną guaraną. Do mojej dyspozycji miałem siedem smaków (oprócz pomarańczowo – bananowego). Tak, jak w przypadku TORQ Energy czy TORQ Recovery estetyka opakowania, moim subiektywnym zdaniem, pozostawia z tyłu większość suplementów. Bardzo wysoka jest też jego jakość. Ergonomiczny chwyt pozwalający praktycznie bez kłopotu biec z żelem w dłoni kilkanaście kilometrów (w 42.Dębno Maratonie biegłem do 30km i nie powiem, żeby jakoś strasznie mi przeszkadzał). Z ciekawości także sprawdziłem jego trwałość. Skończyło się to ochlapaną szafką po wskoczeniu centralnie na opakowanie :-) Mimo wszystko próba zgniecenia dłonią a nawet stanięcia jednonóż całym ciężarem ciała zaskoczyła mnie (a w końcu jestem 85-kilogramowym atletycznym masażystą, - fitnessowcem). 45 gramowy produkt te łatwiejsze próby zniósł bez zarzutu.

Każdy żel składa się głównie z maltodekstryny (43%), wody, fruktozy (21%), elektrolitów (chlorek sodu i potasu, mleczan wapnia oraz węglan magnezu), kwasu cytrynowego, naturalnego aromatu (zależny od smaku) i konserwantu (sorbinian potasu). Daje to nam 114 kkal na opakowanie, z czego wszystko stanowią węglowodany a tylko 9,6 g cukier. Elektrolity na 45-gramową porcję to 85,5 mg chloru, 50 mg sodu, 11,5 mg potasu, 4,5 mg wapnia i 1 mg magnezu. Kaloryczność produktu jest porównywalna z innymi tego typu. Warto zauważyć, że do słodzenia nie użyto syropu glukozowo – fruktozowego a do konserwowania benzoesanu sodu (co wbrew pozorom zdarza się często). Żel zawiera także 5 głównych mikroskładników (nie znalazłem podobnego innego na rynku), choć w wariancie słabszej przyswajalności (patrz np. węglan magnezu). Węglowodanami funkcyjnymi są tylko maltodekstryna (polimer złożony z glukozy o niższej od niej osmolalności w jelitach) i fruktoza (cukier owocowy o niskim indeksie glikemicznym) występujące w chwalonej przez producenta proporcji 2:1 pozwalającej wielokanałowo wchłonąć do 90 g węglowodanów na godzinę (więcej o tym w cz. I). Nie ma tu izomaltozy, trehalozy czy amylopektyn – monomerów glukozy i fruktozy z wielokrotnymi wiązaniami – sztucznie „podrasowującymi” skład swoimi specjalistycznymi nazwami. Co do zawartości kofeiny (producent podkreśla naturalność ekstraktu z guarany) jest ona najwyższa z dostępnych na rynku - 89 mg kofeiny w porównaniu z 50 mg standardowymi dawkami. Oczywiście dalej można by marudzić o braku innych substancji funkcyjnych jak ryboza czy aminokwasy rozgałęzione, jednak pytanie po co one w prostym w obsłudze „doładowaniu” potrzebnym już zaraz (te przyspieszające regenerację substancje potrzebne są głównie po wysiłku a brak jasnych przesłanek by BCAA polepszały osiągi ad hoc, w przypadku rybozy jednoznacznie to wykluczono).

Żele TORQ testowałem trzykrotnie; pierwszy raz na maratonie spinningowym, drugi na 42.Dębno Maraton, a trzeci na...podłodze i szafce w mieszkaniu (patrz wyżej). W pierwszym przypadku zużyłem 3 sztuki, w drugim 4 (na każdym 1 szt. z guaraną). Co ciekawe, zawsze mocno pragmatyczny i nieufny, tym razem z łatwością zaryzykowałem pierwsze biegowe użycie dopiero bezpośrednio na starcie (co prawda „ważności B”, ale jednak). Oczywiście wszystko dzięki wcześniejszym doskonałym doświadczeniom na maratonie (patrz wyżej) i zajęciach spinningowych (systematycznie korzystam z TORQ Energy). Tak, jak we wcześniej użytych produktach, w każdej okoliczności testowej żele nie przeszkadzały mojemu żołądkowi. Przemknęły przez niego wręcz niezauważone pozostawiając całkiem sporą dozę energii. Jestem zawodnikiem bardzo fajnie reagującym na wszelkie punkty odżywcze. Po minięciu takowego zawsze kolejne 2-3 km biegnie mi się o wiele łatwiej (reakcja fizjologiczna czy psychologiczna???). W momencie spożycia żelu taka sytuacja także miała miejsce na biegu. I to pomiędzy dwoma punktami. Ciekawe reakcje zanotowałem również podczas kumulacji użycia dwóch żeli na maratonie spinningowym. Zjedzone w momencie 2h20 i 2h45 (tu z guaraną) praktycznie z problematycznych 155 ud./min z lekkim dołem fizjologicznym (rowerowy problem z mm. kulszowo-goleniowymi) byłem w stanie pojechać całe 40 min na poziomie 170 ud/min (nie bez znaczenia może być fakt prowadzenia tej ostatniej godziny i świadomości końca maratonu). Wtedy TORQ ponownie zrobił na mnie ogromne wrażenie. By nie idealizować produktu dodam, że na (nie tak planowanym) 42.Dębno Maratonie te trzy żele nie ochroniły mnie przed reakcjami przedskurczowymi. Choć tu by być szczerym - problemem było przede wszystkim nieprzygotowanie treningowe do takich chaotycznych temp biegu.

Smakowo żele były ogromną zagadką. W końcu jak można sobie wyobrazić smak rabarbarowy czy jogurtowo – wiśniowy?! Omijając subiektywne odczucie gustu (dla mnie najlepszy jogurtowo – wiśniowy i malina!) smak każdego żelu był mocno żywy i nie kojarzę żadnego mdłego, słodkawego odczucia. Nie wszystkie żele chce się zjadać do końca. Tu koniecznie musiałem wycisnąć do końca. Ba nawet żałowałem, że końcowa cząstka pożywnej substancji zostanie w środku (wszystkiego nie wyciśniesz). Zgodnie z zapewnieniami producenta – napicie się wody po spożyciu było zbędne, a to rzecz konieczna jeśli chce się być w topie tego segmentu na rynku. Tradycyjnie czepiając się i szukając dziury w całym lekko powiększyłbym otwór po „zrywającym” otwarciu opakowania. Wyciskanie (do końca :-) w trakcie aktywności byłoby łatwiejsze.


Brytyjska marka po raz kolejny swoim produktem pokazuje szacunek dla sportowców używających jej produktów. Żele zdecydowanie polecam każdemu. Niekoniecznie tylko ze względu na prostotę użytkowania (patrz cz. I), unikalne (choć coraz częstsze) użycie formuły maltodekstryna-fruktoza czy sporządzenie na bazie naturalnych składników (z tym na rynku już mniej konkurentów). Sporą różnicę robią fajnie wyważone „niezasładzające” oryginalne smaki. Ja już swoje wybrałem..ehh ta black cherry.


Sugerowana cz. I o "systemie energii" tutaj...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.