Skarpety Mizuno Drylite Race Mid

skitenis.pl


Miesiąc po moim debiutanckim triathlonie, niejako w miesięcznicę tego wydarzenia, publikuję tekst testowy dotyczący skarpet biegowych Mizuno Drylite Race Mid. Skarpet, które razem ze mną pokonały wiele kilometrów treningowych a także 90 km rowerem i 21,1 km biegiem podczas finalnego Volvo Triathlon Series Brodnica. Swoją drogą był to piękny czas...miałem jednak pisać o sprzęcie.



Jedna para skarpetek dotarła do mnie w standardowym opakowaniu Mizuno – czarnej prostokątnej zawieszce z białym logotypem marki na ciemnoniebieskim tle z przodu. Poniżej nazwa modelu i wyróżniający człon „RACE” mocno zachęcały do pierwszego użycia. Cierpliwie czekałem na ten moment, jednak przyjemności przeanalizowania japońskiego produktu nie mogłem sobie odmówić. Moje zakupione Mizuno Drylite Race Mid w rozmiarze L były w czarno, siwo, czerwonej kolorystyce (możliwy jeszcze zestaw z dominującym białym i rozmiary S/35-37, M/38-40 i XL/44-46). Grzbiet skarpetki plus cały ściągacz i pięta to właśnie ta dominująca czerń. Kolor siwy występuje na części podeszwowej skarpetki oraz grzbietowej części palców a czerwień na 2-4 cm obszarze podstaw głów kości śródstopia. Estetykę Drylite Race Mid wykańczają białe: napis „Mizuno” na ściągaczu, logo i „L/R” na grzbietowej części przodostopia oraz opis rozmiaru na podeszwie. Budowa skarpetki bardzo ciekawie wygląda również od wewnątrz – poszczególne liczne segmenty materiałowe, mające swój wydźwięk w składzie, połączone są szwami o wystających luźno nitkach i ledwie wyczuwalnej trójwymiarowej strukturze. Miękkością zadziwiają także panele pod piętą i ten pod kośćmi śródstopia (zapewne to te składowe 26 % Coolmax). Co ciekawe panele są tak samo przyjemne z każdej strony skarpetki. Pozostała część podeszwowa (plus ten segment grzbietowy palców) jest już mniej miękka, ale jeszcze miła w dotyku (zapewne 28 % polipropylenu). Grzbiet Drylite Race Mid plus strefa około kostki to już 23% poliamid i 16% tactel i bardziej sztuczne, śliskie odczucia. Mamy za to podziurkowaną i mocno przewiewną przędze. Ostatni składnik – 7% elastan – materializuje się w rozciągliwym, lecz nie uciskowym ściągaczu oraz 2-3 cm pasku stabilizacyjnym na środku skarpetki.



W końcu przed nadchodzącym debiutem musiałem wypróbować mój przyszły startowy sprzęt. Tradycyjnie wyznaczyłem sobie na to cztery tygodnie. Pierwsze założenie już upewniło mnie w przekonaniu, że Mizuno Drylite Race Mid ma w sobie sporo dobrego. Cieniutka skarpetka pozwalała wyczuć podłoże całą powierzchnią stopy, a wzmocnione Coolmaxem panele nie przeszkadzały w tym wcale (w porównaniu z wieloma „treningówkami” pogrubionymi na piętach czy palcach). Do tego fajne trzymanie się na nodze i ta przewiewna lekkość. Od samego początku taka spora różnica w użytkowaniu i delikatność produktu przerażały mnie przed testami terenowymi. Okazało się to niepotrzebne...



Nie jestem w stanie zliczyć godzin treningowych spędzonych w Mizuno Drylite Race Mid. Uczciwie muszę się przyznać, że w przypadku tego testu nie spisywałem ich tak skrupulatnie jak zawsze. Z pewnością było to kilka (2-3?) „45-minutówek” spinningowych, które jako instruktor zawsze staram się wyjeździć w nowym sprzęcie. Atmosfera wilgoci i strug potu lejących się od stóp do głów pozwala mi przetestować wszystko bezlitośnie. Tu skarpety spisywały się całkiem solidnie – największemu zawilgoceniu oczywiście uległy części miękkie (głównie pięta), natomiast część poliamidowa zniosła kałużę w bucie o wiele lepiej. W międzyczasie jazd spinningowych odbyłem także pierwszy bieg na bieżni mechanicznej. Efekt nowości i miękkości paneli jeszcze był odczuwalny (osobiście z tego powodu nie za bardzo lubię te pierwsze biegania), zwracało się już jednak uwagę na bardzo dobre trzymanie skarpetki na stopie i jakieś tam uczucie współpracy z butem (wiem...dziwnie to brzmi, wcześniej czułem to tylko przy skarpetach Falke). Takich biegów odbyłem łącznie parę godzin (do 6 h, w tym trzy 1-1,5 h). Kolejne treningi na powietrzu utwierdziły mnie we wcześniejszych przekonaniach. Co ważniejsze dla mnie, wreszcie biegało się zupełnie bez nadmiernej miękkości (w Falke trwało to dłużej, choć to były treningówki). Takich zewnętrznych biegowych kilometrów zrobiłem nie więcej niż 60. Doliczam już w tym start w biegu na 10 km oraz (ważniejszych dla mnie wtedy) parę treningów łączonych rowerowo – biegowych (ok 2 h jazdy szosówką i 15-30 min biegu). Doliczam także start na dystansie 1/2 IM w Volvo Triathlon Series w Brodnicy. Założone na T1 skarpetki po przejechaniu 90tki rowerem dotknęły asfaltu na T2 (zejście z roweru do wbiegu w strefę zmian) po czym już w butach biegowych pokonały trudną, jak na triathlonowe warunki, trasę biegową w 20% szutrową i lekko kamienistą. Doszukując się jakichkolwiek wad w trakcie dzikich (debiutanckich) i intensywnych okolicznościach startu ciężko znaleźć jakieś większe wady produktu japońskiej marki. Nawet prane dwukrotnie w ciągu okresu miesięcznego – znowu testowałem je odnośnie zdolności przetrwania w trudnych warunkach – nie przyprawiały mnie o konieczność ciągłego wietrzenia na balkonie. Wyprane znowu wyglądają jak nowe...tyle, że nie są za miękkie ;-)


Co tu dużo mówić?! Skarpety, których jedyną „wadą” jest brak widocznego logo producenta po założeniu na nie butów, są chyba najlepszą swoistą rekomendacją. Z pewnością są to skarpety do zadań specjalnych/startowych. Skarpety przenoszące myśl użytkownika jak najszybciej w czynność ją obrazującą. Skarpety godne polecenia. (I znowu wyszło na to, że jestem piewcą produktów Mizuno...spokojnie kiedyś znajdę ich błąd ;-)


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.