II Charytatywny Bieg Mikołajkowy za Nami...



Tak sobie myślę, że pozytywna energia jest tam, gdzie wiele osób się do siebie uśmiecha. Oczywiście ważny jest też powód tej radości jak i jej okoliczności. Jeśli to wszystko ma miejsce w trakcie niesienia komuś pomocy a przy okazji sprawiania sobie przyjemności tworzy się specyficzna atmosfera. Specyficzna atmosfera pozytywnego perpetuum mobile. Właśnie to działo się w niedzielę 6 grudnia. Już drugi raz. Mam nadzieję, że nie ostatni...



Na początku sensowność tego pomysłu wydawała się znikoma. Mimo wszystko Piotr Wisiński z uporem maniaka drążył temat i nas, biegaczy z grupy "biegrzymkowej" (patrz RUN to thanks JPII), do niego przekonał. Pierwsza organizacja stała pod znakiem wielkiej niewiadomej. Niby bieganie w Polsce się przyjmuje, ale specyficzny mikroklimat małomiasteczkowej Brodnicy nie dawał pewności co do pozytywnego przyjęcia idei wśród mieszkańców. Nie myślcie, że nie wierzę w Nasze miasto, jednak jestem sceptyczny co do reakcji ludzi. W ogóle. Tym bardziej co do reakcji na charytatywność. Wyszło nadspodziewanie dobrze...

Drugi rok z rzędu pośpiesznie zorganizowane pierwsze spotkanie organizacyjne ponownie nie napawało mnie optymizmem (dopiero po wszystkim poznałem powód tej opieszałości). Idea niby sprawdzona jednak czasu mało. Z powodu natłoku pracy w klubie Fitness Seven zupełnie wyłączyłem się z przygotowań do organizacji biegu. Mimo wszystko od razu, podświadomie przeczuwając jakoby finał (więc gdzie ten scepcytyzm ;-) ), zagwarantowałem swoją pomoc w tym ostatecznym dniu. Ba nawet udało mi się z chłopakami parę godzin wcześniej przygotować trasę biegu. Następnego ranka perpetuum mobile ruszyło...

Zaczęło się tradycyjnie od lekkiego poślizgu - nagłośnienie "się spóźniło". Potem cała maszyneria nabrała rytmu. Inaczej niż w zeszłym roku od samego początku mieliśmy wielkie uderzenie pozytywnej energii biegaczy. Ta cała rzesza już w pierwszej godzinie biegu zaskakująco "wytknęła" nam nieprzygotowanie i brak umiejętności przewidywania - liczba gumek pomiarowych wystarczająca w poprzedniej edycji skończyła się. Dzięki przytomności prawej ręki Piotra - Jacka Gerki, zapałki załatwiły sprawę. Potem gdzieś ok. 12.30 "gumkowa" recyrkulacja pozwoliła opanować sytuację. Cała fala emocji opadała i biegaczy na trasie było już mniej. Natomiast Nam sensowność edycji trzeciej wydawała się już otwarta, bo...

W sumie to mogę mówić mocno subiektywnie, choć zapewne wielu moich kolegów się ze mną zgodzi. Pośród tych 528 miłośników biegania i aktywnej pomocy bliźniemu, którzy przebiegli razem ponad 5 tysięcy kilometrów i zebrali ponad 10 tysięcy zł, zobaczyłem coś więcej niż te materialne i statystyczne dowody. Ba zajmując te najfajniejsze moim zdaniem stanowisko "gumkowego" dojrzałem wiele w oczach kolejnych mijających mnie ludzi. Z punktu widzenia człowieka -nieprzepartą i czystą radość z samego uczestniczenia w jakiejś większej idei niesienia pomocy drugiemu. Z punktu widzenia biegacza - amatora- niesamowitą przyjemność z pokonywania kolejnych kilometrów i łamania własnych barier. Z punktu widzenia zaawansowanego sportowca - tę codzienną medytację w ruchu kiedy wszystko inne przestaje mieć sens. I przede wszystkim z punktu widzenia "brodniczaka" - poczucie lokalnej więzi i mocy zmiany przeciętnego miasta w to nadzwyczajne, wyjątkowe. Istne perpetuum mobile. 

Zatem II Charytatywny Bieg Mikołajkowy za Nami. Co o nim sądzicie???

(Oczywiście zachęcam do śledzenia oficjalnego profilu FB biegu tutaj - co rusz pojawiają się nowe wpisy, no i czekamy na zdjęcia autorstwa fotografa Dominika Kupniewksiego obrazujące całą imprezę)

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.