Polar V800



Premiera nowego multisportowego pulsometru Polar V800 odbyła się już dobre kilka miesięcy temu. Ja jako mało znany bloger biegowy nie załapałem się na nią od razu. Dziś naprawiam swój błąd i dzięki uprzejmości koleżanki mogę zrealizować test sprzętowy nowego cudeńka fińskiej marki. Zapraszam do odkrywania fajnego produktu spod znaku wysokiej jakości.



Estetyka opakowań treningowego sprzętu pomiarowego czołowych graczy na rynku ostatnio mocno mnie zadziwia. Wkładają oni w to pierwsze wrażenie tyle energii. Polar także. Biały prostopadłościan z czarnymi bokami, od góry i z przodu widoczny logotyp producenta, z przodu produkt w całej okazałości... no i te ciekawe błyszczące postacie przedstawiające różne dyscypliny sportu. Co ciekawe designerzy tak się przyłożyli, że nawet błyszczący sportowcy na trzech bokach kartonu nie powtarzają się, a po otwarciu widzimy kolejną sylwetkę na tle lasu wbiegającą w odblaskową (znowu) kałużę. To pudełko naprawdę musiało być oczkiem w głowie jednego z designerów fińskiej marki. Marketingowy majstersztyk z takim dopracowaniem szczegółów opakowania (dodatkowo zamykane na magnesy...ekstra!) pokazuje nowy trend.



Dalej mamy już „wybrany przez mistrzów” (taki napis widnieje w środku) Polar V800 na pierwszym planie, a pod nim resztę akcesoriów (nadajnik H7, pasek do nadajnika i bardzo ciekawy czteropunktowy klips ładujący z końcówką USB). Pulsometr, w dostępnej dla mnie, wersji czarnej na pierwszy rzut oka prezentuje się całkiem dystyngowanie. Wzięty do ręki nawet nie duży. Z przodu widoczne u góry logo, u dołu nazwa modelu no i błyszcząca, solidna szybka Gorilla Glass. Po bokach stalowe paski i z jednej strony ponownie nazwa modelu i dwa „skratowane” przyciski , z drugiej oprócz stalowych przycisków czerwony START po środku. Oczywiście wszystkie podpisane i wyczuwalne palpacyjnie opuszkami palców. Czerwony kolor powtarza się jako czerwona kreska przez środek paska na nadgarstek i kropka na środku paska stabilizującego. Wszystko wieńczy stalowa klamra z widocznym logo i dwujęzykową zapinką. Dopracowanie szczegółów perfekcyjne. Pytałem o wrażenia estetyczne wielu znajomych i trudno mi było znaleźć tych, którym V800 się nie podobał.

Nadajnik H7 dołączany do V800 w porównaniu z wcześniejszymi wersjami ulepszony został o opcję przesyłania danych (patrz np. Bluetooth Smart) czy wodoszczelność (do 30m). Do jakości wykonania tego sprzętu przez Polar nigdy nie miałem żadnych zastrzeżeń. Pasek stabilizujący nadajnik na klatce piersiowej nie rozciąga się nadto, jest elastyczny i fajnie współpracuje z ciałem w trakcie każdej sekundy użytkowania przez wiele miesięcy. (po kilku miesiącach pracy z RC3 GPS i H3 zalewanym regularnie sześć razy na tydzień potem hak zapinający pękł z zasolenia, mimo wszystko pasek pozostał w bardzo dobrym stanie)

fitnesszone.com

W pierwszym dniu otrzymania pulsometru tradycyjnie zdecydowałem się na „test intuicyjny” - bez zaglądania w instrukcję uruchomiłem go na wieczornym treningu. Okazało się, że V800 funkcjonuje na podobnym interfejsie, jak użytkowany przez mnie kiedyś RC3 GPS. Poprawiono wygląd wejścia w tryby sportowe dodając info o aktualnym tętnie czy włączanym GPSie. Z pewnością takie zamierzone działanie ma ułatwić płynną zamianę modeli Polara, co też bezawaryjnie nastąpiło u mnie. W środku kilka ekranów przesuwanych „upem” i „downem”, szybko złapany puls i fajnie strefowane dane (co zawsze wg mnie było mocną stroną fińskiego producenta), czyli wszystko „po polarowemu”. Z intuicyjnym i pierwszym użyciem nie było najmniejszego problemu.

