Brodnicki Maraton pod znakiem Kolorowej Peruki



Gdyby ilość radości z przebiegniętych kilometrów mierzyć kolorami tęczy to z pewnością brodnicka drużyna na 2.PZU Gdańsk Maratonie byłaby najszczęśliwszą ze szczęśliwych. Pośród 1561 zawodników, którzy ukończyli ten koronny dystans po ulicach nadmorskiego miasta, dziewięcioro było z Brodnicy. Niby to mało, jednak ich widoczność z powodu tęczowych peruk przyćmiła większość pozostałych biegaczy a nazwa miasta była wymieniana zdecydowanie częściej niż podczas zwykłej niedzieli.


Biuro Zawodów w gdańskim Amberexpo chwilę przed 8.00 wypełnione było ostatnimi uczestnikami odbierającymi pakiety startowe. Cała grupa biegowa z Brodnicy zdążyła uczynić ten pierwszy krok w drodze do startu w 2.PZU Gdańsk Maratonie i już przed wejściem do budynku pozowała wielu chętnym fotoreporterom. Każda z dziewięciu osób z przedstartową radością trzymała w dłoni jedną z literek tworzących, wielokrotnie powtarzalną w ten dzień, nazwę naszego miasta lub logotyp stowarzyszenia "Brodnica Biega". Z naszych twarzy na pewno nie można było odczytać strachu przed dystansem - wielu z nas zaliczyło już po kilka maratonów. Ci najmniej doświadczeni co najmniej dwa. Cała grupa postanowiła od początku do końca biec razem. 


By jak najmniej przeszkadzać innym uczestnikom królewskiego dystansu rozpoczęliśmy bieg na samym końcu. Tuż przed sztafetami. Teoretycznie było to tuż za balonikami na przewidywany czas końcowy 5h. W ustaleniach grupy celem miały być 4h z małym hakiem. mimo wszystko pierwszy km przebiegliśmy wolniej i tak, jak pozując wcześniej, z napisem i logami w rękach. Chwilę później przebiegliśmy przez Stadion Energa, pozbyliśmy się tabliczek i wreszcie mogliśmy przyspieszyć nieznacznie do wyznaczonego tempa. Potem kolejne punkty na trasie, włącznie z historyczną Bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej, wnętrzem Europejskiego Centrum Solidarności czy na 10 km -  Fontanną Neptuna. Bieg przebiegał komfortowo do 20 km i wysokości Ergo Areny. Po tym dystansie tempo stawało się zbyt trudne dla dwójki przyszłych "żelaznych ludzi". Triduum rozpoczęte w piątek 4 km pływania na basenie, kontynuowane w sobotę jazdą rowerem do Gdańska i mające swój koniec na gdańskim maratonie powoli zaczynało im ciążyć. Tu nastąpiło pierwsze zwolnienie tempa i dalsza walka o ukończenie maratonu cała grupą. Kilometry mijały bardzo wolno, jednak wreszcie wbiegliśmy razem na 31 km w nadmorski Park im. R. Reagana, a po wielu szutrowych kluczeniach po nim parę kilometrów dalej byliśmy już z powrotem na trójmiejskich ulicach. Co ważniejsze wsteczne odliczanie maratońskie było rozpoczęte...

Widoczny na 38 km Stadion Energa wlał w serca całej grupy nowa nadzieję. Wystarczyło dobiec jeszcze jedną "agrafkę" i na 41 km wykonać ostatnią kilometrową,  finiszową paradę. Kto biegł maraton to wie, że gdy ostatnie kilometry liczone są na palcach jednej ręki to już jest dobrze. Tak też było i tym razem. Męczący się z maratońskim kryzysem i bardziej wypoczęci bez wahania chwycili za litery i ostatnim kilometrem zakończyli 2.PZU Gdańsk Maraton. Chyba podczas tej edycji zwany Brodnickim Maratonem.

Liczba pozytywnych reakcji z powodu kolorowego przebrania, jedności grupy i niesamowitej dawki energii dawanej kibicującym obok trasy czy finisherom maratonu przekroczyła Nasze najszczersze oczekiwania. Zdecydowanie miano "Brodnica" było najczęściej powtarzanym podczas tego gdańskiego biegowego święta. Ba... nawet przez organizatorów - zgadnijcie jakiego słowa użył jeden z nich przechodzący obok nas na samym końcu imprezy?


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.