Zwieńczenie treningu wielodyscyplinowego "na półgwizdka"



Ostatni wpis treningowy zamieszczałem 25 kwietnia, co przyznacie w stosunku do mojej systematyczności w tym temacie, jest dziwne. Nie ma co zakładać porzucenia przeze mnie treningu - wtedy już naprawdę mój mały świat musiałby stanąć na głowie. (Zresztą zapewne wtedy też nie odpuściłbym tych paru treningów w tygodniu...) Uspokajając Was powiem tylko, że dobrze mi się trenowało i tak właściwie nie było sensu przepisywać tabelki z poprzedniego posta, więc odpuściłem marudzenie Wam o tym samym. Te parę tygodni oczywiście zmieniło wiele. Już niebawem podczas Volvo Triathlon Series Brodnica przekonamy się jak ten trening "na półgwizdka" wpłynął na moje triatlonowe możliwości.

Okres treningowy był całkiem pracowity. Do momentu pisania tego posta wykonałem 57 aktywności (nie piszę treningów, bo czy 15 minutowy dobieg do pracy takowym jest??? a było ich ze 2-3/tydz), co równa się blisko 53,5 godzinom wysiłku, z czego ponad 26 h było biegania, ponad 21 h roweru i tylko 3,5 h pływania (reszta to jakieś uzupełniające fitnessowe trenażery). Nie są to porażające liczby - wychodzi ok. 8 h/tydz. W treningu triatlonowym to żadna wielkość, ale jak na początek mojej przygody z tą piękną dyscypliną sportu i ogromnym brakiem czasu na trening to nawet git. Żal tylko bardzo słabego pływania. W związku z nim 1/2 IM na Volvo triathlon Series będzie raczej zabawowa i zaliczeniowa. Nie ma co walczyć o robienie życiówki i łamanie 5 h, skoro samego pływania z zeszłego roku nie powtórzę (było coś ponad 38 minut). Oczywiście z przyjemnością zmęczę się na rowerze (tu trzeba urwać parę minut z tych 2h53) i bieganiu (trasa bardzo falista z kosmicznym podbiegiem, trudniejsza niż rok temu, więc oby tylko złamać 1h30). Po to trenowałem by było fajnie...

Zresztą a propos treningu to z tej męczarni "dwusetek" i "dwukilometrówek" w końcu w poprzednim tygodniu poczułem różnicę. Nogi zupełnie inaczej reagowały na większe prędkości. Jakby luźniej. Podobnie było przy każdej zakładce - różnica biegu po jeździe na rowerze w porównaniu z poprzednim rokiem wręcz niesamowita. W perspektywie jesiennego maratonu to świetna wiadomość. Inaczej jeśli pod uwagę weźniemy pływanie - nie nabiegam i nie pojadę aż tak dobrze by nadrobić te 7-10 minut słabszego pływania. 

Podsumowując, jeżeli zwieńczenie mini treningu wielodyscyplinowego - nazwijmy go "na półgwizdka" - zakończy się wynikiem na poziomie 5h10 minut to będę zaskoczony. Teoretycznie większa robota tego planu była robiona tylko przez 6-8 tygodni. Tym bardziej z tak słabiutkim pływaniem. Mimo wszystko bardziej strzelam w rezultat odrobinę powyżej.

Bądź co bądź na pewno będę się cieszył, że po raz kolejny w moim rodzinnym mieście mam szansę spełnić swoje marzenie. Szkoda tylko tego finiszu nad Niskim Brodnem. Pod Wieżą Krzyżacką byłoby na pewno okazalej. Może zasłużę za rok ;-)


Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.