Ćwiczenia rozciągające - przypadkowa nadgorliwość niepolecana (cz. III)



W każdym poradnikowym tekście dotyczącym ćwiczeń rozciągających wszyscy piszą tylko i wyłącznie o pozytywnych aspektach rozluźniania mięśniowego. Wielu czytelnikom nasuwa to jednoznaczną tezę o krystalicznym i niczym nie zmąconym związku „luzowania” zakresów ze zdrowiem. Niestety Prawo Murphy'ego mówiące o braku prostoty na tym świecie i tym razem ma rację - wszystko do pewnego czasu. I o tym czasie dziś chciałbym co nieco napisać...



Pamiętacie, jak w pierwszym tekście na temat rozciągania pisałem o powtarzalnym ruchu występującym podczas biegania. Ta cała powtarzalność predestynuje pewne grupy mięśniowe do solidniejszej pracy a zatem i większego zmęczenia. Taka zależność w przypadku konkretnych mięśni posturalnych, a więc biorących udział jeszcze w utrzymaniu sylwetki podczas codziennych obowiązków (patrz stania, siedzenia, schylania się i choćby np. wciskania pedału gazu), powoduje dalsze utrwalenie nawyku pobudzenia przez układ nerwowy, wzmożenia siły mięśniowej i ostatecznie skracania zakresu długości. Jeśli mięsień taki nie zostanie przywrócony do, nazwijmy to, neutralnego zakresu mięśniowego tracił będzie swoje właściwości regeneracyjne i funkcjonalne, a wobec słabości mięśnia przeciwstawnego, skrócenie tkanek będzie następowało dalej. Układ sił będzie coraz bardziej zaburzony a powielający się schemat nawyku ruchowego będzie poszerzał się dalej na okoliczne stawy powodując w układzie ruchu kompensacyjne zmiany wyrównawcze. Do czasu aż kontuzja zatrzyma całe błędne koło, choć na chwilę – informując nas ostrzegawczo, że coś w organizmie nie funkcjonuje.

Z tego punktu widzenia całą sytuację będziemy przyspieszać jeśli permanentnie częściej będziemy rozciągać osłabione struktury a powielanym ruchem (codziennym i treningowym) wzmacniać już o wiele silniejsze mięśnie. Jeśli wysoka wieża utrzymuje się zaczepiona na dwóch linach po przeciwstawnych stronach masztu i jeśli jedna ze stron zacznie przeważać to przecież osłabionej nie będziemy wydłużać. Zajmiemy się wydłużeniem tej skróconej i ewentualnym naciągnięciem dłuższej. Tak też powinniśmy działać w przypadku mięśni. Sytuacja jednak jest tu znowu o tyle utrudniona o ile większy sektor ciała bierzemy pod uwagę – złożoność biomechaniki aparatu ruchu człowieka jest ogromna. Takich lin i to wielowymiarowych, bo działających na kilka segmentów czy kilku płaszczyznach ciała, mamy mnóstwo.

Starając się to mocno uprościć (choć, jak to w uproszczeniach, wiele niuansów znika) ważnymi strukturami biegacza, którym częste rozciąganie niezależnie od okoliczności nie powinno zaszkodzić są mm. brzuchaty łydki, płaszczkowaty, zginacze głębokie podudzia czy rozcięgno podeszwowe i pasmo biodrowo – piszczelowe. Oczywiście stretchingowanie wszystkich pozostałych części aparatu ruchu w równej ilości, jeżeli jakoś się to da określić, równie fajnie zregeneruje tkanki po ciężkim treningu. Jednak zauważmy, że lepsze wykorzystanie pewnych pozycji czy codzienna nawykowa praca mięśniowa zawsze będzie psuła równowagę na czyjąś korzyść. Choć teoretycznie mięśnie skrócone podczas ćwiczeń rozciągających będą lepiej reagowały, stąd też nimi na początku należy się zająć. Generalizując i kategoryzując dalej w przypadku biegacza nadmiernie pronującego pierwszą linią obrony będzie rozciąganie mm. brzuchatego (głowa boczna), czworogłowego, biodrowo – lędźwiowego, naprężacza powięzi szerokiej, czoworobocznego lędźwi czy prostownika odcinka lędźwiowego (oczywiście oprócz wymienionych wcześniej). Supinator bardziej skupi się na mm. brzuchatym łydki (głowa przyśrodkowa), dwugłowym uda, pośladkowych, rotatorach zewnętrznych biodra czy mm. brzucha. Na dalszym etapie warto zakończyć sesję stretchingową pracą nad pozostałymi mięśniami. Jeśli natomiast rozciąganie jest częścią jednostki wyrównawczej po rozpracowaniu tkanek bardziej „silniejszych” warto sprawdzić czy zakresy mięśniowe osiągane przez stłumione mięśnie wymagają jeszcze wyluzowania. Jeśli nie to warto je powzmacniać w celu wyrównania dysbalansu mięśniowego.


Oczywistym jest, że biegacz z elastycznymi mięśniami łatwiej osiągnie dynamiczny i długi krok biegowy. Z elastycznymi nie oznacza zbyt mocno rozciągniętymi. Z drugiej strony ćwiczenia rozciągające raczej nie są środkiem aż tak często nadużywanym przez amatorskich biegaczy, ale mimo wszystko hipermobilności się zdarzają i ten objaw przesadnego, chaotycznego rozciągania także należy odsłonić.

Polecam wcześniejsze części, jak choćby cz. II "Ćw. rozciągające - kiedy i po co?".

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.