Najkrótsze 5 h w życiu, czyli co się działo podczas Volvo Triathlon Series w Brodnicy


Czas osiągnięty to  prawie 5h...5h01:18. Jako debiut triathlonowy w ogóle rzecz zapewne nieczęsta (pomogły zapewne własne kąty). By otrzeć się o granicę 5 h na dystansie 1/2 IM trzeba walczyć zażarcie. Tym bardziej jest to takie fajne. I to już w pierwszym starcie. Mimo wszystko ja nie o tym. Bo w końcu czym byłby sport opierany na samych liczbach. (Matematyką gdzieś tam z ludźmi w tle?) Ja bardziej chciałem opisać zagięcie mojej czasoprzestrzeni. Przy okazji napomknąć co nieco o Volvo Triathlon Series Brodnica jako zawodach, emocjach i pięknie tej dopiero co poznawanej dyscypliny. .


Jakim cudem bite pięć godzin wysiłku może stanowić tak krótką chwilę? Jakim cudem przez pierwsze 4 h wysiłku można tak mało ogarniać? Powiem Wam szczerze, że przez pływanie, rower i pierwsze 3 kmy biegu myśli w moim mózgu płynęły tak wolno, że totalnie zanegowałbym "Myślę, więc jestem". Najpierw szpaler czarnopiankowców w dwumetrowej 50 m alei na plaży, potem dwie czerwone boje i cztery rzędy ponad 140 zawodników na linii startu. Dźwięk sygnału i...kocioł. O triathlonowej pralce słyszałem co nieco. W życiu jednak nie mógłbym sobie wyobrazić jak to się ma do rzeczywistości. Nawet teraz w momencie pisania nie jestem w stanie odtworzyć w głowie tych machających z każdej strony pięt i ramion. Planowane 38 minut zrealizowałem, ale przepłynięte w ciągłym stanie skupienia (może oprócz 200 m) wbiły mnie na zupełnie inny poziom świadomości. Wychodząc z wody, i o dziwo całkiem zgrabnie radząc sobie z dziewiczym rozpięciem pianki do połowy, widziałem już tylko znajome twarze żony i kolegów. Dążenie do jak najszybszej pierwszej zmiany na rower pozwoliło mi wyglądać jako tako, choć przez ułamek sekundy niczym za zaczarowanym spojrzeniem oczu drugiej połowy pozwoliłem sobie na grymas zmęczenia. Zadziwiające co się pamięta w takich momentach...



Potem wbieg do strefy zmian i ...minięcie roweru, szybki powrót i jak najszybsze zrzucanie pianki (do tej pory nie wiem czy usiadłem czy na stojąco?!), ubranie koszulki startowej (logo sponsorów), butów, kasku i okularów. 2:07 i jazda! Rekordowe wciągnięcie żelu miało stanowić preludium wyćwiczonej jazdy na rowerze. Mnóstwo godzin spinningu okraszone 300 kilometrami rzeczywistymi na pierwszej 22,5 km pętli w zupełności starczyło by to potwierdzić. Dalej z powodu lekko skurczowych prawych kulszowo - goleniowych musiałem odpuścić i ze średniej ok 33km/h spadłem na 31,3 na 70 km. Wtedy już względnie szczęśliwy, bo utwierdzony faktem, że została pętla do sięgnięcia stopami ziemi, mogłem wrócić do szybszego tempa. Oczywiście w międzyczasie przeżyłem dwa deszcze (padało na mnie a ja tego nie czułem, jak we śnie...), trzy nawroty rodem z żużla, latający w krzaki bidon i wyrastającego niczym z ziemi pracownika obsługi przed linią strefy zmian. 2h53 i wreszcie ziemia.


Druga zmiana miała być tą łatwiejszą. Rozpoczęła się od próby biegu. Chyba żaden rower nie był nigdy tak narowisty. Musiałem ogarnąć go oburącz. Udało się dosyć dobrze, bo tym razem bez problemu trafiłem pod 90tkę. Kask poleciał na ziemię, czapka na głowę, "hitogamki" na stopy i numer startowy wrócił na przód pasa. Niby pewnie i szybko - 1:11 - ale matrix dalej miał mnie we władaniu - ciało biegło samo, ja tylko patrzyłem na to z góry. Kolejny tunel aerodynamiczny, szpaler ludzi i znajome twarze, odmowne mruknięcie na proponowany przez pomocnika (dzięki Rafał C.!!!) bidon, znikający w oddali głos żony i znowu zostałem w matriksie trasy biegowej. Choć już powoli zacząłem się z niego uwalniać...

