Vitargo Carboloader cz. II (badania i test praktyczny)



Niedawno przebrnęliśmy przez część pierwszą i bardziej teoretyczną testu Vitargo Carboloader. Przed nami część druga. Ta uzupełniająca połówka nie będzie wcale taka łatwiejsza. Najpierw przemkniemy przez parę wyników badań a dopiero później zakończymy wszystko, standardowym w tego typu tekstach, opisem praktycznym stosowania Vitargo Carboloader. Zatem przejdźmy do rzeczy...



Badacze wielokrotnie porównywali standardową mieszankę glukozy i jej oligomerów (patrz np. maltodekstryna) wraz z Vitargo (lub Carbamyl – nazwa techniczna użyta w jednym z badań). Były to próby wysiłkowe z odpowiednio ślepą lub nie suplementacją, biopsjami i przede wszystkim bez lobby producenckiego w tle. (Jedyne do czego można by się przyczepić to mała grupa przebadanych.) Podsumowując główne wnioski z badań stwierdzono, że Vitargo opuszcza żołądek 80% szybciej niż inne węglowodany w ciągu pierwszych 10 minut po spożyciu (minimalizuje to zatrzymywanie wody w żołądku a zatem bóle brzucha i dyskomfort podczas ćwiczeń przy szybszym dostarczeniu energii), dwie godziny po zakończeniu wysiłku uzupełnia zasoby glikogenu o 70% skuteczniej (po 4 godzinach nie było różnicy), jego spożycie powoduje wyższe stężenie glukozy i insuliny we krwi (a co z tego wynika 10 % wyższe wygenerowanie pracy mięśniowej). Poza tym ciekawy był wątek działania na stężenie L-karnityny w mięśniach. Vitargo powodowało 21 % jej całkowitej ilości co na pewno spowodowało zaoszczędzenie pozostałych węglowodanów (podobno o 55% na niskim poziomie intensywności; L-karntityna jest transporterem kwasów tłuszczowych w mięśniach). Jak widać wiele jest powodów, dla których szwedzkie „carbo” wybierane jest przez sporo związków sportowych na świecie (w tym także wiele polskich).

Moje osobiste „badania” trwały przez dobry miesiąc a do dyspozycji miałem 2 kg Vitargo Carboloader (w momencie pisania pozostało jeszcze 1/10 opakowania). Węglowodan stosowałem praktycznie ciągle okołotreningowo podczas pięciu z sześciu dni treningowych w tygodniu (odpuszczałem tylko treningi biegowe na zewnątrz, gdzie ewentualnie raz czy dwa popijałem Vitargo po wysiłku). Można zatem powiedzieć, że test trwał ok. 6 tygodni, w którym pojawiło się co najmniej 6-7 godzin wysiłku wytrzymałościowego).

Pierwsze degustacje smakowe lekko mnie zaskoczyły, bo nie spodziewałem się aż tak „kisielowatego” posmaku (a występuje on w wersji pomarańczy albo letnich owoców). Praktycznie jakbym jadł dosłodzony domowy kisiel (patrz mączka ziemniaczana z dodatkiem owoców – świetne, proste i całkiem smaczne). To pierwsze dziwne wrażenie – w końcu nie takiego smaku człowiek oczekuje od napoju hipotonicznego – później już szybko ustąpiło i właściwie było nie odczuwane. Pozostała natomiast ta nadmierna słodycz (tu zwracam uwagę na aspartam w składzie!), z którą uporałem się stosując idealnie dobrane proporcje. Swego czasu było to fajne rozwiązanie, bo nauczyłem się dobierać optymalne dawkowanie proszku w zależności od samopoczucia między poszczególnymi wysiłkami (testowałem co czwartek w ciągu trzech „45-minutówek” spinningu). Nigdy nie udało mi się za to dobrze rozmieszać Vitargo w wodzie. Przy zmywaniu bidonu zazwyczaj znajdowałem od śladowych ilości kisielowatych grudek do nawet jednej – dwóch o średnicy 2 cm – choć szybko bo szybko, ale bidon próbowałem nalewać wedle instrukcji a często mocno nim potrząsając.

Ciekawą właściwością szwedzkiego produktu była także ta przyjazność dla fizjologii żołądka. Rzeczywiście w żadnym momencie nie poczułem jakichkolwiek dolegliwości żołądkowych czy nadmiernego wypełnienia i nadymania brzucha (był raz taki moment, ale to raczej efekt lekkiego wirusa i pozostałe tygodnie stosowania raczej nie wskazują na działanie Vitargo). Przy tym wszystkim działanie wspomagające bilansowanie węglowodanów jak najbardziej występowało. Niestety, nawet przy wielkiej mojej chęci, nie jestem w stanie porównać funkcjonalności Vitargo w stosunku do innych izotoników – ciężko jest stwierdzić czy w danym zaawansowaniu treningowym miałem więcej „mocy” i łatwiej wykonałem pewne zadania treningowe niż wcześniej (tym bardziej, że ten sezon wcale nie suplementowałem BCAA). Z pewnością nie odczuwałem żadnego dziwnego spadku wydolności w trakcie trzeciej godziny wysiłku czy podczas wielokrotnie powtarzanych tempówek.


Vitargo według badań jest najlepszym napojem węglowodanowym dla sportowców. Zapewne dosyć oryginalny smak i trudniejsze rozpuszczanie stanowią sporą przeszkodę by stał się numerem jeden wśród amatorów i półprofesjonalistów. Wielu narodowych reprezentantów dyscyplin wytrzymałościowych (i nie tylko – patrz np. polski windsurfing) wybrało tę skuteczność potwierdzoną wieloma badaniami. Wcześniej słysząc o Vitargo, ale nie używając go osobiście, uważałbym to za marketing. Dziś na pewno polecam go osobom, dla których funkcjonalność przeważa nad praktycznością. I to funkcjonalność w szerokim zakresie produktów (Vitargo Carboloader, Electrolyte, Post czy batony).

  

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.