Rękawiczki Mizuno WarmaLite Blue



Przez długie lata swojego amatorskiego biegania wydatek paru złotych na rękawiczki biegowe uważałem za zbędny. Teraz jako publikujący w sieci doświadczony biegacz musiałem wywiązać się z obowiązku służby publicznej próbując i takiej ekstrawagancji. Mimo wielu prób sięgania gdzie indziej poprosiłem pewnych partnerów z Mizuno o pomoc w tej sprawie. Po zapłaceniu za nie (dla tych nieufnych podkreślam) mogłem wreszcie poczuć się biegaczem sprzętowym z krwi i kości. No w sumie by być rzetelnym gadżeciarzem najpierw musiałem poczekać na mrozy...


Rękawiczki doszły opakowane w standardowy karton – zawieszkę koloru czarnego z charyzmatycznym białym logotypem na niebieskim tle. Zresztą sprzęt też był w podobnej tonacji poza kolorem loga – czarnym. W dotyku rękawiczki były śliskie, za co pewnie odpowiedzialny jest 100 % poliester w warstwie wierzchniej. Co ciekawe czarne materiałowe wstawki były bardziej śliskie niż niebieskie odpowiedniki. Te cechowały się większą miękkością, czyli jakby powiedzieli specjaliści – technolodzy, bardziej trójwymiarową strukturą. Ta miękkość zlokalizowana była na grzbiecie dłoni. Czarne wstawki materiałowe, obecne natomiast na całej reszcie rękawiczki w liczbie sześciu sztuk (jedna rękawiczka składała się z siedmiu segmentów materiału, bo jeszcze niebieski grzbiet), czyli lekko rozciągliwego rękawa, części dłoniowej kciuka, części dłoniowej pozostałych palców, części grzbietowej kciuka oraz dwóch części między palcami (kciuk – zewnątrz palca wskazującego i między pozostałymi palcami), tworzyły całkiem interesującą osłonę dłoni. Jeśli do tego dołożymy gumowe siateczki w kształcie plastra miodu w odległości 1,5 – 2 cm od czubka kciuka i palca wskazującego – mamy już powoli teoretycznie twór funkcjonalnie wspomagający trening biegowy. Teoretycznie, bo chyba ten układ pozszywanych materiałów miał dać naszym dłoniom poczucie wolności podczas treningu a gumki na końcu dwóch palców chociażby poczucie kontroli nad wciskanymi przyciskami. Teoretyzując dalej muszę wspomnieć o „mizunowskim” WarmaLite i włóknach Thermoseude (poliester 82% i poliamid 18%), które miały wspomóc utrzymanie ciepłego powietrza między materiałem a skórą a dodatkowo chronić przed wiatrem. I wreszcie mogę przejść do praktykowania...


W trakcie oczekiwania na większe mrozy rękawiczek zacząłem używać już w temperaturach około +5. Jak wiemy taka łaskawa była późna jesień i początek zimy. Pierwsze założenie sprzętu pokazało mi, że rozmiar L jest odpowiedni dla przeciętnych biegaczy o dużych dłoniach. Dla dużych dłoni masażysty objętościowo na kłębie kciuka brakowało. Jednak tu nie ma co psioczyć – w końcu biegacze pracują głównie nogami a masażyści dłońmi i do takiej charakterystyki ciężko dopasować rozmiar (a ja miałem największy możliwy). Przez to też ciasne na początku rękawiczki poprzez kilkukrotne zdejmowanie wreszcie rozdarły się na szewku kłębu kciuka. Nastąpiło to zadziwiająco szybko (ok. 3 tygodni i ok. 10 treningów 15-45 min). Początkowa złość (i radość ;-) bo w końcu znalazłem słaby punkt marki Mizuno) po krótkim namyśle została zastąpiona zrozumieniem (patrz wyżej). Po szybkim zszyciu przez krawcową i poprawie szewka na kłębie nie zaprzestałem testować – czekałem na mrozy. W oczekiwaniu rozciągliwy rękaw po podobnej porcji kolejnych treningów (tu już pojawiały się godzinne biegi) zwiększył swój obwód i wcześniejsze trudne zdejmowanie już przestało przeszkadzać. Po ponad 200 km zauważyłem natomiast, że wielokrotne zdejmowanie techniką „za czubek palca po kolei” minimalnie starło gumki chwytne.

W temperaturach plusowych i mocno wietrznych warunkach rękawiczki rzeczywiście spełniały powierzone zadanie ogrzania rąk. Momentami nawet było za ciepło, jednak wiadomo, że to żadne wyzwanie podczas takich okoliczności. Podczas temperatur minimalnie minusowych, które wreszcie nadeszły, sprzęt nie zagrzewał dłoni już tak bardzo. Ba, można było wtedy powiedzieć o odczuwanych wątpliwościach jeżeli chodzi o funkcje podczas minusowych „dwucyfrówek”. Te wreszcie nadeszły niedawno i rozwiały je bezpowrotnie. O dziwo Warmalite przy lekko wietrznym – 12 trzymał ciepło całkiem solidnie aż do ostatniej 75 minuty treningu (w leśno – łąkowym terenie). Oczywiście najpierw konieczne było krótkie rozgrzanie kilkuminutowym biegiem i ciepłe powietrze utknęło w środku do końca. Uczciwie powiem, że nie wierzyłem w taką funkcjonalność cienkich włókien.


Do strasznie pakownych te rękawiczki nie należą (jedna, zwinięta, mieści się w garści). Można marudzić, że mogłyby mieć kieszonkę na klucz, zapinany na rzep rękaw czy inne udogodnienia, jednak jako debiutant biegając w nich w jako pierwszej i jedynej parze wystarczają mi zupełnie. Wcześniejsze rękawice (robocze) - na sporym minusie zakładane razem z bawełnianymi - porównania zdecydowanie nie mają. (Oczywiście z przyjemnością skorzystam z propozycji testów innych producentów)


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.