Spokój ducha w moim treningu...aż dziw

katenasser.com


Nastał wspaniały rok 2016 i jego pierwszy miesiąc styczeń. Chyba rok temu z moimi nogami wsio było ok i jako tako mogłem wykonywać mniej więcej to co chciałem. W tym roku znowu zbliża się ten czas kiedy niby co nieco boli i przeszkadza, ale jakoś plany minimalistyczne spełniam. Co ciekawe te plany są zupełnie mniejsze niż w zeszłym roku. Teoretycznie chciałbym co nieco powalczyć na jesieni na maratonie w Poznaniu a tak...zabawowy maraton w Hanowerze czy 1/2 IM w Brodnicy (plus jakieś lokalne imprezy) traktuję z przymrużeniem oka. Co ciekawe plany mniejsze a i tak średnio w tygodniu spędzam na treningach biegowo - rowerowych ok. 7 h.


Dziwny to czas kiedy w poprzednim sezonie i jego pierwszej połowie tygodniowy czas aktywności wahał się w okolicach 12 h/tydz, a w obecnym odpuszczająco sięgam średnio 7h/tydz. Codzienny trening został zastąpiony wariantem 5-6 jednostek w tygodniu. Wtedy wytrzymałościowe treningi powtarzały się co najmniej raz w tygodniu podwójnie na dzień (basen plus rower, a wieczorem bieganie). Obecnie ze dwa razy w tygodniu podbijam całą pracę poranną jednostką siłowni "na górę" (do tych 7h łącznie dochodzą ze 2 h pracy wzmacniającej). Organizm nauczony ciężkiej pracy jakby zahibernował się i te obecne obciążenia traktuje z przymrużeniem oka. W sumie ja ten cały sezon (no może poza tym sentymentalnym maratonem w Poznaniu) również tak traktuję. Co by jednak nie mówić, mimo braku czasu (praca, rodzina i wieczna gonitwa) i wmurowanego w głowę odpuszczenia oraz makrocyklu wypoczynkowego, całość obciążeń i tak pozostaje na jako takim poziomie.


Pon
Wt
Sr
Czw
Pt
Sob
Bieg 30'
+ siłka nogi
rano:siłka ręce
wieczór:2h spinning
Bieg 30-45'
rano:siłka ręce
wieczór:3h spinning
1h spinning+
siłka nogi+bieg 30'
bieg 70-90'

Wygląda to mniej więcej tak. Oczywiście rzeczywista całość zależna jest od liczby klientów w pracy, obowiązków rodzinnych i czasu wolnego. Z tym jest kiepsko, ale przyznacie, że i tak to co robię jest całkiem imponujące ;-) Zważywszy, że śpiąc po 5-6 godzin/dobę w dni robocze średnio można wykorzystać drzemiący w sobie potencjał ;-) Często by co nieco już upraszczać dorzucam jakieś podbiegi (5-6x100m) lub przebieżki (6x100m), ale to na razie pojedyncze treningi. A no przecież prawie codziennie w ramach relaksu dokładam jeszcze 3km dobiegu do pracy. 

Oczywiście wygląda to tak dlatego bo czasu strasssszznie brak. Jednak tez dlatego bo z nogami cały czas ciężko. Kontuzje kontroluje i jak widać powyżej jakieś obciążenia robię, jednak co nie co pobolewają te troczki no i...w sumie może dobrze, że pobolewają bo łatwiej znieść brak czasu na trening i uchodzącą z ciała wydolność. Źle powiedziałem - formę przeciętną jeszcze czuję (heh nawet Garmin 920XT pokazuje parametry na poziomie 3h w maratonie ;-), zresztą sam jestem ciekaw jej wartości - uchodzące możliwości czasowe i trwoniony potencjał podbicia poprzedniego sezonu.

Mimo wszystko wreszcie muszę wykurować te nogi. Faza wzmacniania trwa. Góra przyjmuje się całkiem fajnie. Nogi też. Przy tych małych przecież obciążeniach nie mogę sobie jednak poradzić z pewnymi zakresami mięśniowymi. Niby się rozciągam a pasmo biodrowo - piszczelowe kontuzjowanego kolana leży a prostowniki karku pospinane jak zawsze. Cały czas szukam tych przyczyn i niby jestem bliżej, ale...przecież wielokrotnie mi się tak już wydawało. Czas pokaże...

Póki co wykorzystuję czas luzu na zdobywanie nowych doświadczeń...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.