Spodenki Mizuno DryLite Core Mid


Ciągłą współpraca z marką Mizuno zaowocowała kolejnym produktem do wypróbowania – krótkimi obcisłymi spodenkami (popularnie zwanymi leginsami) DryLite Core Mid. Test był o tyle istotny, że poprzedzał mój późniejszy start docelowy pierwszej części sezonu w Volvo Triathlon Series w Brodnicy. Byle czego więc na tak istotny debiut założyć nie mogłem. Tym bardziej, że w tej dolnej części garderoby miałbym spędzić ok. 5h i to podczas trzech różnych dyscyplin. Trzeba było najpierw wszystko sprawdzić...



Spodenki Mizuno DryLite Core Mid, jak to odzież sportowa wierzchnia, ładnie złożone w ćwiarteczkę zapakowane były w worek foliowy z logo z włożonym między warstwami materiału śliskim papierem. W tego typu osprzęcie dla nas użytkowników jest to mało istotne, w końcu tu przede wszystkim liczy się jakość wyrobu na co dzień. Zresztą na sklepowych półkach widzimy tylko ułożone lub wiszące swobodnie produkty a dopiero dalej mamy ten pierwszy kluczowy dla nas kontakt. Mój zrealizowałem od razu rozdzierając opakowanie błyskawicznie ;-)


Dostępna wersja kolorystyczna w moim przypadku zawierała się w głównym czarnym podszytym na obu bokach spodenek limonkowo zielonym szwem (nazwa koloru z etykiety – ja bym tego nie wymyślił ;-) Z szybkiego przejrzenia sieci widziałem także wersje całe czarne i czarne ze szwem pomarańczowym. Dodatkowe czarne ściegi ciągnęły się również przez środek leginsów (oś długa ciała), łukowato nad pośladkami i ograniczając kieszonkę na wysokości kości krzyżowej. Dosyć ciekawe ułożenie na ciele musiał gwarantować ten łukowaty – pośladkowy. Wyjaśniając i odbębniając marketingowe slogany szwy robione mizunowską technologią BlindStitch podobno miały być płaskie i zapewniać komfort. Ja mówiąc szczerze obawiałem się tego przebiegającego przez krocze. Czteronitkowy (zapewne trwały) ścieg był wyczuwalny palcami, co przy ilości wielu poczynionych kroków biegowych (i specyficznej budowie anatomicznej moich ud) mogło czynić różnicę. O dziwo przy pierwszym założeniu było ok. Co więcej rzeczywiście czuć było dopasowanie do anatomii ciała i przyjemną swobodę ruchów, także polecane przez producenta (DynamotionFit). Specyficznie skrojony był obszar na udach – opięcie moich przesadnie umięśnionych nóg nie było ani za mocne, ani za luźne. Po prostu optymalne. Drażniło lekkie wsuwanie się nogawek na wyższy sektor (porównanie normalnych i "skróconych" nogawek w zdjęciu tytułowym). W poprzednio przymierzanych modelach stan nogawek był lekko niższy i bliższy kolanom. Materiał, mizunowski DryLite (utrzymujący suchą skórę), składał się tym razem z 94% poliestru i 6% poliuretanu. Co też było wyczuwalne w dotyku – tkanina sprawiała wrażenie sztucznej, lekko śliskawej. Dodatkowymi elementami były odblaskowe logo na połowie i boku lewego uda oraz technologiczny znak „Mizuno DryLite” z tyłu i dołu prawego uda. Całość kończyła zamykana w prawą stronę kieszonka z tyłu.


Pierwsze praktyczne testy to powtórzone dwukrotnie dwugodzinne spinningi. Leginsy, jak na warunki lejącego się potu i wszechogarniającego ciepła, dały sobie radę bardzo dobrze. Podczas początkowej jazdy na siedząco zdawało się, że śliska tkanina nie przeciwdziała obcieraniu pachwin (o co nie można by mieć pretensji, bo to model biegowy). Po korektach ułożenia spodenek i dopasowania siedziska po tej dziewiczej jeździe nie było problemu. Co ciekawe w tych bardzo wilgotnych warunkach materiał w ogóle nie chłonął wilgoci i po zajęciach nie trzeba było go wyrzynać, jak to w gorszej jakości produktów bywało. Kontynuując dalej sprawdzanie rowerowe dwie trasy 70-90 km na szosówce pokonałem bardzo komfortowo. Cały czas pedałując można było zauważyć te idealne dopasowanie do anatomii ud (choć specyficzne lekkie podwinięcie do góry) i sporą swobodę ruchu. O jakichś odparzonych udach nie było mowy. W końcu przyszedł czas na tą docelową aktywność Mizuno DryLite Core Mid – bieganie. Produkt wypróbowałem w dwóch wariantach: dłuższego biegu (75-90minut) oraz treningu łączonego (2h rower +15 minut luźnego biegu i 50min spinning+50 BNP). Dłuższy bieg w leginsach początkowo musiał być poprzedzony lekkim rozgrzaniem materiału by ten spokojnie dalej perfekcyjnie spełniał swoją funkcję. Początek i środkowy szew lekko irytował w pierwszych krokach. Po ułożeniu spodenek (te lekkie podwinięcie w górę). Taki kłopotliwy niuans mógł mieć znaczenie podczas szybszego biegu. O dziwo wcześniej godzinny spinning zrobił swoje i spodenki podczas szybkiego BNP zachowywały się bez zarzutu. Zdecydowanie w najmniejszym stopniu nie przeszkadzały w realizacji. Ba, nawet poprzez lekki ucisk gumki nogawek, stymulowały krążenie.


Skoro dalej nie zrezygnowałem z udziału w debiutanckim „półironmanie” w produkcie marki Mizuno to jednak nie może on być taki zły. Mówiąc poważnie DryLite Core Mid spisuje się więcej niż przeciętne leginsy biegowe. Spora elastyczność tkaniny, optymalny ucisk materiału tam gdzie jest to konieczne, pakowna i niewyczuwalna kieszonka tylna oraz dosyć duże refleksyjne znaczki z przodu i tyłu. A nawijanie nogawek pod górę chyba było częścią pracy i dopasowania sprzętu sprzętu do mnie (po chwili człowiek się do tego przyzwyczajał). Czego więcej trzeba by czuć się komfortowo w biegowym stroju? Ja spędziłem w nim ponad 12 godzin i spędzę kolejne pięć już niebawem. Trzymajcie kciuki...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.