Garmin 920 XT (z paskiem HRM - Run) cz. II



Ogromnie ciężko jest pisać teksty testowe sprzętu na najwyższym poziomie użytkowym. Z reguły taki gadżet ma praktycznie wszystko co użytkownik może sobie wymarzyć a modele konkurencji różnią się detalami i minimalnie innymi rozwiązaniami. Ja zgodnie ze swoją zasadą staram się przede wszystkim szukać w dziury w całym – patrz słabych stron, i ewentualnie podrzucać lepsze zamienniki. Zobaczymy co znajdziemy w Garminie 920 XT.



W stajni Garmina już tylko modele Fenix są wyżej w hierarchii produktów, jednak są to zegarki dedykowane dla aktywnych turystycznie (patrz np. wbudowany kompas, barometr, wysokościomierz czy bardziej wytrzymała koperta) czy ceniących pomiar tętna bez użycia paska z nadajnikiem. Zdecydowanie nie ma sensu wchodzić w tę droższą cenowo półkę jeśli jesteś zaawansowanym bawiącym się w sport czy nawet zawodowym triatlonistą – 920 XT ma wszystko co potrzeba.

the5krunner.com

Komputer treningowy dostałem w bardzo dobrej cenie od pierwszego dwudniowego właściciela. Porzucenie spowodowane było niby skomplikowanym użytkowaniem. Moje doświadczenie temu zaprzeczyło – praktycznie po 10 minutach bez instrukcji mniej więcej wszystko wiedziałem. Nawet ciężko było uwierzyć, że najnowsze wtedy dziecko Garmina ma „tylko” tyle ukryte w menu. Jednak z drugiej strony przecież interfejs musi być prosty dla użytkownika niezależnie od tego czy pulsometr kosztuje 150 czy 1150 zł. Powiem szczerze bałem się tego po poprzednim Garminie 410. Tam nie do końca było ok. Tutaj zdecydowanie prosto i przyjemnie.

Ostatnimi czasy w pulsometrach bardzo popularni są wszelcy asystenci treningowi począwszy od miernika aktywności czy odpoczynku po różnorakie testy wydolności. Jest to całkiem dobra opcja dla tych, którzy nie mają sporego doświadczenia treningowego – z reguły początkujący przesadzają z treningiem. W Garminie 920 XT po każdej sesji treningowej mamy podaną liczbę godzin do wypoczynku (patrz jak w Suunto) a zliczanie aktywności odbywa się permanentnie przez cały dzień w oparciu o liczbę kroków (według dziennej normy uśrednianej w toku użytkowania), podstawową przemianę materii, ilość snu (akcelerometr mierzy także czy sen jest głęboki czy płytki) czy wreszcie wykonany trening. Inaczej niż wszędzie rozwiązane jest testowanie wydolności. W cudeńku Garmina odbywa się to na okrągło co sesję, jeśli używasz GPSa i paska HRM biegając przez co najmniej 15 minut. W przypadku kolarstwa potrzebny jest GPS, czujnik tętna i mocy i ponownie wyniki mamy już naniesione na kolorowy wyświetlacz (w postaci wykresu półkołowego). Co więcej w symulatorze wyścigu dane od razu przewidują rezultat ukończenia danego dystansu biegowego (od 5 km do maratonu). Marudząc co nieco asystenta odpoczynku można by wykonać podobnie jak w przypadku Polara V800, gdzie mamy piękny wykres graficzny z podanymi parametrami wypoczynku i przewidywanymi czasami ich osiągnięcia. Natomiast „polarowski” OwnIndex z testów ortostatystycznych ma się nijak funkcjonalnie do co rusz mierzonej wydolności z Garmina. Punkt zatem dla ekipy z USA.

