Trasa wokół Trzesiecka...

pieknyszczecinek.blog.pl

Szczecinek odwiedzam co jakiś czas. Jest to rodzinna miejscowość mojej żony, cały czas mieszkają tu moi teściowie, a co więcej przez jakiś czas po studiach żony też tu mieszkałem. Miejsce niewiele różniące się od mojej rodzinnej Brodnicy. Podobna charakterystyka terenu ze sporą ilością jezior, większa ilość mieszkańców, gorsza struktura zatrudnienia, ale znacznie lepsze podejście do turystyki i infrastruktury sportu amatorskiego. Słowem całkiem fajne miejsce, w którym przez dobre 2 lata dzieliłem smutki i radości z żoną, jej rodziną, dobrymi znajomymi i, jak to złośliwie moja żona mówiła, "Moim Kochankiem". Biorąc pod uwagę te fakty nic dziwnego, że pobiegując sobie sztandarową szczecinecką trasą rowerowo - biegową wokół Jeziora Trzesiecko melancholijnie coś dziś mnie tknęło. Idealnym wydało się porównanie tych biegowych 14,5 km do tytułowej "Ławeczki" Tomka Tomczyka (jeden z najbardziej popularnych wpisów najpopularniejszego polskiego bloggera). Dla mnie bardzo idealnym...


Słynny polski post Pana, który teraz wydaje pod pseudonimem "Jason Hunt", przeczytałem podczas pochłaniania jego książki "Blogger". Pewnie w całości go tam nie było, a jeżeli tak (bo w sumie nie jestem pewien) to z góry go przepraszam jeśli gdzieś pominę czy spłycę jego znaczenie. Choć jak sam mówił i radził - to przecież My na swoim blogu jesteśmy władcami. Możemy użytkować wszystko zgodnie z prawem cytatu i regułami szacunku wobec innych. Ja takowe wobec autora żywię.

Jego tytułowa ławeczka była miejscem, gdzie wielokrotnie siadał i po prostu myślał. Była miejscem, do którego wracał czy to w chwilach zwątpienia, trudnych decyzji i problemów. Była miejscem odwiedzanym co jakiś czas. Częściej, rzadziej, co kilka miesięcy, lat. Miejscem emocjonalnym, własnym, przywłaszczonym, naznaczonym indywidualnym piętnem krążących tam myśli. 

Co by nie mówić trasa wokół Trzesiecka na pewno nie jest moja. Nie jest zagadkowa i znana tylko mnie. Ba...codziennie przemierza ją wielu piechurów, biegaczy czy rowerzystów. (Tym bardziej po stworzeniu po jej drugiej stronie kompleksu rekreacyjnego Mysia Wyspa.). Dziś nie było inaczej. Podczas dzisiejszych dwóch pętelek minąłem ich ogromne rzesze. Pewnie też niektórzy wydeptywali w niej swoją historię "pierwszego dłuższego wybiegania", "pierwszych kilku pętelek rowerem" czy "świadomego zajeżdżania organizmu". Mimo wszystko to ja, rodowity brodniczanin związany ze Szczecinkiem może z 1/10 swojego życia, przywłaszczyłem sobie ją emocjonalnie, mentalnie, psychofizycznie. I dziś, w toku dziejących się obok dziwnych, nieogarniętych dla mnie zdarzeń, sobie to uświadomiłem.

Co rusz będąc w Szczecinku, ostatnio raz, dwa razy do roku, zaliczałem ją nie jako z musu i naturalnego wyboru. Mieszkając tam wcześniej - co najmniej co drugi trening. W Brodnicy tras kluczy, do których dokładam dodatkowe elementy też mam parę. Też są zabarwione emocjami. Jednak to właśnie wokół Trzesiecka ten natłok myśli był jakby inny. Skondensowany. Bardziej głęboki. Podsumowujący. Tym bardziej kiedy pojawiałem się tu coraz rzadziej.  Jak ten czas mija? Jak zmieniają się relacje międzyludzkie, hierarchie i priorytety, sens podejmowania pewnych decyzji oraz ich celowość? Jak zmieniamy się my i dlaczego tego nie czujemy? Jak obserwacje i czujność wobec samego siebie jak i innych są chwiejne? I ten cały subiektywizm/obiektywizm...wszystko na przestrzeni czasu. Nieubłaganego, własnego (?), przemijającego...

Cały czas oszukiwałem się, że mój projekt "debiut w brodnickim triathlonie" zakończył się tam na mecie nad Niskim Brodnem. A tu życie znowu zaśmiało się ze mnie całkiem ochoczo... To stało się dopiero dziś podczas nieplanowanego (chyba drugiego treningowo) 30-kilometrowego BNP. Dziś pod wpływem przemyśleń przyspieszonych okolicznościami ostatnich dni zauważyłem znowu coś czego wcześniej nie widziałem, a co dopiero szczecinecka trasa mi pokazała. Dziś znowu "ławeczka" zadziałała ponad wszystkim i wobec wszystkiego. Dziś, co ciekawe, dopiero zaistniała w świadomości. Wszystko dziś, dobry tydzień po Volvo Triathlon Series. (Czy to przypadek? Czy w ogóle wierzycie w przypadki?) 

Niebawem ją opuszczę na kolejny okres czasu i później ponownie wrócę (może nie?). Jakaś mądra głowa mówiła, że życie to przede wszystkim ten czas, który dzieje się pomiędzy ważnymi wydarzeniami. Można to lekko parafrazować. To raczej ten czas między dwoma odwiedzinami "ławeczki". Po prostu...


Taka moja "ławeczka". Niby znana wszystkim szczecineczczanom, ale jednak własna i indywidualnie napiętnowana.


Z pewnością Wy także odnajdujecie te swoje "ławeczki" gdzieś tam w świecie. Napiszcie coś o nich. Z przyjemnością poczytam...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.