Marnujące się talenty i cele, czyli opowieść o wielu (miastach)...



Pewnie wielu z Was miało znajomych z podstawówki (w tym dawnym wariancie edukacyjnym) czy gimnazjum (ten nowszy niby lepszy), którzy wuefiarski sprawdzian "na kilometr" potrafili pokonać lepiej niż starsi o dwa lata czy rzucali piłeczka palantową (teraz pewnie już tego nie ma?) dalej niż sięgało boisko szkolne. Ja pamiętam paru kolegów na każdym poziomie edukacji. Wybijali się jak nikt, biegali, jak mało kto, myśleli inaczej i o ten krok do przodu. Pewnie też z tych wielu, w życiu pogubiła się większość i ze swoich talentów nie skorzystała tak jak chciała. Co tu mówić...taka odpowiedzialność nie jest łatwa do udźwignięcia. Sprawdzają się nie liczni. Tym bardziej nie chodzi mi o wyczyn. Bardziej o tę radość sięgania dalej i samospełnianie...




Niby w toku szarej codzienności obowiązków, zdobywania środków do życia i szukania momentu na trening...plus wielu radości z rodzinnego życia ;-)...nie mamy czasu na cokolwiek. Mimo wszystko gdzieś tam, rzadko bo rzadko, ale nasuwa się wspomnienie o tych co kiedyś byli przed nami. Niby tylko szybciej biegali, lepiej rzucali czy mieli bystrzejszy umysł. Wtedy to było dużo. Wtedy to była ta moc. Rewelastyczna moc, jakby to powiedział Tygrysek... 

Przez te parę lat gdzieś Ci ONI mignęli, gdzieś parę razy nad NIMI się zastanowiliśmy no i wreszcie ...My się zmieniliśmy. Czy to przez codzienność czy to przez nasze PASJE. Pewnie przez jedno i drugie. Bo tak to się dzieje. CI Nasi dawni bohaterowie praktycznie świadomie nie mają na Nas wpływu, Choć we freudowskim id tkwią jako dawne wspomnienie dziecięcego ideału...gdzieś tam napędzają.

Od pierwszego momentu urodzenia i od zawsze, byłem związany z Brodnicą. MOIM miastem. I zawsze, ktokolwiek i cokolwiek by powiedział, wiedziałem, że mimo emigracji studenckiej wrócę tu prędzej czy później. Moja lokalna mieścina, im dłużej żyłem w szybkim Poznaniu, im więcej słyszałem o dobrych znajomych błądzących po Polsce, im dłużej byłem poza nią, była dla mnie ideałem miejsca na życie. Spokojna zimą. Wręcz zasypana śniegiem i uśpiona do lata. Kiedy odżywała tętnem ośrodków wypoczynkowych skąpanych w słońcu. Czy za późniejszych czasów, kiedy powroty na piwo na trójkątnym brukowanym rynku z kolegami, którzy wyrażali podobne idee życia tu w spokoju i małomiasteczkowym zgiełku. No ale...

Od trzech lat żyję w tym "moim raju" i niestety ten "raj" zaczął przestawać być taki oryginalny i taki rewelastyczny. A to władze (lobby jakieś nieodgadnione) zapragnęło zmienić stary i charyzmatyczny rynek na taki jak wszędzie. Podobne latarnie, podobne "marmury", podobna fontanna. Ba...nawet jak wykopali przedwojenną (?) kostkę brukową to woleli ją schować i zbudować przeciętność. A to władze organizowały cudowną imprezę triathlonową. Tak, jak obok w Górznie - typowo kojarzonym z tą dyscypliną sportu - idealnie by stworzyć jako takie regionalne zagłębie tego sportu w Polsce. Tym bardziej naturalnie wykorzystując okoliczności i możliwości przyrody. Pierwszy rok impreza nie do końca była wypromowana. Sam stałem obok strefy zmian (marząc o starcie w przyszłym roku) podczas tego całkiem fajnego debiutu organizacyjnego...choć bez kibiców. Drugi rok oczekiwałem już fajnego postępu i szału marketingowego wokół, przecież, fantastycznego święta sportu i promocyjnego regionalnego cudu powstałego z niczego. Ba...nawet sam wreszcie chciałem być jednym z jego bohaterów. Jako jeden z wielu niezwyczajnych triathlonistów - mieszkańców  Brodnicy przekroczyć linię mety 1/2 IM pod symbolem miasta dla tych zwyczajnych - Wieżą Krzyżacką. Niestety zmiana trasy z powodu modernizacji dwóch ważnych węzłów komunikacyjnych mnie tego pozbawiła. Co więcej trasa biegowa promocyjnym cudem, delikatnie mówiąc, nie była. A o marketingu...to szkoda gadać. Lokalne gazety, piszące nawet o najniższych klasach rozgrywkowych piłki nożnej, nie wspomniały słowem o symbolicznym debiucie wielu brodniczaków (choć tej ważnej gazecie lokalnej sam mailowo proponowałem publikację-relację). Nie tak powinno się postępować z imprezą roku w mieście. Nie tak powinno się postępować z marzeniami mieszkańców.

Na nieszczęście "mojego raju" co jakiś czas pojawiam się w Szczecinku, Miasto podobne we wielu względach do Brodnicy. Naprawdę w bardzo wielu. Jednak na pewno nie w podejściu do turystyki. Sporo ścieżek rowerowych (między innymi ta główna wokół jeziora), nowe projekty zaaranżowania okolic obok centrum (Mysia Wyspa, ciągle upiększany park), wiele imprez promowanych ze sporym szumem (ostatnie "ESKA coś tam", zeszłoroczny triathlon czy sportowy Memoriał im. W. Osińskiego). Mimo wszystko tam też narzekają na te snobistyczne bolączki władz...zresztą taka sama dobiła mnie a propos organizacji w Brodnicy ostatniej "Dyszki Wazówny". Mojemu znajomemu stawiano takie przeszkody, że aż sam się dziwię z jego ogromnego sukcesu - impreza wypaliła jak nigdy dotąd (a w jednej z internetowych mediów opisano jakieś suche fakty plus ważną obecność "wicekogoś" a czy ktoś z władz miasta realnie mu pomógł?!).

Cały czas co jakiś moment zdarza mi się patrzeć gdzieś tam wstecz i widzieć tych utalentowanych znajomych. Rewelastycznych, nietuzinkowych, unikatowych. Sam spełniłem już wiele marzeń i chciałbym urzeczywistnić czyjeś kolejne (czy to nie o to chodzi w życiu?). Chciałbym także by (moje?) dawne idee o moim mieście - w końcu kiedyś REWELASTYCZNYM - trwały i przetrwały  w wielu innych głowach. Współczesnych głowach mieszkańców. Nie tak jak opowieści o tych, którzy mieli talent...

Pytanie czy przy tych wyborach tych "u sterów" jest to w ogóle możliwe? Co o tym sądzicie?


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.