HAJ Marathon, pierwszy zagraniczny, i pokonany...

youtube.pl

Wyjazd na pierwszy zagraniczny maraton planowaliśmy z kolegami od wakacji poprzedniego roku. Opłacony z kłopotami (zawiódł system wpłat), zorganizowany w innym składzie, wreszcie z początkiem kwietnia roku 2016 mógł stać się faktem. Wyruszyliśmy w sobotę rano by drogę z Brodnicy do Hanoweru pokonać w 8 godzin. Następny dzień miał być pierwszym z wielu, podczas których mierzymy się zagraniczną imprezą. HAJ Hannover Marathon 2016 mogę uznać za przebiegnięty, a on mnie za pokonanego. Jednak była to całkiem przyjemna porażka.


Chłodny, wiosenny poranek w niedzielę 10 kwietnia mógł być zapowiedzią całkiem dobrego wyniku. Znośne 8 stopni wskazywało pogodę idealną. Tłumy w okolicach startu i mety z kolei zapewniały dobrą zabawę, cokolwiek miało się wydarzyć. Piątka "brodniczaków" obudzona o 6 rano zjadła skromne śniadanie skrzętnie się spakowała i o 7.20 wyruszyła na start całej imprezy. Dzień wcześniej prosto z Brodnicy pojechaliśmy do Biura Maratonu odebrać pakiet startowy płacąc za niego 55 euro bezpośrednio u organizatorów. Językoznawcami nie byliśmy, jednak z łatwością godzinę później kierowaliśmy się w stronę podhanowerskiej wioseczki - miejsca noclegu i  jego bardzo przyjaznych polskich gospodarzy. Tu cała historia staje się już subiektywną relacją autora strony...



Te moje parę sztuk chleba z masłem posypanym cukrem plus kubek kawy były dalszym ciągiem ostatnich trudnych i "mało sportowych" dni. Wcześniej zrealizowany plan treningowy (patrz tutaj)  podczas obfitych w pracę (patrz słabe żarcie) i nie bardzo luźnych dni (1-2 h wolnego dziennie) ukrył się gdzieś tam podczas sprawnej podróży do  Hanoweru. Choć w piątek wieczorem nie bardzo widziałem szansę na zrealizowanie zamierzonego celu te "tylko" 8h w samochodzie w doborowym towarzystwie pozwoliło mi o tym zapomnieć. Problemy zaczęły się ok. 23 kma maratonu, kiedy prawy półbłoniasty - półścięgnisty zaczęły się "przegrzewać". Miały po czym, bo zamiast przeciętnych 4:15/km pacemakerzy na 3h skakali od 4:08 do 4:12, czasem do 4:17/km. Nie planując takiego obrotu sprawy (zamierzałem takie szybkie tempo biegać po 30 km) i bez większych oznak zmęczenia nie odpuszczałem grupy. Nawet nabiegana w 1h29:21 "połówka" nie obudziła we mnie wspomnień z poprzednich maratonów - w końcu przecież całą zabawa zaczyna się dopiero po 30 km. Pozbywając się już trzech żeli (pierwszy przed startem, drugi 18 a trzeci 24 km), z czego tego trzeci ego dla "ochłodzenia" hamstringów, postanowiłem dalej biec już sam równym instynktownym tempem. Dobra decyzja z łatwością utrzymywała mnie ok 20-30m za "trzeciogodzinowcami" i 30 s. zapasem dla tempa 4:15/km. Niestety pierwsza wizyta w WC na 29 km pozbyła mnie złudzeń. Dalej odpalony żel przez kolejne parę kmów utrzymywał mnie w tempie na złamanie 3 h. Jednak przy kolejnych paru kilometrach walki z fizjologią już od 34 kma zacząłem tracić dystans do realnego czasu brutto. Kolejne parę kilometrów, w tym dwa koszmarne poszukiwania kolejnego "toj-toja" ,zupełnie pozbawiły mnie złudzeń. Na ostatnich nogach, choć nie w aż takim tragicznym tempie (42 km w 4:09) finiszowałem by złamać 3h chociaż w czasie swojego stopera. Długa finiszowa prosta i 13 s straty jednak stanęło temu na przeszkodzie. Czas brutto 3h02:06 przy tych wszystkich okolicznościach (tylko miesiąc budowania formy pod maraton i te zbyt szybkie tempo), w tym błędy okołomaratońskie (zła organizacja czasu przedstartowego, za mało wypoczynku psychicznego, brak zabezpieczenia żelami itp), to chyba i tak całkiem dobry wynik. Z kolei 3h00:13 z własnego stopera to przy tym wszystkim doskonały wynik (choć tu trzeba powiedzieć, że bez bez wizyt w WC i tak raczej nie urwałbym tych 3h - nogi spłonęły w tym szybkim tempie!!!).

