Prostota jest szczytem wyrafinowania...

travelblog.org


Tako rzecze Leonardo da Vinci, włoski malarz, architekt, filozof, malarz, muzyk, poeta, odkrywca, matematyk, mechanik, anatom i geolog (spisane za wikipedią). Jak widać troszkę chłopina zajęciami się pałał. Ba, nawet tak dobrze, że zna go praktycznie każdy mieszkaniec Ziemi. Dla potrzeb dzisiejszego tekstu z drugiej strony możemy postawić biegacza amatora, bankowca/kierowcę/kasjerkę/budowlańca/kanapowca czy wykonawcę zupełnie innego zawodu (tu wybierz co chcesz), na pewno miłośnika aktywności fizycznej. Z mojego doświadczenia wynika, że ten drugi z reguły szuka i kombinuje w przeciwnym kierunku. A skoro sam wielki Leonardo nakazuje szukać prostoty...to dlaczego tego nie robić?


Ilekroć rozmawiam z początkującymi biegaczami często jestem oszołomiony poziomem wiedzy jakim teraz dysponują. Wiele portali biegowych i jeszcze większa ilość blogów o tej tematyce co dzień zasypuje sieć kilkudziesięcioma poradami treningowymi, a setki poruszanych wątków na forach czy w fachowych poradnikach chyba wyczerpuje wszelkie odpowiedzi na jakiekolwiek pytania. W porównaniu z poprzednią dekadą i moim początkiem przygody z bieganiem aż tylu wiadomości nie było. Sam pamiętam jak dumnie trenowałem korzystając z planów ze skarzynski.pl (wtedy jeszcze nie był taką gwiazdą mediów). Obok było jeszcze może cztery - pięć portali biegowych ukierunkowujących w stronę optymalnego treningu. Zatem dlaczego cały czas tyle osób błądzi, jak ja wtedy?


Z odpowiedzią przyszedł mi o wielki Leonardo. Ci wszyscy biegacze amatorzy, jak to bywa w przypadku natury ludzkiej, wszystko utrudniają. "Bo jakże wprowadzający trening może składać się z biegania na 70-75%HRmax. Nudnego. Monotonnego. Zresztą i tak na początku nie mierzonego tempem rozmowy, bo to jednak może być zbyt trudne, a z drugiej strony marszem biegania nie da się udoskonalać". Mimo, że wszędzie (no prawie) jak byk podkreślają te święte prawdy...każdy początkujący nie widzi prostoty w tej prostocie. Chyba tylko jakieś wyrafinowane kłamstewko. Zresztą jeszcze podszyte obserwacjami z pierwszych treningów, gdzie ta "osiemdziesiątka" z budzika nie schodzi. 

Dopiero po jakimś czasie, zdarzeniu (kontuzja?), spotkaniu właściwej osoby okazuje się, że na treningu wszystko trzeba robić tak prosto, jak to tylko jest możliwe, ale nie prościej (tu pomógł mi A. Einstein ;-). Właściwie w tym zdaniu zamyka się też cała kwintesencja treningu (biegowego). Po co adeptowi biegania szybkie tempówki, od razu wprowadzana siła biegowa (i w wariancie podbiegów) czy minutówki? Po co sprinty poprawiając moc beztlenową czy czy nawet 200 m przebieżki rytmizujące i dynamizujące krok biegowy kiedy aparat ruchu jeszcze nawet nie przyjął podstawowych środków? To też mnie dziwi przy spotkaniu z wieloma biegaczami. Szukanie tytułowego wyrafinowania na siłę, na już, na zaraz. W końcu kiedyś trzeba będzie po to sięgnąć...

Obserwując jednak dzisiejszy świat - kolorowy, wciągający blichtrem oraz tymi bliskimi osiągnięciami i autoprezentacjami, nadmuchany jak balon marketingowymi sloganami wskazującymi właściwą, stworzoną specjalnie dla nas, drogę na skróty - już się mniej dziwię. Wszystko pozamieniało się miejscami. Szczytem wyrafinowania jest teraz wykorzystanie wszystkiego co można wykorzystać w jak najefektowniejszy, a zarazem odmienny, niż wszyscy sposób. Bo po co iść prostymi wyznaczonymi przez bardziej doświadczonych ścieżkami?!

Zapewniam Was, że mimo pozornego braku zakrętów i wybojów, często przez tych wielkich opisanych, każda droga jest inna. Co więcej z biegiem czasu poczujesz, że utrzymanie prostego kierunku staje się coraz trudniejsze...a wtedy niezauważenie zaczniesz docierać na szczyt wyrafinowania. Obyś na tym szczycie pozostał jak najdłużej...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.