Nie było łatwo, bo najpierw na odcinku treningowo męczonym wcześniej (w tym piaskowa 100 m góreczka) osiągałem myślę niecałą "czwórkę" tempa. Tym bardziej niesiony dopingiem rodziny i jej strefy kibica (podobno wielu popiło łyczek chłodnego piwa ;-). Wreszcie na 3 km oprzytomniałem na górce asfaltowej przy GPSowskim 4:30/km i wszystko się zmieniło. Po trudniejszej pierwsze połówce pętli i nawrocie oprzytomniałem. Jak w transie i nie wierząc pomiarom GPSa trzymałem tempo 4:05-4:10/km. Później zmniejszone do 4:15. Druga pętla powtórzona w podobnym schemacie w tym szybszym tempie dała nieoczekiwane 1h26:57 i ogólny czas 5h01:18. Czas, który o dziwo nie wypompował mnie jak to w debiutanckim maratonie (gdzie nawet włosy mnie bolały plus ten strzał przez cały kręgosłup przy podnoszeniu się z kucków). Czas, który bardziej zmęczył mnie psychicznie i selekcyjnie mięśniowo (niewydarzone prawe przyśrodkowe kulszowo - goleniowe). Czas, który mimo lekko negatywnego wywiadu udzielonego Pawłowi Bondarukowi na mecie, ucieszył mnie mocno. Niby te 1:18... Lepsza pierwsza zmiana plus parę "dziabnięć" pedałem i 5h było w zasięgu. Co z tego. Będzie co robić za rok...



A impreza Volvo Triathlon Series Brodnica??? Przede wszystkim niezapomniana. Po pierwsze spełnienie marzeń. By w wieku 30 lat zrealizować ich już tak wiele...niesamowite. To kolejne cenne wykonane na swoim terenie wśród swoich bliskich. Po drugie perfekcyjnie zorganizowana. Wszystkie nieplanowe akcje (np. pęknięta na 1/4 IM kierownica) "posprzątane" były od razu. Biuro, obsługa, bezpieczeństwo, zarządzanie bez zarzutu. Mimo trudnej trasy biegowej zabawa była przednia. Techniczna trasa rowerowa dała popalić tym bardziej wymagającym. Po trzecie doświadczenie tu nabyte i obserwacje poczynione wystarczyłyby na napisanie wielu postów. Strefa Kibica (należało się z dużej litery) na Wieniawskiego - bajeczna. Latający i wiedzący wszystko Rafał C. (wcześniej wymieniony pomocnik). Te kibicowskie twarze (w tym mojej żony) widziane od strony wyścigu. Ten kto nie startował w triathlonie nie wie jakie znaczenie może mieć słabo wyregulowane wpięcie pedałów czy nie przygotowana do założenia skarpetka. 

Ja natomiast wiem jedno...smutno mi, bo nie spełniłem obietnicy finiszu z córką (o dziwo jakoś to zniosła). Bo ogólnie jakoś słabo finiszowałem jak na miejscowego. Bo dowiedziałem się o słabości swojej jazdy rowerem. A że nie złamałem 5h? A wcale...przecież w końcu zagiąłem czasoprzestrzeń.




 P. S.

Brodniczaki, którzy brali udział w tym weekendzie triathlonowym (i mają do odebrania darmowe karnety w Seven - taka mała niespodzianka od autora strony ;-)

1/8 IM

26.  Śliwiński Artur    MUKL/NEO-SYSTEM    1h16:40
73.  Rżeński Robert    Tańczący z wilkami          1h29:22
101. Śliwińska Anna  MUKL B-ca                      1h38:09
117. Sikorski Marcin                                            1h43:19

1/4 IM

58. Śliwiński Artur       MUKL/NEO-SYSTEM   2h28:19
68. Barański Grzegorz Masters Brodnica             2h29:52
149. Kostański Adam    CBR                                2h39:19
208. Wierciński Artur   Doktorunci                      2h47:00
229. Kwiatkowski Grzegorz                                 2h51:14
304. Wójcik Tomasz                                             3h04:56
334. Knorps-Sobiechowska Bożena                     3h18:13
351. Kopaczewski Łukasz                                    3h45:33

1/2 IM

12. Sobiechowski Piotr   MUKL Brodnica          4h42:53
36. Murawski Łukasz                                           5h01:18
89. Gerka Jacek           Klub Orła Bielika            5h33:41
100. Sobiecki Robert                                           5h41:24
112. Kostański Adam   CBR                               5h54:02
125.Białkowski Adam  VISOTEC                      6h11:02
128.Sonakowski Marian                                      6h12:42

Sobiechowski Andrzej                DNF        

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.