Trening sportowy a klub fitness - wspólna droga do sukcesu cz.I




Z perspektywy kilku lat pracy instruktora w fitness klubie dojrzałem wreszcie by napisać co nieco o drodze do sukcesu każdego sportowca (amatora) wiodącej przez różnorodność zajęć fitness. Wcześniej, jako bardziej doświadczony biegacz, z ciekawością wszedłem w ten świat rekreacji ruchowej teoretycznie przeznaczonej tylko dla przeciętnego Kowalskiego. Obecnie tkwiąc w niej już bardzo mocno bezsprzecznie twierdzę, że nieskończona liczba powiązań zajęć ruchowych z odpowiednią periodyzacją treningową jest w stanie każdego, nawet przyszłego mistrza olimpijskiego, wynieść na szczyty formy sportowej. Co więcej, ta naturalna radość fitness z łatwością przenosi się na monotonny plan trenowania jednej, monotonnej czasem, dyscypliny sportowej.



Sam, wielokrotnie wcześniej stawałem przed faktem znużenia treningowego. Przy pięciu,sześciu biegowych treningach tygodniowo, trenując właściwie tylko przez kilka miesięcy letnich, im bliżej daty startu docelowego szukanie wymówki było nagminne. Nikt na poziomie amatorskiego, zaawansowanego biegania nie jest w stanie utrzymać pełnej koncentracji treningowej od początku do końca. Oczywiście tu narzędziem metodycznym, jednocześnie ożywiającym proces treningowy, jest periodyzacja, czyli podział jedno- czy wielosezonowego, miesięcznego czy wielotygodniowego treningu sportowego na odpowiednie okresy kształtujące dane parametry psychofizyczne, które w pewnym kluczowym momencie zostają wykorzystane do osiągnięcia zamierzonego rezultatu. Takie podejście treningowe pozwala na optymalizację efektów, a przede wszystkim powstrzymuje przed chaotycznym stosowaniem czy monotonnym powtarzaniem środków treningowych w danym okresie. Mimo wszystko jednak podczas okresu przygotowań do debiutu w 1/2 IM ponownie przekonałem się, że nie przeciwdziała to znużeniu treningowemu. Półprofesjonalna periodyzacja w okresie sześciu miesięcy, gdzie liczba godzin treningowych wahała się od 9 do 16 godzin treningu w tygodniu (w szczytowym okresie 14 godzin treningu wytrzymałościowego) wymagała ogromnej motywacji i woli. Zapewne bez włączania w to zawodowo realizowanych zajęć fitness cały proces treningowy byłby o wiele trudniejszy.

Ten pozytywny debiut triathlonowy (5h01 w pierwszym starcie na 1/2 IM i w ogóle pierwszym w tej dyscyplinie) wyraźnie wykazał sensowność łączenia treningu sportowego ze wspomagającymi go zajęciami fitness. O ile w treningu sportowca - zawodowca, gdzie dobór specjalistów i trenerów jest spory, ma to mniejsze znaczenie, to dla nawet półprofesjonalnego Kowalskiego, dysponującego czasem a brakiem dostatecznego know-how, wręcz niezbędne. W dzisiejszych klubach fitness instruktorzy często dysponują specjalistyczną wiedzą dotyczącą danego zakresu ćwiczeń ruchowych czy kształtowania specyficznych parametrów fizycznych. Często także, tak jak w moim przypadku, instruktorzy trenują jedną z popularnych dyscyplin sportowych i przeszli już przez wiele frapujących zagadnień treningowych. Szkoda byłoby to zmarnować. W porównaniu przecież z trenerami tej jednej dziedziny sportowej wyraźnie mogą wskazać niuanse danych zajęć fitness i co więcej wykorzystać je bardziej pod specyfikę danej formy aktywności. Takie podejście jest wręcz bezcenne.


Część kolejna tutaj...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.