Volvo Triathlon tuż, tuż...czyli co robię 50 dni przed by mniej bolało

brodnica.miasto.biz
Gdyby ktoś w czerwcu zeszłego roku powiedział, że wystartuję w Volvo Triathlon Series Brodnica w 2015 roku nie uwierzyłbym mu. Przecież to ledwie 11 miesięcy temu oklaskując Naszych lokalnych bohaterów przez głowę nie przepuszczałem myśli o tegorocznym starcie. Swoją drogą wtedy spotkałem paru znajomych którzy z niedowierzaniem dopytywali dlaczego nie startowałem. I jakże takich słowom nie dać mocy?! Może to właśnie one przekonały mnie, że warto przyłożyć się mocniej i już sięgać tam gdzie zamierzałem w dalekiej przyszłości. Że warto poczuć tą lekką obawę, niepokój przedstartowy i totalny brak doświadczenia. Że nie warto baczyć na takie przeciwności jak brak sprzętu. Podczas spełniania marzeń takie drobne niedogodności tracą na znaczeniu. W końcu spójrzmy na historię D. Hoyta i jego syna. Spójrzmy na historię mojej koleżanki z pracy J. Wodeckiej (brąz na MP w Fitness Sylwetkowym i w tym tygodniu ME w Santa Susanna). Sięgajmy tam gdzie sięgają nasze marzenia. Boleć i tak będzie...a wsparcie zawsze się znajdzie (dzięki moim partnerom, rodzinie i tym najbliższym Moim Dziewczynom, które musza znosić moje nieobecności...)


Sięganie po marzenia to brak oglądania się na wszystkie problemy z ich realizacją wokół. To pozytywny egocentryzm, który tak bucha przez Ciebie, że wszelkie niejasności rozwiązujesz zawsze jednym - ciężką pracą. To uczucie kiedy kończysz niechętnie robiony trening z pewnością, że przybliżyłeś się do mety czy megaeuforia po kilkugodzinnym treningu z objawami fatamorgany finiszu i łzami w oczach. Może też dlatego tak bardzo mi się chce i nawet na sekundę nie pomyślałem o tym, żeby odpuścić. Tym bardziej jak można zmarnować taką szansę kiedy Twoi współpartnerzy wspomagają Cię w zdobyciu wysokiej klasy sprzętu (dzięki, dzięki, dzięki!!!  Stolkar). Tak po prostu. By te ulotne marzenie zamienić najpierw w litry potu a potem, mam nadzieję, w udany start w swoim przepięknym rodzinnym mieście. Bajka...

Dlatego też ten najbliższy okres postaram się przepracować sumiennie by "mam nadzieję" zamieniło się w "4h58". Co prawda pojęcia nie mam jak na te trzy dyscypliny, może podczas upalnego czerwca, zareaguje mój organizm? Jednak już treningi łączone pokazują, że nie powinno być tak źle. Spory trening objętościowy od lutego przyjął się i łączenia wychodzą całkiem dobrze. Ba nawet po pierwszych tego typu treningach myślałem, że będzie gorzej. Pływanie z bieganiem...po 20 minutach dochodzę do siebie. Pływanie z rowerem...kilkukilometrówka po nie pokazuje żądnych problemów. Rower z bieganiem...miękki nogi po 70tce dają znać o sobie. Mimo wszystko pamiętajmy, że obecnie jestem w fazie sporych obciążeń, a te na taperingu zjadą i będzie lepiej. W końcu co można by jeszcze wcisnąć (spójrz poniżej) między obowiązki rodzinne i domowe oraz klientów. Dużo się nie da (a będę musiał coś wymyślić...spójrz jeszcze niżej).

Tak to wyglądało w poprzednich dwóch tygodniach:

pon
wt
śr
czw
pt. 
sob
ndz
45' basen
dojazd przed i po, 2x45'
spinning
basen+70' biegu
dojazd przed i po 2x45'
spinning
 spinning
rower
135'+15'bieg

45' basen

Tak ma wyglądać w najbliższych tygodniach do początku czerwca:

pon
wt
śr
czw
pt. 
sob
ndz
45' basen
+
45'spinning
15'dojazd
+
45'spinning
+
45' bieg i dojazd
45'basen
+
90' biegu
+
wieczór: 45'spinn
15'dojazd
+
2x45'spinning
+
 dojazd
45'spinning
+
45' bieg
rower 120-150'
+30' biegu

45' basen

Na początku ten pierwszy plan wydawał mi się nierealny. Po kilku tygodniach (gdzieś początek kwietnia) wydawało mi się, że wszedłem na poziom zawodowstwa. Ciągłe zmęczenie, niedosypianie i nieogarnianie wielu obowiązków pozatreningowych. Teraz, o dziwo, ta wersja podrasowana (ta pierwsza powyżej) jako tako daje się znieść. Kulminacja przychodzi w środę rano (bo to prawdziwy poranny trening o 6.45), w piątek dochodzę do siebie, dobijam się w sobotę i w niedzielę po basenie muszę się przespać, bo już na oczu nie mogę patrzeć. Wcześniej musiałem robić dzień przerwy na dwa tygodnie mezocyklu. Teraz przerwa między niedzielą rano (basen) a poniedziałkiem wieczór (basen) pozwala względnie wypocząć. Dziś w sumie potwierdziło się to, bo pływało się wprost cudownie. Po pierwszym (poprzednim) trzybasenowym tygodniu czułem się jak ścierka w wodzie. Dziś totalny luz. Zresztą wtedy było to dzień po pierwszej "70tce" na mojej carbonowej strzale (zmęczyłem się, ale też myślałem, że będzie gorzej).

Zatem nie było innej opcji jak brać więcej. Nie ma co się bać, gdyż jest to trening różnorodny a jako dobrze ogólnorozwojowo przygotowany (bardzo dużo pracy podczas trzech ostatnich okresów przygotowawczych) mogę sobie na takie tyranie pozwolić. Co więcej zwróćcie uwagę, że mocniejsze tempowo treningi będę stosował we wtorek czy piątek (biegowe ciągłe albo BNP). Pozostałe to tylko tętno tlenowe. 

Bardzo ciekaw jestem jak ten wyimagowany plan się przyjmie. Niestety nie stać mnie czasowo na komfort dwóch treningów dziennie dlatego tez muszę je łączyć. Swoją drogą dla wcześniej tak niebodźcowanego organizmu powinno to wystarczyć. Czy na te 4h58 to nie wiem. Wiem, że siła marzeń jest ogromna i nawet jak nie będzie mocy fizycznej to głowa to dopcha do końca...


Wsparcie treningowe:



 

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.