Suunto Ambit 2 S (RED) HR



Biegacz jako twór marudny często potrzebuje zmian. Ja aż tak zepsuty nie jestem, jednak jako „tester z natury” z przyjemnością wykorzystałem szansę zmiany mojego starego Polara RC3 GPS na coś innego – wcześniej nie testowany produkt Suunto. I to od razu klasy triathlonowej. Czekałem parę miesięcy na moment by przelać na ekran komputera moje wrażenia współpracy z Suunto Ambit 2 S HR RED. Wreszcie mogę to zrobić...



Na samym początku muszę uprzedzić czytelników, że produkt został zakupiony na rynku wtórnym i teoretycznie mając wiedzę o nikłym użyciu przez pierwszego właściciela niby nie powinno to mieć wpływu na ocenę. Produkt wyglądał na praktycznie nowy poza dwoma zarysowaniami tarczy, a w toku naszych wspólnych treningów nie zauważyłem żadnych innych usterek. Mimo wszystko nie wiadomo w jakim stanie wcześniej był przechowywany i czy te okoliczności nie wpłynęły na zachowania testowe. I teraz dopiero mogę rozpocząć...


Opakowanie zewnętrzne, całkiem zgrabne, czarne o standardowym kształcie prostopadłościanu wykończonego z boku logotypem marki i z pozostałych stron zamknięte wsuwanym kartonem. Na tym drugim musiały oczywiście pojawić się zdjęcia Ambit 2 S wraz z nazwą i opisem technologicznym. Prosto, praktycznie i funkcjonalnie. Bez zbędnego blichtru. W środku w mojej opcji produktowej (dopisek HR) znajdował się pulsometr, pas Suunto ANT+ Heart Rate Belt, kabel zasilający Ambit oraz instrukcja obsługi (też po polsku). Zegarek na pierwszy rzut oka wygląda na spory. Wyświetlacz (matrycowy, 128x128) z okrągłą czerwoną aluminiową ramką z czarną obwolutą w środku o średnicy 50 mm ulokowany był na czarnej poliamidowej kopercie o grubości 15 mm. Całość wieńczył elastyczny i szeroki na ponad 2 cm elastomerowy pasek, szkiełko ze szkła mineralnego oraz pięć przycisków nawigacji z boku ramki. Mimo tych wymiarów i naprawdę solidnego wrażenia pulsometr waży zaledwie 72 g. Pozostałe akcesoria również prezentują się godnie. Kabel zasilający Ambit z jednej strony pod postacią klamry do gniazda pulsometru z drugiej z gniazdem USB ma długość 1 m. Ciekawie wygląda pasek z nadajnikiem tętna. Nadajnik to okrągłe kółko o śr. ok. 45 mm z dwoma wejściami na wpinane elektrody z boku, które stanowią jednocześnie zapięcie paska. Fajny pomysł na funkcjonalny i oszczędny pasek HR.

Zapewne bardzo ważnymi parametrami pulsometru jest czas jego pracy. Przy włączonym najdokładniejszym (1s odczytu) GPSie to standardowe 8 godzin. Mniej dokładne gwarantują od 12 do 25 godzin pracy (kolejno odczyt co 5 i 60 s). Wszystko sprawdzałem osobiście i jak to bywa – czekanie na dane tempa wymaga cierpliwości, jednak czas pracy akumulatora wynagradza koszta. Niestety żywotność baterii w trybie czasu to zaledwie 14 dni – na pewno fińscy producenci mogliby poprawić tę funkcję. Tu wypada zadać pytanie dlaczego akumulator litowo – jonowy jest tak mało wydajny (inni markowi producenci bez użycia funkcji treningowych osiągają co najmniej 20 dni). Mimo wszystko nie ma co marudzić, bo Suunto Ambit 2 S Red ma właściwie wszystkie funkcje mierzenia czasu od minutnika, po stopery i dwie strefy czasowe. Ma też wskazania GPSu pokazujące wszelkie nachylenia, zmiany wysokościowe o rozdzielczości 1m (częstotliwość zapisu 1 lub 10 s). Intuicja podpowiada mi, że w tych geograficznych pomiarach wydaje się być najdokładniejszy (choć tylko porównywałem z odczytami z Polara). Z ciekawostek interesujących obieżyświatów wykazuje także cechy kompasu cyfrowego (dokładność 5st., rozdzielczość 1st) a przy okazji posiada wysokie amplitudy temperatur użytkowania (robocza od -20 do +60 st C, wbrew pozorom nie jest to takie popularne). Opcjonalnie można także zaopatrzyć się w czujnik Foot POD lub Bike POD i odczytywać konkretniejsze dane z sesji treningowych dedykowanych. Wszystko to szyfrowane w technologii bezprzewodowej ANT+ (tak samo jak pas HR, technologia często stosowana w sieciowych systemach monitorowania tętna, np. w klubach fitness).


