Spojrzenie mojego synka a bieganie

zdrowo-zyj.blogspot.com

Takie dwie frazy w tytule postu na pewno nasuwają sporo emocjonalnych wyobrażeń co do interpretacji. No i fajnie. Mnie to cieszy, bo czasem uda mi się zbliżyć do kanonu wielu dobrych tekstów - patrz ciekawego i inspirującego wprowadzenia. Czytelnika tym bardziej nastraja, bo próba interpretacji sama w sobie zawiera już emocjonalnie "wejście w tekst". A ja po prostu chciałem Wam napisać parę słów o zwyczajnym, prostym skojarzeniu pewnego zachowania mojego czteromiesięcznego synka z...no właśnie...z życiem i bieganiem. Bo chyba w sumie to prawie jedno i to samo (a tu znowu to "bieganie" to takie szerokie pojęcie...)...


 Wydawałoby się, że kilkumiesięczne dzieci są takie słabe i bezbronne. Jeżeli chodzi o unikanie niebezpieczeństwa to z pewnością potrzebni są im rodzice. Bez dwóch zdań. Mój Ignaś zdecydowanie nie zadaje kłamu temu stwierdzeniu. Z reguły te dzieciaczki wydają się także głupiutkie w swoich zachowaniach. Nieporadne i nieopanowane. Tu już moja żona (i wielu podobnych jej specjalistów od noworodków i niemowlaków) nie do końca by się pewnie zgodziła. Zespół pewnych wrodzonych (mówimy o zdrowych dzieciaczkach) odruchów, gdzieś w toku kilkunastu tygodni dorastania, tworzy już całkiem solidne podstawy nawyków. Nie zepsutych szybko, bo najpierw kształtowanych przez biologię. Ba, a ta jak wiemy jest bardzo mądra. Z reguły mądrzejsza niż późniejsze "dorosłe" zachowania. Nie bez przyczyny jakiś nietuzinkowy człowiek mawiał, że inteligencja to czerpanie korzyści z każdej sytuacji. Tu na plan wysuwa się mały człowieczek Ignacy. Usypiany ostatnio parę razy przeze mnie wydawałoby się w ciemnym i pozbawionym większego światła pokoiku co rusz wykorzystywał/zaciekawiał się (wstaw co uważasz w zależności od tego czy przed chwilą zirytowałeś się usypiając dziecko ;-) blaskami świateł oddalonych gdzieś tam w oknie samochodów. Czasem co nieco odbiło się od kałuży, czasem pojawiały się jakieś refleksy na ścianie. Podobnie jest z gośćmi i hałasem. Wszystkich nie uciszysz a nawet jeśli to przez zamknięte drzwi zawsze prześlizgnie się jakichś tam odgłos. Czteromiesięcznego malucha z łatwością to bodźcuje...

To czerpanie korzyści z każdej okoliczności to sama biologia w najczystszej postaci. Pozbawiona kalkulacji (no chyba, że tych w najgłębszych pokładach mózgu odnośnie stanu energii i percepcji). My dorośli ogłupieni dopływającymi bodźcami, tym bardziej w tych dzikich czasach, z reguły jesteśmy mało inteligentni. Wyciszamy wszystko albo reagujemy na wszystko. A z tą czystą biologią interpretacji parametrów otaczającego świata nasze ciało ma tyle wspólnego co współcześnie panujące opozycja i rząd. Wystarczyłoby nauczyć się znowu w tym ciemnym pokoiku zdrowo ukształtowanych idei zauważać te blaski i prawdziwe warte uwagi refleksy na ścianie. Które to? No właśnie. Ta najczystsza biologia Ignacego to wie. A że każdy jest inny to już inna sprawa. Świat lubi różnorodność...a w tym bieganiu to zapewne tym bardziej.

A właśnie...a propos biegania - naszego truchtania i miłego spędzania czasu aktywnie - to też w nim gdzieś często giniemy. Zatracamy się w nurcie podsłuchu i powielania schematów. W końcu nie każdy plan rozwoju parametrów Ignacego do "dychy poniżej 40 minut" musi być dla mnie dobry. Gdzie ta selektywność refleksów i blasków? Gdzie te szukanie najczystszej biologii? Gdzie te bazowanie na własnym "ja"?

Tak patrząc na te poszukujące każdego pozytywnego bodźca oczka mojego Ignasia pomyślałem sobie: " Wychodzi na to, że najczystszą inteligencją cechowałem się w ciągu pierwszych miesięcy życia. Teraz każdy kolejny to już trudna droga zbliżania się do niej. Tylko dlaczego muszę tak często mylić blask z nudnym błyskiem". Po czym znowu zirytowałem się reakcją Mojego Maluszka...


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.