Zatem co nowego i różniącego się zastosowano w tym najwyższym modelu marki Polar. Od czasów mojego RC3 GPS dosyć sporo. Zaczynając od tych ważniejszych dla wyczynowców zmian, przede wszystkim możliwość doboru danych treningowych na 8 ekranach w każdym profilu sportowym (dodatkowymi ekranami są jeszcze strefy tętna, mocy i „powrót do punktu początkowego” - razem możliwych 11 ekranów plus przy włączonym interwale 12). Profili w opcji podstawowej jest sześć (typu bieganie, kolarstwo, pływanie czy multisportowy), a można stworzyć ich o wiele więcej (np. biegi uliczne, ja przy tworzeniu piętnastego się po prostu znudziłem...). Na ekranie istnieje możliwość wyświetlania od jedno do nawet czterorzędowego grupując odpowiednie dane i konfigurując sobie indywidualnie widok treningowy. Wszystko to, zresztą tak samo jak ustawienia opcji HeartTouch (zbliżenie zegarka do nadajnika może powodować podświetlenie, pokazanie pory dnia czy poprzedniego okrążenia) czy stuknięcia w zegarek (tu znowu podświetlamy, „lapujemy” albo przesuwamy widok treningowy), personalizujemy poprzez serwis Polar Flow (o nim za chwilę). Dalsze bajery w postaci wibracji czy AutoLapa ustawiamy z poziomu zegarka. Podobnie jest (wreszcie!) z interwałem, który możemy także włączyć w każdym momencie treningu a fajna opcja jego wyświetlania (procentowy wykres kołowy) i automatycznego „lapowania” pozwala spokojnie realizować jednostkę treningową. Dobry zmianami na plus są także ciekawsza wizualizacja dziennika czy danych dotyczących okrążeń jak i wyróżniający Polar tryb dziennej aktywności. W dzienniku każdy dzień jest wyszczególniony z małymi ikonkami testu czy ilości treningów, czego wcześniej nie było. Okrążenia natomiast prezentowane są w formie czytelnych wykresów danych parametrów okrążenia, co znacznie ułatwia porównywanie z poziomu zegarka. Charakterystyczny dla fińskiej marki tryb monitorowania dziennej aktywności funkcjonuje już od modelu M400 (ostatnio obecny też w A300). Liczenie bilansu energetycznego, nawet przybliżonego na podstawie wykonanych kroków i przez to wyliczeń kaloryczności aktywności okołotreningowej, wraz z energetyką treningu i podstawową przemianą materii, jest bardzo fajnym pomysłem. Pewnie spodoba się to wielu amatorom wysiłku fizycznego, poniekąd zachęcając do realizowania „celu dnia” (ustawianego w oparciu o zaawansowanie treningowe). Dla wyczynowca, który przy walce o wagę startową takimi danymi zarządzał już wcześniej, będzie to jakieś kolejne pomocne narzędzie. Tym bardziej, że monitoring wchodzi na poziom rozpiski aktywności godzina po godzinie czy czasy snu spokojnego czy niespokojnego.


W związku z takim monitorowaniem aktywności Polar stworzył dla nowych produktów unowocześniony Polar Flow, gdzie poza odnowionym interfejsem dziennika treningowego możemy przejrzeć rozbite na poszczególne składowe całodzienne aktywności. Przejrzystość serwisu i jego funkcjonalność w porównaniu do Polar Personal Trainer (także przecież całkiem dobrego analitycznego dziennika treningowego) i w oparciu o nowe dane pokazuje ciekawy trend producentów pulsometrów (patrz nawet monitorowanie snu, dużo wykresów kołowych i interpretacji wyników) . Lepiej takie dane analizować w czytelnym środowisku ekranu komputerowego z możliwością przestawiania suwaków, planowania celów i przy miłych dla oka kolorach niż na małym szkiełku zegarka. Nawet jeśli to V800.

