Plany się rypsły...jak to zawsze latem...



I miało być tak pięknie, a jest...jak zawsze. Był piękny plan na pracę w ciągu kolejnych tygodni. Poprawa szybkości, wytrzymałości tlenowej pod maraton i może gdzieś tam urwanie paru minutek z życiówki na "połówce" testowej. Niestety skończy się jak zawsze w ostatnich dwóch sezonach - na zmianie planu, łataniu dziur i lekkim odpuszczeniu. Znowu przegrywam z kontuzją. Tym razem męczy mnie łydka. Lewa. Ta, która wydawała się już ogarnięta i kontrolowana. No nic trzeba podleczyć rany i robić swoje dalej. Cokolwiek to znaczy...


Wspaniale było znowu wrzucić dwa mocniejsze "ciągłe" do mikrocyklu tygodniowego. Ehh...ta szybkość i inne zmęczenie. O dziwo tez szybsze tempa. Sam byłem zaskoczony, jak ta wcześniejsza triathlonowa praca objętościowa, zmieniła moje prędkości biegu. Na bieżni mechanicznej co nieco podejrzewałem. Dopiero jak zmuszony byłem nieco pozmieniać plan i wrócić na bieżnię w starej, dobrej "dwójce" (naprzeciwko bloku...więc jak tu nie wykorzystać nawet polnej prawie 300m bieżni). W życiu tak szybko nie robiłem ciągłych. Zapowiadał się fajny miesiąc i finalizacja lepszej życiówki na Rock'n'Run w Bydgoszczy. Liczyłem, że po lekkim odpuszczeniu akcentów na klubowej bieżni łydka odpocznie i jakoś to pójdzie. Niestety nie pomogła nawet zmiana planu (planowany wcześniej tutaj) na:


pon
wt
śr
czw
pt. 
sob
ndz
bieg 50'
(w tym 8x100SB)
45'spinning
bieg 50' (w tym 30 na AT)

45'spinning

bieg 60'
(w tym 8xprb)
bieg 30km
W
Legenda: AT - próg beztlenowy.

Spokojniej wykonywane podbiegi i spokojniejsze przebieżki, dodanie 2-3 niebiegowych dni miało ruszyć regenerację zginacza długiego palców (podejrzewam, że jak zawsze on puścił). Nie ruszyło. Środowe treningi a nawet potem przebieżki zajeżdżały go na tyle, że nie mogłem wykonać szybszego biegu. Muszę lekko odpuścić, dołożyć więcej treningu zastępczego, jak i wzmacniania. Mam nadzieję, że uda się nadrobić braki mięśniowe w ciągu dwóch tygodni. mniej więcej na treningu:

pon
wt
śr
czw
pt. 
sob
ndz
45' orbitrek
45'spinning
bieg 50' 

45'spinning

bieg 40'
(w tym 6xprb)
bieg 30km
W

Szybkości na pewno na tym nie utrzymam, ale nie mam wyjścia. Postaram się coś na moc dorzucić na spinningu, jednak to spadku na pewno nie zatrzyma. Mimo wszystko lepiej stracić parę tygodni i pewną "życiówę półmaratońską" i pobiec sobie potem lepiej maraton niż ryzykować dłużej ciągnące się problemy z łydką. I tak przez wzgląd na rodzinne obowiązki nie byłbym w stanie ugrać lepszego wyniku niż te "łamane 3h". Zobaczymy co z tego wyniknie...

A czy załamany jestem? Wcale. Kolejna nauczka i nowe doświadczenie. Zresztą za długo w tym siedzę. Ciekaw natomiast jestem jak szybko z tych okoliczności wyjdę i ile stracę. W końcu wydolnościowo jestem jak nigdy (choć już czuję spadek obciążeń i spadek mocy). Mięśniowo (sylwetkowo, wagowo itd.) muszę jeszcze popracować (a będzie na to czas przez kolejne dwa lata)...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.