Koniec wolnego...powrót do Poznania blisko.



Lato mija szybko...tym bardziej jak nie jest się dzieckiem. Z czasem do V Dychy Wazówny było podobnie. Planowane było lekkie szaleństwo, ale w toku wielu okoliczności nie wyszło tak, jak powinno. Choć te 39:15 bez oznaczonych kilometrów i z nakładem ok. 300 m było całkiem przyzwoitym wynikiem (wypadłoby coś ok. 38 min). Po tygodniu przejściowym - regeneracyjnym nadszedł moment na przygotowania do 17.Poznań Maratonu. Cel ustali się sam w toku treningu (w głowie szumi co nieco o życiówce, więc kto wie...), na pewno już nie mogę się doczekać 9.00 9 października.

Tydzień regeneracyjny praktycznie nie różnił się ilością treningu w tygodniu od poprzednich. Zdecydowanie zdjąłem "podwójne" wyższe intensywności, a zachowałem tylko środowe dynamiczne parę kilometrów. W sumie 1-2 tygodnie przed "dyszką" musiałem już w tego typu trening wejść by pozwolić się zregenerować się obolałym nogom (nawet w tym momencie nie pamiętam co nie grało). Zatem te 4-5 powtarzalnych kilometrów musiałem zachować. Na pewno dzień po starcie uruchomiłem eliptyka na 30 min - ta forma klubowych maszyn jest najbliższa biegowi a przy tym odciąża stawy. Wtorkowe i czwartkowe spinninigi zachowały mnie także przy formie. Z tego co pamiętam mogłem odpuścić piątek i niedzielę. W pozostałe dni pobiegałem króciutko. Summa summarum od razu świeżości nie czułem - tak to nie działa. Ta na pewno pojawiła się w głowie na myśl o Poznaniu.

W poznańskiej imprezie nie brałem udziału od 3 lat (tym samym też nie odwiedzałem znajomych, u których zazwyczaj śpię, a z jednym z nich "się ścigam"), ale wspomnienie o najlepszej publiczności w kraju pozostało. I to mówię tak nie ze względu na sentyment do miasta. Cokolwiek się stanie (patrz np. naciągnięcie "dwójki"podczas ostatniego tygodnia przed jesiennym 37.Maratonem Warszawskim) muszę tam wystartować...cóż mi szkodzi jakąś tam formę biegową przygotować ;-)

W kolejnych tygodniach lipca, też ze względu na wakacyjny wyjazd rodzinny na początku sierpnia, trzeba wykonać było robotę wstępną. W związku z kontynuowanymi zajęciami fitness plan mniej więcej miał wyglądać tak:

Pon
Wt
Sr
Czw
Pt
Sob
Bieg 45'
(w tym 6xSB)
45' spinning+
50' biegu
Bieg 45' (w tym 3x2km/3:50')
45' spinning+
bieg 15'

45'spinning/bieg 45'
bieg 90-140'

Oczywiście gdzieniegdzie (w toku okoliczności rodzinno - zawodowym...erghh) musiałem pozmieniać rdzeń i dokładałem trening siły biegowej (4-6x400m podbiegu/300m truchtu). W drugim i trzecim tygodniu trening podbiegów pojawił się dwa razy na mikrocykl (efekty tego opisze w oddzielnym poście). Mowa tu o żelaznym poniedziałki i albo środzie, czwartku lub piątku (zamiast spinningu). Dwukilometrówki w pewnym momencie miały dojść do czterech powtórzeń, ale w toku bólu lewego pasma biodrowo - piszczelowego starałem się realizować ten jeden trening podtrzymujący szybkość raz w tygodniu. Ba dwukroć podbiłem obciążenia realizując po wtorkowym spinningu "kilometrówki" (wolniej, bo na ok. 4:00/km i na 200- 300 m przerwy w truchcie). Z pewnością da to to fajny efekt. Dodatkowo w soboty dochodziło dłuższe bieganie ok. 20-27 km (raz tylko godzina z powodu bólu ITB). Jutro zakańczając normalny tydzień (nie wiem co uda się zrobić w weekend wyjazdowy) dłuższym treningiem wyjdzie całkiem ładna tabelka:

Pon
Wt
Sr
Czw
Pt
Sob
Bieg 45'
(w tym 5x500m podbiegu/300m t.)
45' spinning+35'bieg (w tym5x1km/200m)
+45'spinning+ bieg 15'
Bieg 50' (w tym 7x400m podbiegu/300m t.)
45' spinning+
bieg 15'

90-120' bieg + orbitrek
???

Podbiegi oczywiście robię na bieżni mechanicznej w swojej pracy - Fitness Seven. Stąd tez ten dziwny zapis we wtorek - zamieszanie z godzinami zajęć w wakacje. Wyszło całkiem solidnie prawda. Mimo wszystko to tylko z tego względu, że kolejny tydzień wakacyjny muszę podreperować lewe pasmo i całe kolano włącznie ze wzmacnianiem z gumą i stabilizacją. Nie wiem gdzie i jak uda się zrobić sensowny trening. Nie znam do końca terenu dokąd jadę, ale jakaś góra czy płaski odcinek się znajdzie. Do tego jezioro i jakiś trening zastępczy. Powinno być ok. (swoją droga jak WY radzicie sobie z treningiem na wyjazdach???)



Brak komentarzy

© 2011-2016 Brodniczanin biega.Wszelkie prawa zastrzeżone. Obsługiwane przez usługę Blogger.