Trening (biegowy), damska torebka i osiągi...


Jako amator w tym biegowym kolorowym peletonie tkwię już od 9 lat (debiut maratoński podczas 7.Poznań Maratonu w 2006 r.). Nie należę do zawodników startujących bardzo często. Zdecydowanie uwielbiam trenować gdzieś tam w cieniu i potem wyskakiwać z formą raz na jakiś czas, stąd też zawody rzadko kiedy traktuję jako formę przygotowań. Nawet nie bałbym się stwierdzenia, że metoda startowa jest mi bardzo obca. Treningowo od 3 lat nie mam sobie dużo do zarzucenia, choć jakąś alfą i omegą teorii i metodyki treningu nie jestem.  Za to obserwując plany treningowe wielu amatorów coraz częściej porównałbym je do damskich torebek.


Damska torebka, przedmiot słynny z racji swej jednoznacznej symboliki. Chaos, brak organizacji to te słowa z reguły mogą się z nią kojarzyć. Ja traktowałem to ze sporym przymrużeniem oka. Do czasu...

Moja żona pięknie wpasowuje się w schemat ciuchowego bałaganiarza. Słynne krzesło w sypialni rzadko kiedy nie jest obwieszone ubraniami. Z drugiej strony nad schematem logistycznego ułożenia garnków, talerzy czy filiżanek w kuchni myślała długo. Musiał on być idealny... Stąd też poziom ogarnięcia jej torebki oceniałem mniej więcej po środku - chaos, ale jednak względnie opanowany. Pewnego razu musiałem tam zajrzeć...

Od razu pożałowałem...walające się poza kieszonkami przedmioty nazwijmy to "damskiego użytku codziennego", zużyte papierki po batonach czy pusta butelka po napoju, klucze od domu, jakaś kredka (pamiętam jak kilka miesięcy wcześniej córka kolorowała coś w odwiedzonej knajpce) -  chaos wypełniał torebkę po brzegi. Przestałem od razu szukać tego czego szukałem... 

Od jakiegoś czasu coraz częściej za to zaglądam w plany przeróżnych biegaczy amatorów czy  mniej lub bardziej zaawansowanych klientów mojego klubu fitness. Nie mogę się nadziwić ile tam kombinowania, ile środków treningowych, ile przeróżnych fizjologicznych galimatiasów. Słowem, jak w damskiej torebce. Pełno chaosu, wiecznych obietnic lepszego wyglądu i chęci podszytych trikami przyspieszającymi osiągane efekty. 

Po co spokojnie wdrażać się w trening sportowy, jak od razu można przejść do 5 treningów tygodniowo (...lepsze pięć paczek napoczętych chusteczek niż jedna-dwie...). Po co robić bazę biegając wolniej i bezpieczniej, jak można biegać szybciej omijając teorię (...lepsze użytkowanie na szybko niż przejrzenie co jakiś czas zawartości, na to nie ma czasu...). A w ogóle przecież amatorzy biegają wolno, przecież w trakcie tętna 75% to w ogóle prawie zmęczenia nie ma (...a ja przeglądam torebkę co jakiś czas tyle, że ona jakoś sama szybko się napełnia...). Ćwiczę po 3 godziny dziennie od dobrych dwóch miesięcy i jeszcze nie schudłam w ciągu ostatnich dwóch tygodni (...regularnie przeglądam zawartość i wyrzucam niechciane elementy, kupuję większą torebkę...a chaos ten sam...). W ten sposób można by pisać jeszcze długo. Poczynionych torebkowo - treningowych błędów jest mnóstwo. Rzadko kto ich uniknie...ba nawet jest to niemożliwe...tylko po co zarzucać się chaosem używania wszystkiego co jest nam polecane. W danym momencie rzadko kiedy musimy skorzystać ze większości środków (...ale przecież to się może przydać...)

Kiedy pomagam komuś treningowo najtrudniejszym etapem zawsze jest wyczyszczenie całej zawartości i stopniowe dodawanie poszczególnych elementów. Przecież "biegacz z poziomu 3h20" (torebka dobrej średniej klasy?) ma kilometrówki, podbiegi, wybiegania, ciągłe na poziomie 4:10/km plus to normalne bieganie itd. "Ja mam zacząć od zwykłego truchtania, czasem dołożyć 80-metrowy dynamiczny bieg i w niedzielę pobiec odrobinę dłużej. I to jeszcze tak wolno?!" Zapewne każdy początkujący torebkowicz w ten sposób myśli. "Przecież Ty biegasz po 4min/km na dychę...i na pewno nie zrobiłeś tego samym szuraniem po polnych drogach." 

Pewnie, że nie. Najpierw wyczyściłem niepotrzebne przedmioty z zawartości mojego planu. Po czym powoli dodawałem to co akurat potrzebne było w danym czasie. Zdziwiłbyś się przy jakich środkach  treningowych złamałem 3h w maratonie i jaki kilometraż miałem. 

Bo bieganie to prosty sport (przynajmniej na początku). Tu nie liczy się zawartość torebki i posiadanie mnóstwa gadżetów w środku. Prostota, funkcjonalność i względna estetyka. A po jaką cholerę te kobiety ciągle narzekają na to, że nie mogą nigdy niczego znaleźć...


2 komentarze:

  1. Fajny artykuł 😊porównanie świetne .....czytałam z uśmiechem na twarzy 😊😊😊😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh...rzeczywiście śmieszne porównanie. Jednak to często sama prawda. Warto poukładać taki nieporządek. Wtedy wszystko łatwiej znaleźć ;-)

      Usuń

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.