Pisząc o triathlonowym modelu zegarka nie można nie wspomnieć o opcji pływania i monitorowania tętna podczas tego typu aktywności. Basenowe czy w otwartym akwenie (opcja wprowadzona w aktualizacji oprogramowania), tryb pływania dostarcza automatycznych informacji o dystansie, poszczególnych stylach pływackich i ilości metrów nimi pokonanych licząc przerwy nawet bez wciskania „lapa”. Wszystko to stawia najwyższy model Polara obok podobnych narzędzi pomiarowych z wyższych półek multisportowych. Obecne od fabrycznych ustawień tryby multisportowy czy triathlon pokazują aspirację do tej klasy.



Co szczególnie spodobało mi się w tym modelu? Otóż było takich parę niuansów. Warto zwrócić uwagę na takie szczegóły, jak wykończenie przycisków. Te poprzez kratki na zewnętrznych brzegach są łatwiej wyczuwalne po bokach pulsometru. Co ciekawe środkowy i ważny przycisk „start” te perforacje ma ułożone pod innym kątem, co jest inaczej odczuwalne i ułatwia wybór (choć np. „lapowanie” można ustawić na stuknięcie w ekran). Innym, obecnym w podobnej półce cenowej, bajerem jest wibracja. O ile ktoś nie pracuje na „bipującym” pulsometrze z powodu irytujących dźwięków to taka wibracja jest bardzo rozsądnym rozwiązaniem. Nigdy nie przegapisz czasu „kma” czy zmiany progu kiedy pulsometr drży na nadgarstku. Moją uwagę zwróciło również dodatkowe strefowanie prędkością (biegu, jazdy) czy mocą (wymaga dodatkowych akcesoriów). Przy wyczynie treningowym takie dane mogą być na wagę złota. Pamiętajmy także o użytej technologii Bluetooth Smart. Dzięki niej nadajnik może spokojnie przesyłać dane pomiarowe do telefonu (patrz aplikacja Polar Flow mobilna), bieżni mechanicznej w klubie fitness (z braku możliwości niestety nie sprawdziłem tego), jak i oczywistym, do zegarka. O skrótach klawiszowych nie piszę, bo przy tym poziomie klasy produktu są one oczywiste (choć głowy nie dam, że w RC3 GPS też były). Na końcu można także napomknąć o możliwej zmianie wyglądu zegara (mamy 4 typy wyglądu). Żadne niuanse estetyczne ekipie Polara nie umknęły...


Szukając dziury w całym muszę zaczepić ekipę Polara marudząc o braku opcji ustawiania planowanej trasy w serwisie Polar Flow i początkowe trudne wypinanie się paska zegarka. Pierwszy minus jest szczegółem, bo przecież mało kiedy mamy szansę włóczyć się po nieznanej okolicy wedle wcześniej ustalonego szlaku (z reguły robisz pętle lub biegasz po głównej trasie). Co prawda w V800 możemy ustawić podążanie za trasą jeśli wcześniej zrobiliśmy na niej trening (albo ściągnęliśmy mapkę z serwisu) i oznaczyliśmy ją jako ulubioną. Inni producenci (patrz Suunto) w tym zakresie pozwalają na wiele więcej. Z kolei wypinanie paska jest takim ględzeniem na wyrost, bo po oswojeniu się ze sprzętem (i wiedzą, że tak łatwo się go nie zepsuje) idzie to już lepiej. Fakt faktem przez pierwsze dwa dni wypięcie zajmowało mi parę sekund i troszkę strachu (w końcu to nie mój sprzęt).


Podsumowując Polar V800 jest produktem kompletnym (można by go bardziej rozbudować w kierunku eksploracji terenowej), który nadaje się dla sportowca każdego typu. Początkujący amator czy solidny wyczynowiec z pewnością wykorzysta go jako narzędzie treningowe, dietetyczne i wspomagające trening w szerokim zakresie prezentowanych danych. Możliwość pomiaru tętna podczas treningu pływackiego, monitorowania aktywność dzienna (nawet podczas snu), wielowymiarowa personalizacja ustawień czy rozbudowany w tym celu serwis Polar Flow to najmocniejsze zalety cudeńka ze stajni Polara. Plus to dopracowanie szczegółów wizualnych...chyba nigdzie wcześniej takiego nie widziałem.


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.