Cała piątka "brodniczaków" nie mogła być zadowolona z niezrealizowanych celów startowych. Co innego z czasów (patrz wyniki tutaj) jak i przebiegniętej imprezy. HAJ Hannover Marathon 2016 od początku do końca był imprezą kompletną i przygotowaną bezbłędnie (no może poza systemem wpłat). Te kilkanaście tys. uczestników (ktoś mówił o 21 tys, jednak ciężko mi znaleźć dokładne dane), idealna płaska trasa pozwalająca bić życiówki, wspaniała atmosfera ulicznego święta (na ilu maratonach znajdziemy "śniadaniowe stoliczki") z zamkniętą sporą częścią miasta (patrz choćby dwa główne trzypasmowe ciągi u Nowego Ratusza), niebieska linia wskazująca najlepszy tor biegu i praktycznie 5 minut potrzebne by dojść z linii mety do szatni (ok. 400 m) to te czynniki póki co niedoścignione dla polskich organizatorów. Niemiecka machina organizacyjna naprawdę robi spore wrażenie...

6 komentarzy:

  1. Spytam wprost: od spozycia takiej ilosci zeli nie masz klopotow zoladkowych? U mnie 2 to maksimum bezpieczne.
    Z odleglosia z mety do szatni bym nie przesadzal... w Krakowie jakies 50 metrow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj żeli innej firmy, być może tamte Ci nie służą. Ja na maraton zjadłem 5 albo 6 żeli, Agisko + 2 różne z kofeiną.

      Inna sprawa to tętno "robocze". Jeżeli biegniesz na zbyt dużym tętnie to organizm wyłącza żołądek. Jeżeli wrzucisz na to 2 żele to będą tam leżały do końca biegu. Mój kumpel ma to samo. Rozwiązanie to wolniej biec, na tętnie 150-155. Jeżeli lecisz cały maraton na 160+ to możesz mieć problemy z żołądkiem. Z racji tego że w maratonach zazwyczaj tętno dryfuje, zaleca się spożywanie większej ilości na początku i odpuszczanie jedzenia zbyt dużo po 30km.

      Oczywiście to nie musi być rozwiązanie u Ciebie ale warto spróbować i zainteresować się tematem, bo może tutaj leży rozwiązanie.

      Usuń
    2. Wszystko zależy od tego jakiego producenta. Na debiucie 1/2IM w Brodnicy zjadłem 8 sztuk żeli (2x squeezy + 6 TORQ) i nie było najmniejszych problemów. Podczas HAJa zjadłem 2 etixxy z kofeiną i 2 isostary (z pakietu) i już nie było tak ok jak widać powyżej. Etixxy sprawdzone wcześńiej nie wnerwiały żołądka. Na pewno jednak to kwestia okoliczności okołostartowych.

      W Krakowie jest ok 4-6 tysięcy uczestników. W HAJu co najmniej trzy razy tyle.

      Usuń
  2. Sam biorę 2-3 żele i dla mnie to bezpieczne.

    Łukasz
    gratulacje za bieg. Czas świetny, nawet mimo okoliczności.
    "zła organizacja czasu przedstartowego, za mało wypoczynku psychicznego," to masz nad czym myśleć następnym razem, bo jeśli chcesz świetnie pobiec maraton to o takie rzeczy musisz zadbać.

    pozdrowienia
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Piotrze. Jednak życiówka jest życiówką i przy tak płaskiej trasie szkoda tych paru minut. Jednak z drugiej strony, jak często powtarzam, te dwa sezony dopóki dzieciaki mi nie urosną traktuje bardziej zabawowo i eksperymentalnie. Ciężko zadbać o szczegóły przy braku czasu i ostatnio zupełnie zaniedbanym żywieniu czy śnie. W tych okolicznościach to świetny czas rzeczywiście.

      A Ty gdzie teraz startujesz? Może brodnicki triatlon (11-12 czerwca)?

      Usuń
    2. Łukaszu

      życiówka jest życiówką :)
      Też mam ten przypadek, bo biegłem w Łodzi maraton i zrobiłem 3.20.50 a chciałem 3.10.
      Zatem też mam się z czego cieszyć, a z drugiej strony stać mnie na więcej.

      Teraz odpoczywam po Łodzi, a najbliższe starty to chyba na jesień + jakieś górskie zawody w lecie.
      pozdrawiam serdecznie
      Piotr

      Usuń

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.