Jeżeli mam dalej wychwalać produkt Suunto to muszę także opisać trzyrzędowy, w pełni konfigurowalny z poziomu serwisu internetowego, wyświetlacz. Oczywiście jest to standardem przy tej klasy sprzęcie. W Ambit 2 S mamy do wyboru najwyżej osiem ekranów w dziesięciu indywidualnych trybach sportowych (tu już np. Polar daje więcej, jednak po co komu podczas treningu więcej ekranów/trybów i tak korzysta się maksymalnie z trzech-czterech). Bardzo fajną opcją jest zgrupowanie kilku danych na dolnym poziomie wyświetlacza i ich wybór poprzez przycisk „view”. Często z tego korzystałem niezmuszony (zresztą nie lubię bawić się wyświetlaczem podczas treningu, choć opcja ta może być automatyczna) przełączać treningowe ekrany. Cała „większa konfiguracja” sprzętowa odbywa się w internetowym Movescount. Serwis zupełnie odbiega kolorystycznie od pozostałych (porównuję do garminowskiego i polarowskiego), jednak na pewno funkcjonalnie w podstawowych parametrach jest porównywalny. Z łatwością znajdziemy w nim ustawienia i bez problemu uregulujemy strefy tętna (pięć stref niezależnie od trybu!), właściwości ekranu i wyświetlania (np. tryb nocny, dzienny) czy częstotliwość GPSa. W serwisie istnieje także ciekawa zakładka z aplikacjami stworzonymi przez użytkowników pulsometrów Suunto, gdzie możemy dodać pięć takich „ulepszaczy” na tryb. Jeżeli chcesz zmierzyć efektywność treningu biegowego, ocenić kondycję, ułożyć strefy tętna czy np. przewidzieć czas półmaratonu wystarczy tylko wgrać aplikacje w serwisie i „wrzucić” ją w wybrany tryb, a przy kolejnym połączeniu między zegarkiem a komputerem będzie ona już „wgrana” (inną sprawą jest rzetelność tych danych – aplikację tworzy każdy!). „Mała konfiguracja”, typu ustawienia czasu, daty, tonów, użytkownika, dostępna jest z poziomu zegarka. Zresztą tak samo jak wszelkie praktyczne kalibracje kompasu, aktualizacje czasu z GPSu czy parowania sprzętu.

W tym moim pierwszym triathlonowym zegarku zainteresowały mnie również tryby multisportowe. Pomijając fabrycznie istniejący „Triathlon” w każdym momencie poprzez intuicyjny skrót klawiszowy – przytrzymany „back/lap” - mogłem przejść z treningu rowerowego na biegowy. W zależności np. od ustawień i wyobraźni (zrealizowanej w Movescount) mógłby to być trening na bieżni mechanicznej czy na zewnątrz z daną konfiguracją ekranów i danych. Wszystko potem ładnie podsumowane na końcu pod względem wybranych dyscyplin dawało wgląd w parametry trasy (wysokościówka, dystans), tętna (szczytowe i średnie), prędkości (tempo, km/h, kadencja) czy okrążeń (ilość, czas, dystans, tętno, prędkość). A propos danych trzeba także dodać co nieco o możliwościach Suunto Ambit 2 S w wodzie. Dzięki technologi FusedSpeed, czyli wbudowanemu akcelerometrowi, mamy możliwości automatycznego liczenia długości basenów, ilości pociągnięć ramion na długość, rodzaju stylu, automatycznych interwałów plus oczywiście wszystkie dane uśrednione i wskaźnik efektywności SWOLF (patrz wydajność pociągnięć ramion). Jeśli dodamy do tego GPS na akwenie otwartym to mamy wspaniałe narzędzie treningowe triathlonisty. Co ciekawe technologia FuseSpeed działa także w innych trybach. Właśnie dzięki niej mamy liczoną kadencję kroku biegowego, szacowany dystans bez GPSa (!) czy tempo biegu. Inna sprawa, że kalibracja tych danych metrycznych odbywa się bezustannie (na podstawie ostatnich treningów GPS z HR? - gdyby ktoś z Suunto to czytał to proszę o wyjaśnienie) i jest ona nie zawsze trafna (tym bardziej, jeśli Twój trening jest różnorodny tempowo). 30-kilometrowy odcinek mierzony FusedSpeed w porównaniu z GPSem Polara wyszedł mi o 900 m dłuższy. Jednak już na mniejszym dystansie – pokonywanym dwa – trzy na tydzień 3-kilometrowym dobiegu do pracy – miałem wskazania 2,8 – 3,2 km z tempami 4:30-5:40/km.

