Złe i dobre strony mocy...




Przeglądając dobre parę tygodni temu profil FB pewnej marki zobaczyłem ciekawy wpis związany z moją osobą. Komentator nie bardzo wierzył w moją rzetelność a propos testera sprzętu. Sugerował, że mogę być w kooperacji z marką i dlatego piszę pozytywne testy. W sumie chyba gorszej obrazy dla blogera - testera nie ma. Z drugiej strony lekko otrzeźwiałem. Nikt nie ma prawa na zaufanie tak, samo jak nikt nie ma prawa na dobre efekty treningowe bez ciężkiej pracy. Z podobnej strony to rozumiem. Tu się nic nie da ukryć, choć ciężko mi póki co ujrzeć swoje dowody winy (pewne ujrzałem no i zmieniłem delikatnie wygląd mojej strony głównej). Jednak wydawało mi się, że wkładam bardzo sporo pracy w rzetelność tekstów niezależnie czy opisuję czy poradzam...jednak widocznie wygląda to nijak,


Zawsze wiedziałem, że nadejdzie taki czas jakoby wypominano mi postronność. Mimo wszystko myślałem, że szybciej "wyzwą mnie" za słabe podejście do treningu (bo trzeba biegać szybko i żwawo...;-)). No i niestety poruszono mnie w tym segmencie, gdzie bardziej czułem się utalentowany - w testach. I jak to życie lubi weryfikować pewne okoliczności, właśnie zaczęto od tych ważniejszych (to ostatnie zdanie dla tych spiskowców dziejów;-), w których starałem się szczerze wywiązać się z powierzonych zadań . Pokrótce poruszenia robiłem swoje dalej, jak najlepiej potrafię i tak by nikt nie mógł się do mnie przyczepić. Choć w sumie zawsze ktoś się znajdzie i o dziwo mnie to zmartwiło.

Złej mocy nie mam. Samej dobrej też wcale. Mimo pewnych, z reguły pozytywnych kontaktów z przedstawicielami marki (jak ktoś mnie zna wie, że jestem człowiekiem sympatycznym i nieszukającym zwady) , których w tekstach staram się nie pokazywać. To po prostu obojętność, kiedy podchodząc do jakiegoś produktu zawsze usiłuję znaleźć jak najlepsze jego strony. Oceniam jego przydatność ,ergonomię czy cechy estetyczne. Zresztą dzięki temu tkwię w strefie komfortu a nie z zimnej i wietrznej jesieni produktu, kiedy to trzeba marudzić i negować do szpiku kości. Choć tu także szukam zimna i dziury w całym. Nigdy nie wiem czy coś komuś się przyda, ale uwierzcie z tej perspektywy łatwiej jest opowiadać testowe przygody...

Pewnie, że nie mam budżetu jak wielkie portale. Pewnie, że nie mam kontaktów jak niektórzy blogerzy. Na pewno też nie mam zadufania w sobie i interesowności by "płacić" za produkty testami. Uwierzcie mi...piszę co jakiś miesiąc do firm, dystrybutorów, marek by co nieco na ruszt testowy wrzucili. Odzew jest nikły...zresztą stali współpracownicy udostępniają produkty i to z reguły nie za darmo. Niestety, perspektywa podrzędnego blogera nie jest taka kolorowa jakby się wydawało.

Kiedyś myślałem, że mam do zaoferowania jakąś tam oryginalną treść. Teoretycznie tak. Teraz im dłużej tkwię w sieciowym świecie, a oprócz tego iloczyn obowiązków pracowniczych (sporo klientów) i  rodzinnych wzrósł (na całe szczęście odpuściłem większe trenowanie na ok. dwa lata), tym bardziej zastanawiam się czy warto dawać z siebie więcej. Skoro i tak ten poziom mocy wygląda tak, jak wygląda


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.