garmin.sklep.pl

Funkcjonalność Garmina 920 XT widać także w dowolnie wgrywanych opcjach treningowo – estetycznych. Tak, jak w przypadku Suunto stworzono platformę internetową, gdzie co chwilę pojawiają się oparte o mierzone parametry aplikację do zainstalowania. W ten sposób Garmin może przyjąć zupełnie dowolne oblicze nie tylko tarczy zegarka, ale także stworzyć aktualne kolorowe wykresy stref tętna na treningu czy np. posiadać ekran ze wszystkimi danymi biegowymi czy kolarskimi. Możliwości jest nieskończenie wiele i platforma Connect IQ na pewno jest trafionym pomysłem (Polar jeszcze tego nie wypuścił, więc pytanie kiedy???). Bez niej mamy osiem ekranów treningowych – mapę, wirtualnego partnera, zegar, dwie dynamiki biegu i cztery w pełni personalizowane wyświetlania danych pomiarowych (od pojedynczych do poczwórnych). Swoją drogą ta dynamika biegu to chyba najmocniejsza treningowa różnica Garmina. Pasek HRM – Run lub HRM – Tri pozwalają na badanie takich bajerów, jak czas kontaktu z podłożem, długość kroku, odchylenie pionowe czy rytm, a połączone pokazują ciekawe dane odchylenia do długości czy obciążania konkretnej kończyny. Zdecydowanie więc sugerowanie Garmina 920 XT zawodowcom nie jest przesadą. Złośliwi stwierdzą o znikomej konieczności posiadania takich danych. Ja z własnego doświadczenia odpowiem, iż fajnie jest spojrzeć później w Garmin Connect (platforma internetowa Garmina) i przeanalizować trend wykonywania treningów dynamicznych czy moc grzebnięcia w dłuższym czasie.

Oczywistym jest, że komputer treningowy za 1,5 tys. zł posiada wiele innych opcji, jak choćby przeróżne alarmy dystansu (od 250 m!), czasu czy tempa w pełni ustawialne podczas treningu. Nowością, także bardzo ciekawą jest metronom. Naprawdę całkiem słyszalny ułatwia pracę nad rytmem. Standardowym akcesorium jest trening interwałowy, bardziej interesującymi treningi celowane (konkretna ilość czasu, tempa czy dystansu) oraz wyścig z aktywnościom (pobraną lub z historii). Ustawienie treningu opartego o rozgrzewkę, parę części dynamicznych/odpoczynków oraz schłodzenie organizmu zabiera niecałe pół minuty. W sumie jedyną upragnioną przeze mnie zmianą byłaby czytelniejsza prezentacja podsumowania tempa czy tętna danych okrążeń – słupkowy wykres Polara V800 wygląda tu całkiem wzorcowo.

goultra.pl (gdzie znajduje się obszerniejszy opis)

Nie ma co pisać o wszystkich opcjach zegarka, bo tych jest naprawdę mnóstwo. Nie kojarzę żadnej ważniejszej treningowej, której Garmin 920 XT nie ma. Mamy powiększaną kolorową mapę (bez wgranych szczegółów, tylko kreska, choć istnieją bogatsze opcje Connect IQ) czy wszelkie opcje nawigacji i prowadzenia do początku treningu. Jest także wibracja informująca Nas o zakończonym okrążeniu. Instynktownie w mig przełączamy się pomiędzy dowolnymi trybami aktywności tworząc trening łączony. Pływanie z wyczuwanymi stylami, notowanymi długościami przerw, ilością ruchów i dystansem (a z paskiem HRM – Swim i HRM – Tri także tętnem) wcale nie odstaje od najwyższego segmentu na rynku. Tym bardziej, że z pomiarem mocy (patrz Garmin Vector montowany w pedały) staje się również zaawansowanym przyjacielem kolarza. Zresztą nie ma co wymieniać, bo jak czegoś nie znajdziecie to z łatwością można znaleźć zastępcza aplikacje Connect IQ.

Ergonomicznie zegarek podczas treningów spisywał się bardzo dobrze. Z wyczuciem rozmieszczone przyciski ani na moment nie pozwalały się pomylić...no może racz czy dwa razy, kiedy przypadkowo rozpocząłem nowe „kółko”. I w tym momencie na myśl przychodzi jeden, malutki, aczkolwiek irytujący minus „920-tki”. Otóż czasem długo myśli...zapisywanie danych, ich odczyt w zależności od długości trwania i składowych trwa kilka dobrych sekund.


Podsumowując Garmin 920 XT jest produktem bardzo kompletnym. Lekkość, funkcjonalność i totalna personalizacja przy odbiorze wielu niebanalnych danych treningowych stwarza ogromne możliwości analizowania i pracy nad swoim ciałem. Co prawda estetyczne rozwiązania asystenta odpoczynku, prezentacji wyników sesji czy wgrywanie się danych z pamięci pozostawia lekki niedosyt, jednak wiem, co mówię – w końcu spędziłem z nim już blisko 8 miesięcy.

Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.