concept2.com

Kończąc opis Suunto Ambit 2 S warto napomknąć o jego funkcji informowania o stopniu zmęczenia (tak, to też jest standardem w tej klasie sprzętu). Zegarek podaje liczbę godzin pozostałą do pełnego wypoczynku krótko po treningu i zaraz po wejściu w dziennik treningowy. Parametr ten obliczany w oparciu o obciążenia treningowe (zatem też ciekawy wykorzystywany przez Suunto wskaźnik EPOC – do podglądu w Movescount), a więc tylko podczas współpracy z paskiem HR. Tym fajniej to widać na kumulujących się obciążeniach (ja na pewnym etapie przygotowań do triathlonu miałem ok. 110 h). Podobnie – tylko i wyłącznie z tętnem – zegarek określa spalane kalorie. Co ciekawe wartości są o wiele mniejsze niż w porównywanych Polarach. Oczywiście z pomocą przychodzą aplikacje Suunto, gdzie „bezpaskowo” kalorie szacowane mogą być przy pomocy wymyślonych formuł dystansu, tempa z FusedSpeed czy kadencji.
W sumie zapomniałbym o najważniejszej i unikatowej funkcji Suunto. W Ambit 2 i podległym serwisie Movescount istnieje możliwość stworzenia trasy na podstawie mapy rysowanej własnoręcznie. Taką przygotowaną na podstawie google'owskich map nazywamy po swojemu (mogąc upublicznić), prowadzimy przez dowolną liczbą punktów kontrolnych po drodze (możliwa nawigacja szczegółowa do celu) i umieszczamy w pamięci zegarka na jak długo chcemy (prawdopodobnie mamy miejsce na 50 tras i 1000 punktów kontrolnych). W trakcie treningu widzimy wtedy szkic całej trasy z lokalizacją położenia (widok bliższy skala 500 m i dalszy skala 5 km – testowane na 30kmowej trasie). Jest to całkiem imponujące. U innych mamy tylko możliwość podążania za trasą w momencie zgrania jej z pliku dziennika. Zresztą u innych nie mamy też opcji widoku wykresu tętna w czasie rzeczywistym. Gadżeciarskie, ale powalające ;-)


Czepiając się fińskiego producenta pierwsze co przychodzi mi do głowy do słaba konstrukcja paska HR. Żywotność baterii poprzez ciekawe rozwiązanie wpinanych elektrod jest ponadprzeciętna (jeszcze nie wymieniałem baterii, a użytkuję nadajnik od końca lutego), jednak co z tego jeśli co 1-2 miesiące musiałem zwężać obwód paska by ten nie spadał mi z klatki piersiowej. Najzwyczajniej w świecie, elastyczne końcówki tuz przy elektrodach rozciągały się. Nie ma to żadnego wpływu na jakość odczytu (no chyba, że elektrody nie stykają się ze skórą, gdy pasek jest luźny) tylko pewnie potrwa to jeszcze parę miesięcy. Druga wada to wcześniej wspomniana żywotność akumulatora w normalnym trybie zegarka. (Być może warto byłoby odchudzić zegarek z niektórych zajmujących moc właściwości?)

Podsumowując moją 255 – godzinną współpracę z Suunto Ambit 2 S bardzo polecam to multisportowe cudo. Opcje projektowania trasy, szybkiego trybu wielodyscyplinarnego, szacowania dystansu i tempa z FusedSpeed, dodania wielu aplikacji czy fajnych danych pływackich są oryginalne. Choćby z tego powodu warto choć raz spróbować ponosić go na ręku podczas treningu. Moja natura testera już gna w kierunku nowych odkryć, ale czy tak łatwo będzie zrezygnować z Suunto...



Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.