11 dni do maratonu...

marathon-hannover.de


HAJ Hanover Marathon 2016 już tuż, tuż...no i wygląda na to, że w tej walce nie do końca jest tak źle, jak to było na początku tego miesiąca. Wystarczyło 30 dni by sytuacja uległa zupełnej zmianie, choć sporo pytań jest. Na razie surfując sieć dowiedziałem się (za wikipedią), że hanowerski maraton, odznaczony srebrnym znakiem IAAFu, to cykliczna impreza goszcząca ponad 15 tysięcy uczestników. To wszystko na trzech dystansach (dycha, półmaraton i maraton) z czego dobre 5 tysięcy startuje na 21 kmach. Na pełnym dystansie notuje się ok. 2,5 tysiąca biegaczy. Rekord 2h08 charakteryzuje profil trasy całkiem łagodnie. Z pewnością przy pewnych niedomaganiach i niedoszlifowaniach będzie to miało znaczenie.


Kto by pomyślał, że kilku tygodniowe podkręcenie intensywności wystarczy by tak zmienić charakterystykę biegu. Oczywiście na podsumowanie przyjdzie czas po całym starcie i w ogóle sezonie, jednak ten miesiąc podniósł parametry zaskakująco dobrze. Zaczęło się się od szybszego wybiegania 27 lutego (25 km ze średnią 4:38/km), po czym poniedziałkowo - środowych i między spinningowych biegów tempowych ( od opcji 3x8 min po ciągłe 43 min biegów pod- lub progowych). Wokół tego falujący obciążeniowo spinning (wtorek 2x45, czwartek 3x45 min). Efekt już wprowadził mnie w zakłopotanie...


Ostatni świąteczny trening wypadł okazale. Z tego co pamiętam to może z raz pobiegłem lepiej te 8 km ciągłego. Jednak nawet wtedy był to gwóźdź do trumny - bolesny achilles zmusił mnie do odpuszczenia. Teraz nie było problemu z łydką ani nawet większego z lewym troczkiem (co nieco pobolewało) a pojawiło się całkiem solidne 3:59/km ze stałym i kontrolowanym tętnem 170 ud/min (od 2km ciągłego no i poza ostatnim km po 3:51 i tętnie szybującym na 174). Do tętna progowego zabrakło paru uderzeń i bieg był o dziwo bardzo, bardzo stabilny. Mimo trudnych świąt i jako takiego zmęczenia oraz przecież trudnej nawierzchni "bieżni" SP2. Zadziwiające. Zatem po jednym z lepszych treningów wstyd nie pobiec poniżej 3h...

Jednak nie ma też co napalać się. Problemy ze zmęczonymi spinningami kulszowo - goleniowymi gdzieś chyba za mną. Nawet na tempowych biegach na bieżni mechanicznej w Seven gdzieś to "zajechanie" uciekło. Mimo wszystko tylko miesiąc żywszego biegania nie do końca daje pewność wytrzymania tempa przez moją mięśniówkę na całym dystansie maratońskim Waga nie zmieniła się (...szczerze to za dużo w tym kierunku nie robiłem...), więc te 85 kg może stanąć na przeszkodzie urwania dobrych paru sekund z życiówki (2h58:19). 

W tych całych okolicznościach zobaczcie ile sensu ma trening uzupełniający. Praktycznie rekordowo przejeżdżona zima (tylko trzy "3-godzinowe" czwartki  na rowerze odpuszczone od września 2015) i odpowiednio periodyzowany trening biegowy pozwoliły na szybkie miesięczne podkręcenie tempa. Zwracam uwagę na kilometraż w granicach 40-65 km tygodniowo przy właściwie trzech treningach biegowych na tydzień (dobiegów do pracy nie liczę). Teoretycznie wystarczy to na kontrolowane złamanie 3 h. 

No chyba, że mięśniowo się nie zregeneruję i okołozajęciowy tapering mi nie wyjdzie. Przed zeszłorocznym Maratonem Warszawskim trzy tygodnie trzygodzinnych czwartków nie bardzo mi w tym pomogły. A też niby było dobrze. Nadzieja w tym, że tym razem lepiej się uda (a żałuję bo miałem spróbować ten tapering zrobić lekko odmiennie, ale zapewne już nie wystarczy energii na kombinacje) ...

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.