Człowiek osiągnął sukces, jeżeli...

patheos.com


Przeglądając ostatnio cytaty mądrych głów natknąłem się na zdanie Boba Dylana (choć kto wie bo jakichś większych potwierdzeń brak). Proste, pojemne i bardzo trywialne. Po lekkim nagięciu - mocno sportowe. "Człowiek osiągnął sukces, jeżeli wstaje rano i kładzie się spać w nocy, a pomiędzy tym robi to, co chciał robić". Taki typowy dobry tekst pasujący praktycznie w każdym przypadku. W moim, jak najbardziej również. Co by nie mówić pojawienie nowego członka rodziny zupełnie odmieniło hierarchię ważności. Przy okazji tej sytuacji (i mądrości Dylana) parę nowych niuansów przyszło mi do głowy. Takich uniwersalnych...gdzieżbym zanudzał Was wynaturzeniami z mojego nudnego i przeciętnego życia?!


Miano "biegacz bardziej zaawansowany" kojarzy się z głównie z człowiekiem biegającym na fajnym poziomie wynikowym. Dla niektórych to złamane 3h w maratonie, dla innych 40 na dyszkę czy 1h30 w połówce. Inna miarą spojrzenia jest częstotliwość treningów w tygodniu. Jeśli taki ktoś realizuje pięć jednostek w tygodniu już uważany jest za tego z lepszej półki. I o ile miarę wynikową sukcesu biegacza zaawansowanego ciężko ogarnąć - w końcu kto mi powie kiedy ktoś staje się tym lepszym zawodnikiem. Kiedy 10km przebiega w 42:01 czy 38:50??? O tyle już ta częstotliwość treningowa pozwala powiedzieć o jakości sportowca amatora więcej. 


By wykonać pięć powtarzalnych oraz solidnych (powiedzmy powyżej 30 min) treningów w tygodniu przez dobre dwa-trzy tygodnie potrzeba już zupełnie innego podejścia. Przy rodzinno - pracowniczym bycie przeciętnego Kowalskiego często urasta to do rangi wyczynu sportowca zawodowego. Taki oto człowiek każdego poranka/wieczora musi pocić się i męczyć by cały rytm dnia ustawić pod wykonanie prawie codziennie zaplanowanego wysiłku.Wśród codziennych obowiązków musi znaleźć czas na, odbierany jako pasję i hobby, trening. Przypuśćmy taka przeciętna żona automatycznie traktuje pasję, jako coś przyjemnego. Oczywiście, że w tym jest sporo przyjemności samorealizacji, jednak oprócz tego, często i sporego zmęczenia. Powtórzenie dwóch - trzech treningów kształtujących w tygodniu daje w powtarzalnych i progresywnych tygodniach dużo zabranych sił. Sił, które praca/rodzina zabrałyby z łatwością gdzie indziej. Ta przykładowa żona tego nie odpuści...

Zatem jeżeli mimo wykonywania prawie codziennych aktywności fizycznych wstając i kładąc się spać czujesz, że zrobiłeś to co chciałeś zrobić to zdecydowanie zgadzam się z B. Dylanem - jesteś człowiekiem sukcesu. Utrzymanie dużej częstotliwości treningowej to nie łatwa sztuka. Ba tym trudniejsza im więcej zadań na Twojej liście prac dnia się znajduje. Oczywiście taka droga z pewnością prędzej czy później zaprowadzi Cię również na szczyt Twojej drabinki zaplanowanych wyników. To bardzo krzepiące musisz przyznać. Zresztą taki sukces, zgodnie z myślą przewodnią tekstu, oparty jest na względnej homeostazie z pozostałymi sektorami życia. Samym sportem nie da się wyżyć...(choć przez długi czas można w ten sposób się oszukiwać - materiał na inny tekst)
Ja ostatnio teoretycznie "odpuszczając" ten sezon startowy (w praktyce nazwałbym to bardziej dochodzeniem do siebie) znowu przekonałem się, że by czuć się spełnionym koniecznie muszę w codzienny plan wrzucić co nieco wysiłku. Niestety ostatnio nawet to nie daje mi odczucia spełnienia, bo zbyt dużo zaplanowanych zadań nie realizuję tak, jakbym chciał albo na kiedy bym chciał. Być może jest to brak poczucia czasu i zbyt krótka doba (roboty ostatnio sporo więcej) a być może gdzieś podświadoma "spychologia" zadań (rodzinnie leżę i kwiczę...). Nie wiem. 

Wiem, że mogę lepiej, co moim zdaniem też cechuje biegacza/sportowca zaawansowanego. Ten przeciekający przez palce czas i te parę myślników na liście przez to nieodhaczonych.  On wie kiedy...przestaje być takim "zaawansowanym" i "człowiekiem sukcesu". Te parę kosztownych minut utraconych tam lub gdzie indziej, te parę niezamierzonych kroków w bok, te parę zbędnych ruchów. Bo przecież realizacja planu dnia nie polega tylko na wybijaniu kilometrów, zrealizowaniu treningu i regeneracji...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.